Taka sytuacja – Uszer zDP „Dumbo”

Sytuacja nr 1
Trafiasz na gościa o ksywie Uszer zDP. Trzyliterowy skrót momentalnie sprawia, że czujesz w nozdrzach zapach rozgrzanego asfaltu, przed oczami stają ci bloki z wielkiej płyty, a w głowie już słyszysz linijki o tym, jak trudno żyje się na blokach. Sprawdzasz, co oznacza to „zDP”.

– Bo przecież nie „z dupy” – rzucasz suchara w myślach.

Znajdujesz. Zdolne Przedmieście. Przypuszczenia zapewne były słuszne. Alergia na „hardkorowców” powoli zaczyna o sobie przypominać. Ale dajesz mu szansę, może nie jest tak źle jak wygląda. Włączasz „Krótką rozmowę z Bogiem”, bit Pneumonii – typowy uliczny podkład, pełny keyboardowych dźwięków modnych parę lat temu. Sytuacja się nie poprawia. Co więcej, sam Uszer wpisuje się w nurt prawilniaków. Niski głos, rap od linijki, a jego refleksje raczej nie zaskakują. „Boring, boring, boring” – powtarzasz jak Benedict Cumberbatch grający Sherlocka. Sprawdźmy, co dalej. Dziesiąty track: „Dies Irae” – może ten „dzień gniewu” okaże się ciekawszy; jakieś nawiązania do literatury? A skąd! Szara rzeczywistość, marny kraj, zero perspektyw, szlifowałem flow, a nic z tego nie mam, nuuuda. Zaraz, zaraz, on zarapował: „Aureola mi nie grozi, bardziej to wita piekło”? A czy wcześniej nie nawijał o krwi zostawianej na Różańcu? Mógłby się zdecydować, co? Ostatnia szansa: losowo wybierasz track, pada na „Cztery elementy”. Czy Uszer zDP wymyślił coś nowego w tym temacie? Gdzie tam! 33 obroty, DJ-e, trochę rapowego slangu i kawałek, jakich tryliony, gotowy. Decyzja zapadła: koniec przygody z tym typem.

Sytuacja nr 2
Znajdujesz płytę „Dumbo”, która na kolorowej okładce ma słonia w czapce i ze skrętem w trąbie.


– Co to za typ? – myślisz, wpisując w YouTube jego ksywkę.

Włączasz singiel „Kombo komba”, a tam Uszer w jakieś tajskiej czapce, leży rozwalony na materacu wodnym w bliżej nieokreślonym akwenie z miniwodospadem w tle i rapuje na elektronicznym bicie doktorasamuela. Może królem majka nie jest, ale co za pozytywna morda! Dalej na playliście są „Cztery elementy”, więc olewasz – na cholerę ci jakieś wspominki o tym, jak Uszer rapował w podstawówce do piórnika? Lecimy z „Prohibicją”. Posse-cut, sześciu raperów obok gospodarza, żadnego z nich nie znasz, wjeżdża ultra prawilny, gangsterski klimat, jakiego nie powstydziłby się Chada. Przebolejesz? Postarasz się? Okej, to niech rapują…

– O kur… – wymyka ci się, kiedy słyszysz, jak MCs opowiadają historię o przemycie wódki z Ukrainy (Św. Jan Kanty spogląda karcącym wzrokiem z obrazka na półce).

Każdy odgrywa swoją rolę w tym storytellingu, wszyscy prezentują inne punkty widzenia, wow, nieźle to rozkminili. Wjeżdża „Game boy”. Musisz przyznać, że to dość typowy kawałek o grach: dużo namedroppingu, zajawka i tak dalej, ale w sumie cieszy cię to – nigdy nie grałeś w nic poza FM-em i PES-em, więc same nazwy gier zdecydowanie ci wystarczą. Zresztą widać, jak MCs – bo gościnnie jest Chipsu i Kobik, o których też słyszysz po raz pierwszy – bawią się tym kawałkiem i nieźle rapują. Właśnie, całkiem ciekawy ten Uszer, prawda? Nawarstwia rymy nie tracąc przy tym sensu wersów, ciekawie akcentuje, trafiają się spoko linijki. Nie pokusisz się o stwierdzenie, że zdecydowanie się wybija z tłumu, ale… coś w tej stylówce jest. Zaraz na playliście pojawia się outro, chyba wyrwane z bajki o słoniu Benjaminie i podejmujesz decyzję co z tym „Dumbo” zrobić. Przesłuchać dokładnie rap tego gościa, z którym pewnie dogadałbyś się w mig pijąc trzecie piwo.

Sytuacja nr 3
Masz przed sobą „Dumbo, które musisz zrecenzować i uświadamiasz sobie, że powyższe historyjki  idealnie pokazują twój stosunek do tego materiału. Z jednej strony Uszer odrzuca cię swoją „prawilnością”, niektórymi przemyśleniami na poziomie gówniarza czy słabo dobranymi bitami (ile można samplować skrzypce?). Z drugiej – niejednokrotnie na tym albumie pokazuje, że potrafi dobrze i ciekawie nawijać, co więcej w „Zimnym prysznicu” puszcza do ciebie oko tak, że jesteś gotów uwierzyć, że te wszystkie słabsze momenty to tylko prowo. „Dumbo” daje ci możliwość do zmieszania tej płyty z błotem i do pisania komentarzy na Glamrapie w stylu „KTO TO?”, „CO TO ZA WACK?”, a jednocześnie skłania do propsowania Uszera za pomysły – szczególnie za storytellingi – i zachęca do zerkania na jego twórczość.

Skłaniasz się ku temu drugiemu, pozytywnemu obrazowi Uszera, tym bardziej że znając ostatnie dokonania Zdolnego Przedmieścia widzisz, że chłopaki patrzą w przód i starają się rozwijać. Do tego sprawiają wrażenie raczej dobrych, zdystansowanych ziomków niż pospinanych uliczników, czym oczywiście również plusują.

***

A w której sytuacji będziesz ty? Nie udzielę jednoznacznej odpowiedzi, najlepiej sprawdź sam. Ja niestety nie mogę ci pomóc. Jestem tylko słoniem.

Za egzemplarz podziękowania dla:

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.