Bang Gangu

gangalbaniiTego wydarzenia nie mogłem przegapić. Gang Albanii odwiedzający Siedlce wydawał się pozycją obowiązkową w koncertowym kalendarzu nie tyle z powodów muzycznych, co z chęci przeżycia tego show. Uwierzcie, że było warto.

Trudno mi komentować to, co prezentuje Gang Albanii. Muzycznie, no sorry, nie broni się pod żadnym względem. „Królowie życia” to głównie dyskotekowe podkłady i raperzy zjadający swój własny ogon w każdym kolejnym numerze. Refreny co prawda po sekundzie zostają w pamięci i nie da się ich wyrzucić z głowy, ale kiedy Popek zaczyna podśpiewywać robi się niesmacznie. Kawałki o blacharach i marihuanie to celowe zagrania pod publiczkę, a „Dla prawdziwych dam” jedyna – i wykorzystana – szansa na podbicie radia i TV. O ile te absurdalne, retardowe teksty mogą śmieszyć podczas pierwszych odsłuchów, to błyskawicznie ten humor zdziera się i starzeje.

Z drugiej strony Gang Albanii fascynuje mnie pod względem marketingowym. To, że Step Records potrafi wypromować i sprzedać wszystko od dawna wiemy, ale chyba nikt nie spodziewał się tego, jaką popularność zdobędzie ten skład. „Królowie życia” wjechali pod strzechy nie gorzej niż Donatan i jego „Słowianie”. Gang popularny jest w miastach i na wsiach, wśród słuchaczy rapu oraz discopolowców,  wśród najmłodszych i dojrzałych, a o Popku mówi się dosłownie wszędzie.

Właśnie, Popek. To wokół niego nakręcił się ten hajp (pisałem o tym też TUTAJ). Niewątpliwie jest postacią, która potrafi zwrócić na siebie uwagę: ma charyzmę i miliony pomysłów (rzadko mądrych) na to, by o nim mówiono. Zauważył to Rozbójnik Alibaba, któremu lepiej pasowałaby ksywka Midas, bo czego nie dotknie zmienia w złoto. A nawet platynę. Monopol, solowe dokonania, kooperacja z Borysewiczem, teraz Gang Albanii – można tego nie lubić (albo i trzeba), ale należy przyznać, że jego postać nie schodzi z języków. Już od pierwszego wspólnego kawałka z Popkiem – La Da Da Dee Da Da Da Da – czułem, że machina ruszyła. Żeby ustrzelić dyszkę, do składu trzeba było jeszcze dokoptować Borixona, by był wodzirejem na koncertach i robił show na żywo.

Borixon też ma w Gangu ciekawą pozycję. Z jednej strony jest na drugim planie, publika przestaje go zauważać, kiedy na projektorze pojawia się twarz Popka, bo to ksywkę autora „Brudnej Darianny” skandują widzowie przy jego każdej próbie przemowy, z drugiej – to on lepiej rapuje. (Jego dwie ostatnie solówki trzymały naprawdę wysoki poziom). Fakt, że na „Królach życia” nawija wciąż to samo i tak samo, ale to jego zwrotki da się włączyć kilka razy.

Koncertu nie mogłem przegapić. Mniejsza o muzykę – chciałem zobaczyć, jakich ludzi przyciągnie Gang, jak ten show będzie wyglądał i jak Popek wypada w Skype’owych występach. Nie zawiodłem się, chociaż zaczęło się średnio. Najpierw obsuwka, przez którą wypiliśmy tyle Królewskich, że Legia będzie miała dość funduszy, by zatrzymać na następny sezon Orlando Sa. Dalej supporty, które powinno się banować, bo wydłużają jedynie czas, a bawią się przy nich tylko znajomi występujących raperów. Aż wreszcie się zaczęło.

Hałasu, jaki wydała publiczność, kiedy Popek pojawił się na ekranie nie da się opisać. Podobnie jak ryków wydawanych, gdy raper brał w ręce gitarę lub pałeczki do perkusji. Nie wiem, po co to robił (jakość połączenia pozostawiała wiele do życzenia), ale ludzie piali z zachwytu. Publiczność znała też wszystkie kawałki na pamięć. Borygo mógłby tam tylko stać i udawać, że rapuje – ludzie by sobie poradzili No, fenomen. Na Mesie, Łonie, Biszu ani Zeusie nie widziałem tak aktywnej i tak żywo reagującej publiki. Stałem z tyłu i zachodziłem w głowę, co wyprawiało się w tym klubie. Aż pod koniec sam dołączyłem do tego ryku – pierwiastek Albańczyka gdzieś tam we mnie tkwi. Albo po prostu chciałem wrócić do czasów podstawówki i beztrosko śpiewać: „Pizda nad głową”.

To było najlepsze show, jakie widziałem, poważnie. Może bez „klasy”, może prostackie i skierowane do niekoniecznie najinteligentniejszych grup społecznych, ale dopracowane i z mocą przyciągającą rzesze fanów z różnych grup społecznych. Koksy, imprezowiczki, discopolowcy, żelki, hip-hopowcy (tych nieliczna garstka), licealiści, studenci, starsi – Albańczycy ciekawią po prostu każdego. I każdego potrafią poderwać z podłogi.

Oczywiście, Gang Albanii to produkt. Trzej członkowie stworzyli sobie wizerunek wiecznie nietrzeźwych typów wciągających koks i bawiących się w klubach go-go. Jeżeli taki produkt się sprzedaje, to nie mam nic przeciwko temu. Chór krytyków już dawno połamał klawiatury ubolewając nad tym, że Popek i spółka są tak popularni. A niech są. Ja stawiam ich na równi z gwiazdami disco polo – podobne nic w tekstach, muzyczna prostota, celowanie w jak największy zasięg i nawet odwiedzają te same kluby. Z disco polo już dawno przestałem walczyć, bo zawsze znajdą się odbiorcy tego gatunku, których nie przekona się do innej muzyki. Taka sama sytuacja jest z Gangiem Albanii – znajdą swoich słuchaczy, a boom i tak powoli opadnie. Być może już po drugiej płycie. A jak na razie niech układają równo worki z pieniędzmi – źle im nie życzę.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.