Książki, szamka, lulu

– Co będziesz robił w ferie?
– Czytał.
– Eee?! W ferie?! Przecież wtedy się odpoczywa!
Na szczęście przeprowadzam coraz mniej takich rozmów, ale oczywiście zdarzają się dalej. Ferie i wakacje są najlepszym czasem na nadrabianie statystyk w polskim czytelnictwie – wiadomo od lat.

Co prawda nie brakowało mi przez ten semestr literatury. Studiowanie filologii angielskiej naturalnie wiąże się z przyswajaniem tego, co spłodzili brytyjscy i amerykańscy pisarze. Nie mam zamiaru rozwodzić się na temat poematu „Sir Gawain and the Green Knight” ani opowiadać niestworzonych historii o tym, jak to przyjemnie czyta się Hemingwaya w oryginale, ale powiem, że Geoffrey Chaucer changed my life jak J Dilla. Nie chodzi tu o szczególną fascynację jego twórczością, ale o to, że autor „Opowieści Kanterberyjskich” często gęsto używał aliteracji. Ciekawy zabieg, który oczywiście znałem już dawno, ale jest nieodłączną częścią angielskiej literatury i ciężko nie zwracać na niego uwagi. Naczytałem się tego tak dużo, że zupełnie nieświadomie pisząc recenzję Cruza używałem takich zwrotów: „zawierają zmyślnie zniekształcone słowa (…) Pozornie porozrzucane klawisze, przemykające między kanałami dźwięki”. Niezły mindfuck, serio.

LaikIke1 o Bukowskim rapował, że jest „bardzo poczytny w liceum, co jest, kurwa, żałosne jak potyczki pionierów” i podpisuję się pod tymi słowami po raz kolejny. „Hollywoodu” do wielkiej literatury nie można zaliczyć. Takich epitetów jak: „ciekawy”, „zaskakujący”, „porywający”, „wartościowy” czy „wciągający” też przy opisywaniu twórczości Charlesa Bukowskiego raczej nie można używać. (Dostanę maila od fana za taki hejting, wierzę).

Wracając do Chaucera, zabieram się za „Dekameron” Boccacia, którym Anglik inspirował się przy tworzeniu „Cantenbury Tales”. Inaczej nigdy bym tego tknął, to pewne.
Chaucer changed my life.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    Gdzie studiujesz tę filologię?