Nie znasz jeszcze życia

0.

Znajduje rozwiązania – nie kolejne pytania
Tyle że zwykle zapominam je do rana

Ten dwuwers to twór Dużego Pe. Nie wiem, jak Ty, ale mi zawsze najlepsze twórcze pomysły przychodzą chwilę przed zaśnięciem. Zazwyczaj jest tak, że rano nie pamiętam już nawet, o czym rozmyślałem. Ze względu na to, że nie chcę przespać swoich pomysłów na bestsellery, kładę sobie kartkę na nocnej szafce, a na niej długopis i ołówek (gdyby długopis odmówił posłuszeństwa). Kartkę. Małą, pojedynczą kartkę. Nie wielki zeszyt, nie ogromną kartkę a5, która zajmowałaby kawał miejsca. Malutka karteczka w kształcie kwadratu o boku 8cm. Wtedy, gdy przychodzi pomysł od razu ląduje zapisany na tej małej kartce i dzięki temu powstało już kilka notek na tym blogu. Mimo wszystko, to nie jest takie proste. Wyobraź sobie taką sytuację: leżysz w ciepłym łóżku, oczy masz już sklejone, czujesz, że zaraz zaśniesz… a tu włazi do pokoju POMYSŁ. Trzaska za sobą drzwiami, drze się, mówi, co masz zrobić, kiedy, z kim, po co i jak. Słuchasz go uważnie, ale nie otwierasz oczu i mówisz: „Dobra, ziomeczku, ale przyjdź, jak nie będę spał, ok?”. On już jest taki nieźle wkurzony, bo rzadko wpada, a Ty jesteś taki niemiły i co Ty sobie w ogóle wyobrażasz, co? Masz kartkę obok, specjalnie dla mnie, więc zapisuj. Ale Tobie się nie chcę ruszyć. I masz dwa wyjścia: albo zasypiasz albo się rozbudzasz, tracisz drogocenne minuty snu i zapisujesz te kartkę, przeklinając jej istnienie i obiecujesz, że wyląduje w koszu obok zasmarkanej chusteczki. Myślisz, że to koniec? Mylisz się. Kartka jest mała. Wstajesz, ścielisz łóżko, robisz sobie kawę, siadasz przed komputerem. Nagle przed ostatnim łykiem dużej czarnej przypominasz sobie o istnieniu kartki z pomysłem. Świetnie! Idziesz po nią. I nagle przed oczami masz całą ceremonię ścielenia łóżka i wracasz do chwili, gdy musiałeś „natrząchnąć” kołdrę, bo nie chciała równo leżeć. A karki nie ma już na półce, bo ją zwyczajnie zwiało. I szukasz jej teraz w stercie papierów, gazet, książek, płyt i wszystkiego, co leży obok łóżka. Znajdujesz ją, wypijasz ostatni łyk lodowatej kawy i możesz siąść do pisania notki. Uff.

1. Wczoraj mieliśmy Święto Niepodległości. Z tej okazji w Trójce grane były tylko i wyłącznie piosenki Polaków. Dzięki temu w „Bielszym odcieniu bluesa” (WRZUTA) mogłem usłyszeć utwór zespołu Breakout „Nie znasz jeszcze życia”. Dowiedziałem się z niej, że nie znam życia, bo kłamałem, żeby przeżyć, nie chodziłem boso w kałużach deszczu, czy nie kochałem dziewczyny, dla której miłość była grą. No, dobra, panie Tadeuszu. Ale Panu ktoś może powiedzieć, że nie zna Pan życia, bo nie zabił Pan innego człowieka na wojnie; bo nie wie Pan, co znaczy stres, gdy akcje na giełdzie spadają w dół, czy nie wie Pan, jak to jest, gdy stacza się Pana najlepszy przyjaciel. Każdy zna życie. Swoje życie. Swoje przeżycia, problemy, trudności.  Na koniec fragment tekstu piosenki Artura Andrusa:

Kto się nie dławi serkiem,
Nie daje buzi dziadkom,
Nie bawi się wiaderkiem,
Nie bije się łopatką,

Kogo tabuny ciotek
Nie obnoszą na rękach,
I komu od grzechotek
Po prostu łeb nie pęka,

I komu niania Hanna
Nie śpiewa: „Ti ti ti! Kicia!”
I kogo nie mdli manna
Ten, kurwa, nie zna życia!

(Cały ten akapit nie zmienia faktu, że piosenki słucham enty raz).

2. Znacie to uczucie, gdy spicie pod dwiema kołdrami i jest Wam zimno, mimo tego, że kaloryfery w domu są ciepłe? Nie? To nie znacie życia!. Mój organizm jest tak ustawiony, że zawsze wybiera sobie długie weekendy na chorowanie. 2 maja skręciłem sobie kostkę (weekend był przedłużony z powodu matur, o ile pamiętam) i leżałem ze trzy dni w łóżku. Pod koniec roku szkolnego, kiedy to chodzenie do szkoły traci sens i uciekanie z pierwszych/ostatnich lekcji jest codziennością, złapałem paskudne przeziębienie, które unieruchomiło mnie na tydzień. Teraz to samo. W środę gorączka, teraz leżenie w łóżku i dogrzewanie się. Kiedy następny długi weekend?

3. Sprawdziłem sobie „Dówód rzeczowy” Piha i „Zapiski…” Dużego Pe. Kajam się, że nazywałem ten rok słabym, bo kilka płyt trzyma dobry, wysoki poziom, a skład TOP3 jest dla mnie jak na razie sprawą otwartą, tym bardziej, że czekam jeszcze na Jota i nie sprawdziłem podobno dobrej Hi-Fi Bandy.

4. CiężkoStrawni – Zabierz nas ze sobą

Nowy kawałek, polecam (mimo tego, że podoba się tylko mi, ale to nieważne przecież).

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • A cholera go, co tak sie wszyscy tym Jotem jarają?

  • Psychofanem nie jestem, bo słyszałem raptem jeden mixtape i kilka kawałków. Singiel (pierwszy, drugiego nie słyszałem) mnie zachęcił, na plejerze dość ostro katowałem. Ma w sobie to coś, co przyciąga i przyjemnie się go słucha.

  • Bo Jot kosi stylem, Kruczku.