Nie wygracie z Greyem

grey
Kliknij, żeby powiększyć.

Rzeka cierpienia przelała się przez Internet po opublikowaniu wyników wyborów na najciekawszą książkę. Licealiści za ową uznali „50 twarzy Greya”, co komentowano w taki sposób: „Masakra!”, „To nie może być prawda!”, „Do czego ten świat zmierza?!”. A przecież nie warto tak tego przeżywać.

Czy popularność „50 twarzy Greya” może dziwić? Absolutnie. Najpierw głośno było o książce, od której odżegnywali się wszyscy znawcy literatury, potem o ekranizacji, na którą faceci byli zaciągani przez swoje lube w Walentynki. Powieść to podobno najgorsze wypociny (osobiście nie czytałem i nie planuję) i marnie opisane sceny seksu, a sama sławę książka E. L. James zawdzięcza „kontrowersyjności”. A taka łatka, jak wiadomo, jest idealnym magnesem. Jeżeli dochodzi do tego perwersyjnie uprawiana miłość, to nie może być lepszej rekomendacji dla licealistów zapoznających się właśnie ze sferą fizycznej miłości. Nie jest zatem zaskoczeniem, że wybierają tę właśnie pozycję.

Można się kłócić, czy to dobrze, że czytają Greya. Zapewne lepiej, by dowiadywali się o seksie w inny sposób, bo opisane tam sceny mogą ich zdeprawować, ale… zaraz, zaraz, każdy z tych licealistów ma dostęp do internetu, a tam otworem stoją przed nimi o wiele gorsze rzeczy. Zamiast pana Greya szybko znajdą panią Grey – równie popularną w internecie. Rodziców zazwyczaj nie interesuje, co potomkowie robią w sieci. Pewnie grają w gry, prawda? Nie chcę tu w żaden sposób bronić Greya, ale młodzież ma na wyciągnięcie myszki większy syf, niż może być zawarty w tej powieści. Zresztą sami też pewnie przeklinaliście lektury i szukaliście ciekawszych pozycji, w których grzecznie nie było. Ja w jednej z książek Folletta natrafiłem na opis dwojga starych kochanków (kobieta była już w zaawansowanej ciąży z innym), których odnaleźli się gdzieś w afgańskiej wiosce. Najpierw oglądali swoją wzajemną masturbację, później już „tylko” uprawiali seks. Wielkie mi rzeczy. Przeczytałem i oddałem książkę do biblioteki – w żaden sposób to na mnie nie wpłynęło.

Ciekawe też, ilu z tych licealistów rzeczywiście przeczytało „50 twarzy Greya”, a ile wpisało tam tę pozycję „na przypał”. Bo jest o niej głośno i to książka o seksie, więc wpiszemy ją do tej durnej ankiety. Chęć zrobienia sobie jaj to jedno, drugie to wyraz buntu przeciwko kompletnie nieprzystosowanym do nich lekturom. Ja rozumiem, że „Krzyżacy”, „Pan Tadeusz” i „Nad Niemnem” to część naszego dziedzictwa kulturowego i każdy szanujący się Polak powinien znać te książki, ale – cholera jasna – po pierwsze, uczniowie nic z tego nie zrozumieją, a po drugie zanudzą się na śmierć i zostaną odstraszone od książek. Młodzież szuka wartkiej akcji, czegoś, co mogą odnieść do swoich czasów, a nie podawania czarnej polewki i Kmicica poprawiającego kontusz.

Czy to znaczy, że trzeba przerabiać z uczniami Greya? Oczywiście nie. Ale jest wiele wartościowych książek, które polubią, o czym świadczą nawet kolejne pozycje na liście. „Władca Pierścieni”, „Wiedźmin”, „Harry Potter”, ba, nawet „Igrzyska śmierci” czy „Pieśń lodu i ognia” – tyle tam spotykanych w codziennym życiu problemów, że warto przedyskutować je na lekcjach. Na pewno ciekawiej jest opisać rolę poezji na przykładzie Jaskra czy problemy polityczne w Westeros, niż analizować międzypokoleniowe spory na starych, polskich tomiskach. Jeżeli w „Wiedźminie” seks i wulgaryzmy uznamy za nieodpowiednie, to wystarczy przerobić na lekcji wybrane fragmenty z najbardziej odpowiednimi sytuacjami. A u Sapkowskiego, Tolkiena czy nawet Rowling znajdziemy wiele wartych do przedyskutowania tematów dotyczących chociażby prześladowań mniejszości religijnych i etnicznych.

Podczas konwersacji często pytam uczniów o ulubione książki. Gusta mają przeróżne: od fantasy, przez kryminały, aż do Bukowskiego. Co budujące, często stawiają literackie pierwowzory nad ekranizacjami. Mówią o tym, że lubią czytać. Z drugiej strony nienawidzą i nie rozumieją lektur. Są dla nich sztywne, nudne i bezsensowne. Czas spełnić ich oczekiwania, przynajmniej w części, a nie biadolić, że nie lubią „Lalki”, tylko wolą „Gwiazd naszych winę”. Z popularnością Greya nie wygramy, za miesiąc może wyskoczyć coś jeszcze bardziej „kontrowersyjnego” i to, dzięki medialnej burzy, zdobędzie legiony odbiorców. Moda jest modą – walka z nią jest bezcelowa. My powinniśmy wyjść z propozycjami, które dzieciaki zaakceptują. Ostra krytyka „ich” książek przy usilnym zmuszaniu do czytania „naszych” sytuację jedynie pogorszy. Sami wiecie jak jest.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.