Trzy szybkie #28

Jak widzicie, obowiązki blogera spycham ostatnio coraz dalej, jeżeli chodzi o moją listę „Things to do”. Niemniej staram się w miarę regularnie śledzić to, co podsyłają mi wytwórnie i sami raperzy. Chociaż ostatnio to same rozczarowania.

trailerPueblos „Trailer Mixtape”
Na poprzedniej płycie Pueblosa, „Veto”, dało się zauważyć tkwiący w raperze potencjał i nieźle wyważoną mieszankę truskulu z niuskulem. Po albumie przyszły mniejsze i większe sukcesy we freestyle’u, rozpoznawalność, klepanie po plecach i albo Pueblos za bardzo uwierzył w siebie, albo po prostu nie przyłożył się do tego krążka. Umiejętności to niestety dalej średnia krajowa, do tego na „Trailer Mixtape” znajdziemy masę naiwnych wersów i prostych przemyśleń. Co więcej, z niektórych kawałków wyłania się obraz rapera, który już trzęsie sceną, a w najgorszym wypadku niebawem zacznie. Niestety tak się nie stanie i chyba przydałby się Pueblosowi kubeł zimnej wody. „Dwa lata pracy, ksywa musić coś znaczyć” nawija Pueblos. Jakkolwiek to interpretować brzmi śmiesznie: te dwa lata to nic w porównaniu z drogami VNMa czy Te-Trisa, jak również dwa lata to wieki w porównaniu z tym, jak szybko wybili się Quebonafide czy Taco. Pueblos stara się być oryginalny, ale jego wysiłki spełzają na niczym – „Trailer Mixtape” przepada w zalewie innych podobnych krążków na raz. Zatem dalej trzeba ciężko pracować.

medmcMed MC & Szpalowsky „lEPiej późno niż wcale”
Med ma to, czego brakuje Pueblosowi: pewność siebie, charyzmę i bagaż doświadczeń, o których może nawijać. Mimo tego jego epka to też rzecz na jeden odsłuch. Nie ma się tu czego szczególnie czepiać, bo są niezłe linijki, zmiany flow i generalnie czujemy, że mówi do nas gość z krwi i kości, z określoną wizją siebie, ale żeby zaraz do tego wracać albo to kupować? Od tego materiału bije zwykłość – takich spoko płyt od spoko gości na słuchalnych bitach wychodzi nam każdego roku na pęczki. Swoją drogą, chyba największym przekleństwem podobnych krążków jest to, że kiedy przychodzi o nich napisać kilkadziesiąt słów, to człowiek siada i zaczyna rozkminać, co dodać do tego sztandarowego: „Spoko gość, spoko płyta”, mimo że krążek zna już prawie na pamięć. Może lepsze bity niż te Szpalowskiego uratowałyby Medowi skórę?

flojdFlojd/Wiro „Kilka stopni wyżej”
Do czego to doszło? VNM założył własną wytwórnię i wypuścił w niej krążek jako Flojd. Serio, gdyby mi ktoś powiedział, że to krążek VNMa nagrany dekadę temu, kiedy był truskulową głową, uwierzyłbym w to. Flojd do złudzenia przypomina swojego starszego kumpla, widać to szczególnie, gdy nachalnie akcentuje rymy („jedź erką/prze-stępcą”), przestawia składnię, żeby wymusić podwójnego („imasz liter/trzecią wydał płytę”) czy podkreśla poszczególne słowa. Pierwszy z brzegu przykład do tego ostatniego to kawałek „Plan A„, 44 sekunda, Flojd aka VNM rapuje „bo w Polsce„, chwilę później mamy też typowo VNMowskie „ta”. To niuanse, pozornie nic nie znaczące sprawy, ale zdecydowanie w zbyt wielu momentach zapala się tu lampka alarmująca, że mamy do czynienia z kserem. Lubię starego VNMa, lubię truskul, cieszę się, kiedy raperzy pchają w swój rap tyle emocji co Flojd, bo tego nie można mu odmówić, może i ta płyta by się broniła, ale to podkradanie stylu… Przez to, że przez cały album mam wrażenie, że słucham słabszej wersji VNMa, nie mogę się skupić na tym, co Flojd ma mi do przekazania i to przekreśla „Kilka stopni wyżej”. Wypada zostawić tutaj ten numer.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.