Chrześcijański rap w Polsce?

Zagłębianie się w polski hip-hop bywa różne. Niektórym wystarczy tylko to, co znajduje się blisko brzegu i na powierzchni. Inni wkładają głowę pod taflę wody, szukając młodych talentów, którzy są blisko wynurzenia. Istnieje też mniej liczna grupa słuchaczy, która uwielbia nurkować i śledzić poczynania dopiero zaczynających wypływać kompletnie nieznanych artystów. Jeżeli interesuje Was, co dzieje się jeszcze niżej, to chętnie odkryję przed Wami cały szlam i muł z dna – pod nim znajduję się całkiem prężna i rozwijająca się kolonia raperów, którym przyświeca wspólny cel. Sami jednak, kładąc sobie kłody pod nogi, nie potrafią przebić nawet powłoki dna. To raperzy reprezentujący nurt chrześcijańskiego hip-hopu.

Chociaż zacząłem być może nieprzyjemnie i zbyt dosadnie, to do raperów nawijających o Jezusie odnoszę się – z racji wiary – z wielką sympatią. Nie uważam, by rap nie nadawał się do takiej tematyki. Przeciwnie – każda forma do krzewienia chrześcijaństwa jest dobra, więc i z tej można wycisnąć bardzo wiele, tym bardziej że liczba słuchaczy rapu w naszym kraju wzrasta. Niestety, tego potencjału w Polsce nie wykorzystał do tej pory nikt, chociaż tych, którzy wciąż próbują nie brakuje.

Rzućmy okiem na to, co dzieje w chrześcijańskim rapie za oceanem. W zeszłym roku płyta Tripa Lee „The Good Life” w pierwszym tygodniu sprzedała się w 22 tysiącach egzemplarzy i została sklasyfikowana na 17. miejscu list sprzedaży. Lecrae sprzedał grubo ponad 100 tysięcy kopii swojej płyty „Gravity”, a jego mixtape „Church Clothes” ściągnęło już prawie pół miliona osób. W czym tkwi ich sukces? Przede wszystkim są raperami. Oczywiście – w tekstach głównie wychwalają Jezusa, mówią o zaletach modlitwy, czasami moralizują, szczerze opowiadają o swoich wzlotach i upadkach. Ale są raperami. Dobrymi raperami. Flow mają nienaganne, eksperymentują w produkcji, są na jednym poziomie z normalnymi MCs, nawijającymi o kobietach, forsie i jaraniu. Jednakże wyłączając uszy na ich teksty, często nie odczulibyśmy żadnej różnicy.

A w Polsce? Jak wspominałem, chrześcijańskich raperów jest sporo. Cóż z tego, skoro ich umiejętności są zazwyczaj znikome? Praktycznie żadnego z nich nie można nazwać kompletnym MC. Każdemu do tego miana brakuje naprawdę wiele. Weźmy na to numer grupy Elohim „Kto jak nie On” . Bit jest najprostszy z możliwych, plumkające pianinka nadają patosu, który podkreśla jeszcze podniosły tekst. Podobnie wygląda utwór EKS „Wydostań mnie”. Linijki typu: „Bóg cię kocha, byłem na dnie, a dzięki Niemu się podniosłem” lub inne w niezwykle moralizatorski (a zarazem odrzucający) sposób opowiadające o tym, że trzeba szanować bliźniego zdarzają niemalże u każdego na tej scenie. Umówmy się – mało kto lubi, kiedy się go poucza. Nie tego oczekują też słuchacze rapu. Chcą oni wyrazistych emocji, szczerości do bólu, zapadających w pamięć linijek i refrenów, które można nucić całymi dniami. Nikomu nie są potrzebni kaznodzieje za mikrofonami, tylko ziomki, z którymi można napić się piwa, zbić z nimi piątkę czy pożartować, a później pogadać o istocie wiary.

Na scenie znajdziemy nie tylko samych zamulających truskuli. Mamy również Bęsia, który próbuje podbić Polskę na cykaczach. Wychodzi mu jednak często coś w stylu parodii i chrześcijaństwa i rapu – PRZYKŁAD. Przyznam, że dość średnio przekonuje mnie jego twórczość, ale klipy osiągają coraz lepsze wyniki na YouTube, sam artysta był już chociażby w Dzień Dobry TVN czy Radiu Podlasie, co jest niewątpliwym sukcesem. Istnieje też ekipa Royal Rap, którzy próbują nieść Dobrą Nowinę na bardziej porywających, bangerowych wręcz podkładach. Skillsy i wykonanie jeszcze nie najlepsze, ale to zdecydowanie jeden z najciekawszych zespołów na scenie. TUTAJ możecie posłuchać promomixu ich płyty „Duchowa rewolucja”.

Największymi weteranami chrześcijańskiej sceny w Polsce są raperzy ze składu Full Power Spirit, którzy o Jezusie rapują od ponad dekady. Mieli swoje pięć minut nawet w telewizji, kiedy w którymś z chrześcijańskim programów często odtwarzany był utwór „Wojownik”. Prócz koncertów jeżdżą po Polsce z programami ewangelizacyjno-motywacyjno-profilaktycznymi. Ostatni z nich – „Znajdź pomysł na siebie” – właśnie się zakończył. Chłopaki mają potencjał by docierać do ludzi, ale brakuje im tego, czego i wielu innym chrześcijańskim wykonawcom. Mowa oczywiście o dobrej promocji.

