Do ideału jeszcze krok – Ad.M.a „A. wraca późno”

adma

Jotas kiedyś nawinął, że w hip-hopie „elementów jest tyle, ile dup w rapie”. Od tej zwrotki minęło kilka lat, jednak wciąż należy do aktualnych; zbyt mało na naszej scenie płci pięknej, która podbijałaby nasze serca. Na szczęście niedawno przebojem w tę niszę wdarła się Ad.M.a.

„A. wraca późno” to kolejna bardzo dobra płyta wydana w 3/4 UDGS – wytwórni, w której roi się od nieoszlifowanych diamentów, mogących przy odrobinie szczęścia zawojować grę. Nie ma w tym krzty przesady: tamtejsi MCs są charakterni, młodzi, pełni energii i mają na siebie pomysł. W tej grupie znajduje się także chełmska raperka Ad.M.a, która dała się już poznać przyzwoitą epką „Szmaragdowa szczerość” czy luźnymi kawałkami. Ma dobrze rozpoznawalną stylówkę i całkiem niezłe umiejętności wokalne, pozwalające odnaleźć się jej na różnych podkładach. Ponadto nie stara się być chłopczycą ani feministką, co często odrzuca od innych raperek.

Mnóstwo rzeczy na tej płycie można pochwalić, szczególnie jeżeli chodzi o samą Ad.M.ę. Kiedy się uzewnętrznia, potrafi wprowadzić nas swoim hipnotyzującym śpiewem w melancholijny klimat; pozwala nam wybrać się z nią na nocną eskapadę; jest niezwykle seksowna w „Mirażu”. Zadziorność miesza się z artyzmem, bezpośrednie linijki z wersami przesiąkniętymi odwołaniami do kultury, w tym do legend arturiańskich i polskich oraz szeroko pojętej sztuki. Da się to polubić, tym bardziej że w każdym numerze odsłania inną twarz. A skrywa ich naprawdę wiele.

Coś jednak sprawia, że „A. wraca późno” irytuje. I to też przez Ad.M.ę. Nie zawsze strawna jest jej maniera rapowania, którą czasami można definiować jako skandowanie i przeciąganie końcówek, szczególnie słychać to w „Przywitała mnie pełnia” (chociaż trzeba przyznać, że zaliczyła spory progres od „Szmaragdowej szczerości”). Jak wspominałem, chełmska raperka potrafi wyczyniać na bitach cuda, ale czasami sama zapędza się w kozi róg. W „Mirażu” emanuje kobiecością i kusi przez całą pierwszą zwrotkę i refren, by w drugiej nieco agresywniejszym flow zepsuć cały ten klimat; na szczęście niesmak ten udaje się zmazać towarzyszącemu jej Igrekzetowi. Gdzieniegdzie utyka w tekście zbyt wiele trudnych słówek (swoją drogą, to jakiś nowy trend w rapie), przez co brzmi nieco pretensjonalnie. Nie mam oczywiście nic przeciwko takim zabiegom, ale subdepresja i hipomania poprzedzone cyklotymią to chyba zbyt wiele. Na dłuższą metę strasznie irytują też skity, które, owszem, za pierwszym razem pomagały w budowaniu klimatu, jednak teraz chce się je wydrapać z CD-ka.

Całości dopełnia doskonała warstwa muzyczna. Wszyscy z producentów (Łukasz K., No Time, Jimmy Kiss, Markuszynsky, ZeroJeden, Zdolny), nie tylko dostosowali się do wymagań Ad.M.y, ale uwypuklili jeszcze kreowany przez nią klimat. Dzięki tym podkładom łatwiej nam unosić się i opadać wraz z raperką. W tych produkcjach dzieje się równie wiele, co w rapie: w otwierającym numerze „Przywitała mnie pełnia” śpiew Adrianny podkreśla subtelna muzyka, która z momentem, gdy wchodzi rap, także znacząco zmienia klimat. Chwilę później na wyższe obroty wprowadza nas „Nokturn” i ta sinusoidalna podróż trwa aż do najbardziej agresywnej – i chyba też najbardziej hip-hopowej – „Bohemy 91”.

„A. wraca późno” to najlepsza wydana 3/4 UDGS płyta. Tak jak inne, posiada wady i irytujące momenty, a Ad.M.ie potrzeba jeszcze jednego – choć całkiem sporego – kroku do osiągnięcia perfekcji. Wydaje mi się, że kilka rzeczy tu po prostu przekombinowano, a postawienie na nieco prostszą, mniej pretensjonalną stylistykę, która nie udaje robienia sztuki, wyszłoby tej płycie na dobre. Wiele powiedziano o tym albumie dobrego i to zasłużone opinie, jednak widzę w Adriannie potencjał na zdecydowanie więcej i będę utyskiwał, póki nie dostanę od niej idealnego krążka. A jestem przekonany, że może on nadejść już niedługo.

KUP PŁYTY Z 3/4 UGDS I INNE NIELEGALE

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.