Punkt za odwagę – Atut/DJ Funky „Z czystej ciekawo?ci”

atutfunky

Narzekam w recenzjach na raperów za to, że brak im odwagi, by wbić się na scenę z czymś świeżym, odbiegającym od reguł, z trudniejszymi bitami. Odwagi, by zrobić coś z jajami. Po prostu. I proszę, gość o niepozornej ksywce Atut sprawił, że szczena trochę mi opadła.


A wszystko zaczyna się tak bardzo zwyczajnie. Intro ze skreczami i cutami z Biggiego, Eminema, KRS One’a zapowiadają, że Pelson doszukałby się w tym albumie esencji hip-hopu. Następny kawałek zaczyna intrygować subtelnie wplecionymi cykaczami i choć Atut eksploatuje temat wiary w siebie i własne umiejętności, to nie wiedzieć czemu zaczyna czuć się do niego sympatię.  A już na pewno ciekawi nas, co będzie dalej. I wtedy zaczyna się podróż tym szalonym rollercoasterem…

Wagoniki przyspieszane są przez newschoolowe brzmienia, tylko po to, by… zwolnić i przenieść nas na kilka sekund do słonecznej, leniwej Kalifornii i kiedy już wyciągniemy nogi na leżakach atakuje nas szybsze tempo. Zrywamy się, by poskakać i ledwo się rozgrzejemy, a chwilę później „DJ robi cuty”. Lata 90, sample, piszczały, cykacze, elektronika, wiertary, polskie ulice – Atut, który jest również odpowiedzialny za produkcję, wrzucił to do jednego gara, wymieszał, a potem zrobił z tego podkłady. Brzmi to niebywale różnorodnie, ale zarazem spójnie, z własnym sznytem. Dalej możemy trzymać się metafory rollercoastera – raz jedziemy do góry nogami, następnie pod górę, innym razem szybko zjeżdżamy, ale wciąż trzymamy się torów. Chociaż nie jestem przekonany, czy pasy dobrze trzymają.

Atut – przewodnik tej wariackiej wycieczki zachowuje się jak stary wyga. Doskonale zna całą trasę i sprawdza się zarówno jako punchliner, ujarzmiający te ostrzejsze podkłady, jak i luzak, kopiący piłkę czy próbujący jeździć na desce w upalne popołudnie. Jednak najciekawiej wypada jako kolega, który musi zawieźć swoją ekipę na imprezę w numerze o wymownym tytule „Koncert, fura, brak alkoholu”. Jedynemu trzeźwemu nie jest wszak łatwo, spełnianie zachcianek, irytujący pijani imprezowicze, a nawet barman jest przeciwko – „A gdy proszę o wodę, bar się pyta: <<w butelce czy lane>>”.

Cieszy także obecność DJ-a na tym projekcie. Numer z cutami pomiędzy bangerami jest naprawdę zaskakujący. A DJ-owi Funky na miejscami tak nowoczesnym albumie dostało się stosunkowo sporo miejsca

Urzeka mnie ta odważna mieszanka starego z nowym. Jestem w stanie wybaczyć, że na „Z czystej ciekawo?ci” są ze trzy słabsze numery, że Atut czasami ma problem z dykcją, że bity może nie są na światowym poziomie i tak dalej. W innym wypadku byłbym pierwszy, żeby się przyczepić do takich rzeczy, ale Atut i DJ Funky nastrajają mega pozytywnie, aż chce się ich propsować i przechylić z nimi kilka głębszych.

„Z czystej ciekawo?ci” to bardzo eklektyczny album, zrobiony przez gościa, który odnajduje się w przeróżnych tematykach i klimatach. Atut obiecuje, że „już niedługo cały kraj będzie słuchał mnie” – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że to „niedługo” się odciągnie, ale jak Ty, Ty i Ty sprawdzicie ten krążek to też będzie fajnie.

 

Za egzemplarz podziękowania dla:

 

34UDGS

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.