Ostrogi z nóg

WARSZAWA NAGRANIE PROGRAMU TVP WARSZAWA DA SI? LUBI?
Wszyscy wokół ubóstwiają Stanisława Grzesiuka widząc w jego barwnej postaci przedwojenną stolicę i zachwycając się jego cwaniacką naturą. Przeczytałem jego dwie książki i, cóż, mojej sympatii nie zaskarbił.

„Pięć lat kacetu”, opowiadające o pobycie Grzesiuka w obozie, tamtejszych realiach i codziennej walce o przetrwanie, to bez wątpienia mocna książka. Opisy tortur oraz panujących tam chorób przejmują i wzruszają. Mimo że wiele podobnych opisów można było przeczytać u innych pisarzy, to ten unikalny, zdystansowany i cyniczny styl autora jeszcze bardziej uwypukla grozę tych miejsc. Większą cześć tej relacji zajmują opowieści o tym, jak Grzesiuk kombinował w obozie: jak migał się od pracy, jak organizował i podkradał jedzenie, jak uciekał strażnikom czy jak stał się jednym z najbardziej wpływowych więźniów w obozie. Gdy porównamy to z innymi książkami o tej tematyce, obraz tamtejszej rzeczywistości wygląda na totalnie podkoloryzowany, tym bardziej iż sam bohater co chwilę upewnia nas, że to naprawdę się wydarzyło. W każdym niemal rozdziale prosi też o to, by go nie oceniać, bo obozowe warunki rządziły się swoimi prawami, a on przecież i tak robił wiele dobrego. Sądzić nie mam zamiaru, a jeżeli w „Pięciu latach kacetu” jest sama prawda to Grzesiukowi należy stawiać pomniki za to, ilu osobom pomógł. Mnie ten wizerunek podobny do Franka Dolasa z „Jak rozpętałem druga wojnę światową” średnio przypadł do gustu, ale sięgnąłem po kolejną jego książkę.

„Boso, ale w ostrogach” dotyczy życia Grzesiuka przed obozem. Dzieciństwo, chłopięce bandy, warszawskie dyskoteki, zrzutki na wódkę, kombinowanie pieniędzy, drobne kradzieże, prace w fabryce, aż wreszcie lata wojny – i wtedy już niemalże tylko próby przeżycia. Podobnie jak w „Pięciu latach kacetu”, ten obraz jest niezwykle ciekawy: ukazuje stolicę, jakiej już prawie nikt nie pamięta. Ideał mężczyzny był dla autora prosty: miał być charakterny, skory do bójek i wygłupów, a nade wszystko miał być cwaniakiem, który wszystko potrafi sobie załatwić. Z jednej strony to książka, która powoduje uśmiech i wzbudza wspomnienia u starych Warszawiaków, jednak ja przez cały czas nie mogłem polubić Grzesiuka. A to rozwalanie imprez, a to dzikie zachowania w szkole, a to „wojny” gangów. Niby nic wielkiego, niby wielu z nas miało jakieś podobne historie, ale z drugiej strony to zachowania podobne do tych, jakie reprezentują krytykowani wszędzie stereotypowi dresiarze. Skoro teraz każdy narzeka nich drących się w nocy pod blokiem albo na wiertarkę wgryzającą się w ścianę od ósmej rano, to dlaczego dziwić się ludziom, którzy próbowali tępić Grzesiuka za rzucanie petard pod ich okna? W ostatniej scenie „Boso, ale w ostrogach” mamy starszego już Grzesiuka, z pogardą patrzącego na ówczesną młodzież, żałując, że to już nie jego czas. Tyle że niewiele jest różnic między zachowaniami jego, a tych chłopaków z tramwaju.

Nie chodzi mi o to, by przesadnie krytykować tu Stanisława Grzesiuka czy podważać jego literacką (i przede wszystkim muzyczną!) twórczość. Obie przeczytane przeze mnie pozycje są godne uwagi. Daleko mi jednak do idealizowania tej postaci. Być może to przez to, że jestem zbyt młody albo przez to, że bywam w Warszawie jedynie wtedy, gdy muszę, ale nie rozumiem aż tak wielkiego fenomenu największego ze stołecznych cwaniaków. Przypuszczam, że kumplami z podwórka pewnie byśmy nie byli.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.