Niedawno, używając słów Tedego, „napatoczył mi się rap w Radio Maryja”. Hiob – bo tak nazywał się ten wykonawca – nawijał całkiem w porządku. Umiejętności raperskie i teksty oscylowały gdzieś na poziomie średniej krajowej. Zaciekawił mnie na tyle, że nabrałem ochoty na sprawdzenie całego albumu. Włączyłem internet, zacząłem szukać i… nic. Płyta nie jest dostępna do pobrania ani do darmowego odsłuchu, co w dzisiejszych czasach powinno być absolutną normą. Album mogłem jedynie nabyć za 25zł, niby to nie wielki pieniądz, ale dlaczego mam kupować kota w worku? Czemu droga do posłuchania chrześcijańskiego rapu została tak ograniczona? I to nie problem tylko Hioba, bo wcześniej niejednokrotnie napotykałem się na podobne przeszkody. Są oczywiście wyjątki i płyty do darmowego pobrania, ale nie jest to regułą.

Na szczęście widać światełka w tunelu. Pierwsze zapalił Medium na płycie „Graal”, na której opowiadał o niezwyciężonej sile Różańca, o swojej modlitwie i mocnej wierze. Niekiedy popadał w skrajności przez co został oskarżony o religijny fanatyzm. Pojawiały się kompletnie różne opinie o tym materiale, ale motyw chrześcijański został dobrze odciśnięty i to przez znanego tudzież lubianego MC. Kolejnym krokiem ma być nowa płyta „Egzegeza – Księga słów”, której premiera tuż tuż. Medium nieco pokomplikował sobie życie „Dowodem na istnienie Boga”. Część odbiorców zamiast się nawrócić, zaczęłą posądzać go o sekciarskie zapędy i nachalne narzucanie swoich poglądów. Niemniej jednak promomix materiału został przyjęty bardzo ciepło i odwrócił uwagę od wywodów rapera. Medium zerwał w nim z powagą, ujął pozytywnym nastawieniem do świata i świetnym poczuciem humoru tak, iż do przypisywanego mu przymiotnika „nawiedzony” zaczęto dodawać: „ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu”.

 
Chrześcijański rap zaczął ożywiać też ksiądz Jakub Bartczak, kilka lat temu znany przede wszystkim jako Mane, reprezentujący wrocławski skład Drutz. Raper, który został księdzem, wbił się na scenę świetnym utworem „Pismo Święte” (ponad pół miliona wyświetleń na YouTube). Obecnie zaczyna pojawiać się gościnnie wśród chrześcijańskich artystów (obecny był u wspomnianego Bęsia oraz w utworze zespołu Fragua), a także zaczyna grać koncerty. Takich ludzi jak ksiądz Bartczak trzeba polskiej scenie christian rapu. Mimo sutanny i poważnej tematyki pozostał on uśmiechniętą, otwartą osobą, z którą z przyjemnością zbiłbym piątkę i wiedziałbym, że na siłę nie będzie mnie nawracał. Mane pozostał „swoim człowiekiem” wśród wrocławskiego środowiska hip-hopowego – dostaje bity od Jota, a w promocji pomagają mu Łozo i Kościey. Premiera epki „Powołanie” zbliża się i jest nadzieja, że echo o rapującym księdzu będzie się niosło po scenie.

Na ma co się oszukiwać, brakuje nam lat, by polski chrześcijański hip-hop trafiał do mas. Mała jest ilość odpowiednich ludzi zajmujących się tą muzyką, stąd też większość ich kawałków zbiera zasłużoną krytykę i nie bywa odbierana poważnie. Jednakże szanse na wygrzebanie się z dna są, dlatego liczę, że materiały Medium oraz Jakuba Bartczaka pokażą polskiej scenie, że ewangelizować poprzez rap można znakomicie, nie ocierając się o patos i nie pouczając słuchaczy na każdym kroku.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    Świetne recenzja. Trafnie wypunktowuje wszystkie wady christian rapu, ale mimo wszystko autorowi wydaje się wyłapać coś pozytywnego. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że właśnie te pozytywne elementy będą się rozwijać a także będzie ich więcej.

  • Mateuszu Osiaku biadolisz jak typowy Polak.
    Co Ci przeszkadza w utworze „Kto jak nie On?”
    Roman prawdę w nim powiedział.Tego co on doświadczył w relacji z Bogiem,
    tego i ja doświadczyłam.Bóg naprawdę nie zamula, „tylko ostry jest jak chili”. A to,że jakiś ciemnogród nie jest w stanie tego zrozumieć,
    to już tylko jego problem.Poza tym dlaczego twórczość chrześcijańskich raperów miałaby z założenia wywoływać nawrócenie? Tylko Bóg jest sprawcą nawrócenia.A poza tym czy w rapie liczą się tylko „skillsy”, czy forma ma być ważniejsza od treści? Nie dla mnie…Z chrześcijańskich raperów mogę Ci polecić projekty D4C, Valiant Varriorz, Tim Turner. Na stronie iamlegacy.net jest trochę ich mixtapeów do ściągnięcia no i na bandcamp.com są ich albumy do odsłuchania. To prawda, że część polskich raperów z christian rapu ma tendencje do kaznodziejstwa i moralizowania ale to samo możemy uświadczyć u raperów nie będących chrześcijanami albo w muzyce reggae i jej odmianach.Dlatego uważam,że twoja krytyka w tym tekście była momentami nadmierna. No ale jak się chłop od czasu do czasu nie pomądrzy to chyba nie jest sobą.

    Pozdro