Jak wyłudzać, to z klasą!

Jak pisałem w notce upamiętniającej 45. rocznicę śmierci Marka Hłaski, zacząłem wracać do jego twórczości. Traf chciał, że tuż przed ponowną lekturą „Drugiego zabicia psa” przeczytałem „Oszusta matrymonialnego” Leszka Szymowskiego. I tak spotkało się dwóch przedstawicieli niechlubnej profesji, wspomnianej w tytule tej drugiej książki.

Zacznijmy od Kamila, głównego bohatera powieści Leszka Szymowskiego. Autor poznał go w zakładzie karnym i spisał jego niezwykle barwną tudzież bogatą w sukcesy, choć krótką historię bez happy endu. Kamil najpierw sam został wyrolowany przez swoją pierwszą żonę: stracił niemalże wszystkie pieniądze, mieszkanie, a także chęć do życia. Jednak po okresie wegetacji męski instynkt wygrał z bólem i obudziła się w nim żądza zemsty na słabszej płci oraz widmo łatwego zarobku. I tak Kamil zdobywał jedną kobietę za drugą, zgrywając zamożnego i samotnego faceta. Zbliżał się do nich, związywał emocjonalnie, zapewniał o tym, że również chce się ustatkować. Następnie sprzedawał tanią bajeczkę o chorej mamie lub „załatwiał” kupno wspólnej działki i tak znikał z setkami tysięcy w gotówce. Jego koniec jest przewidywalnie tragiczny i wręcz „tani”, ale trudno Kamilowi współczuć – skończył, jak na to zasłużył, a gnicie w więzieniu to i tak łagodny wymiar kary (ukarano go też inaczej, ale o tym sami przeczytajcie w „Oszuście matrymonialnym”).

Zgoła inna sytuacja jest z Jakubem, bohaterem „Drugiego zabicia psa”. Chociaż ten również trudzi się tą samą specjalnością co Kamil, ma w sobie o wiele więcej tragizmu i romantyzmu. Zresztą nie działa sam, za jego oszustwami stoi Robert, niespełniony reżyser teatralny, który wymyśla Jakubowi, niedoszłemu aktorowi, dialogi i gesty, tak by bogate, samotne i często dojrzałe już Amerykanki, wypoczywające w nowo powstałym Izraelu, oddały im całą swoją gotówkę. Jakub, często utożsamiany z samym Hłaską, musi po drodze jeszcze zabić psa, nieudolnie próbować popełnić samobójstwo – dopiero wtedy kurtyna może powoli opadać. Niestety, wyłudzane sumy są o wiele mniejsze niż w przypadku Kamila, toteż reżyser i jego aktor muszą głodować, błagać o pomoc w finansowaniu kolejnych skoków i oszczędzać nawet na hotelowych ręcznikach. Jakub wygrywa, jednak to loser, jak sam o sobie mówi, i widać, z jakim trudem popełnia kolejne przestępstwa, jak chciałby wyrwać się ze swojego życia i podążyć ku prawdzie. Ale cóż z tego, skoro nawet gdy mówi prawdę, nikt mu nie wierzy?

Oszustwa przygotowane przez Jakuba i Roberta pełne są teatralności, otoczki oraz klasy, jeżeli można używać takich słów przy tak haniebnych czynach. Ba, nawet wydaje nam się, że sprawa dobrze się kończy i że oszukana kobieta traci mniej niż mogła lub nawet że zyskuje, a to Jakubowi współczujemy i zwyczajnie szkoda go nam, bo czujemy, że w głębi duszy to dobry człowiek. Tak Hłasko nami zawirował, że przewrócił naszą hierarchię wartości, ale właśnie za to go kochamy, czyż nie?. A Kamil? Tani romantyk, rutyniarz i zwykły podrywacz? Niech gnije w więzieniu. 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.