52 książki w rok? Co za bezsens

W czytelniczych kręgach od jakiegoś czasu panuje moda na podejmowanie wyzwania „52 książki w rok”. Jak sama nazwa wskazuje zachęca nas ona, byśmy przeczytali tygodniowo jedną książkę. Niestety, tylko z pozoru to wartościowa inicjatywa.

Z czytaniem jednej książki na tydzień jest jak z czytaniem stu stron dziennie, czytaniem jednego rozdziału dziennie i tak dalej. Kupią to chyba tylko początkujący czytelnicy, bo prawdziwych moli książkowych nie interesuje ilość, ale jakość. Zupełnie inaczej czyta się lekki kryminał czy romans, a zupełnie inaczej Dostojewskiego, Joyce’a czy Lawrence’a. Jedne się chłonie i trudno się od nich oderwać, drugie wymagają od nas większego zaangażowania. Jednak wyzwanie „52 książki” stawia znak równości między np. „Lśnieniem” Stephena Kinga a „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta albo „Randkami w ciemno” Daniele Steel a „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya. To jasne, że Kinga (zupełnie mu nie ujmując) czyta się łatwiej, szybciej i to nie ma problemu z przeczytaniem nawet kilku jego książek w tydzień – potrzeba nam tylko wolnego czasu. Spróbujcie tego samego z kimś bardziej ambitnym, tworzącym literaturę wyższą, gdzie sama akcja ustępuje psychologii bohaterów i długim opisom oraz gdzie my czasami odrywamy się od lektury, by samemu przez chwilę kontemplować temat.

Z ciekawości sprawdziłem, ile książek w tym roku zdążyłem już przeczytać – to możliwe, dzięki temu, że oceniam je na Biblionetce. Wyszło mi już ponad 30, a mamy 25 tydzień roku, więc jak widać mógłbym spełnić to wyzwanie bez problemu. Wystarczy jednak rzut oka na to, co przeczytałem – a są tam np. krótki poemat Goethego, „Medaliony”, które przeczytałem w kilka godzin, lekkie kryminały i fantastyka czy kilka niewiele ponad stustronicowych książek. Czy mam się czym chwalić? Nie sądzę.

Owszem, zachęcać do czytania należy. Jednak nie w sposób, przez który ludzie będą sięgali po proste czytadełka, tylko po to, by nabić statystyki, gdyż właśnie to jest w tym wyzwaniu najważniejsze. Naturalnie, przyda się nam kryminał, który nas odstresuje i który nadaje się do czytania w podróży, ale kierujmy się w bardziej poważne rejony. I właśnie do tego należy namawiać innych. A przechwalanie się ilością przeczytanych książek zostawmy dzieciakom, bo ma to znaczenie chyba tylko w podstawówce.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.