Producencki problem

boberday
Na zdjęciu Bonson. Źródło: Instagram BobAira

„Zrób dzień z producentem” – mówili do mnie znajomi. Okej, pomyślałem, ile można tylko o raperach? Czas urozmaicić cykl. Nie spodziewałem się, że z takim trudem przyjdzie organizacja tego dnia. Przyczyn jest co najmniej kilka.

Ogłaszając kolejne odcinki cyklu, których bohaterami cyklu byli Smarki, Reno czy Mes, nie miałem żadnego problemu z zebraniem materiału. Ludzie pisali, zaklepywali numery, ewentualnie dość szybko odpisywali na moje zaproszenia – szło naprawdę sprawnie i cykl tworzył się sam, a nawet gdy ktoś zapomniał napisać tych kilku zdań, to miałem aż nadto zarezerwowanych kawałków. Dzień z producentem, chociaż przyjęty z entuzjazmem, nie spotkał się z taką popularnością. Wiele osób zaprosiłem sam i by skompletować dobrą załogę musiałem stale im się naprzykrzać, prosząc o notkę (musieliście mnie znienawidzić za tę upierdliwość, przepraszam). Z tego powodu (oraz z podkręcenia tempa w życiu osobistym) Dzień z BobAirem odwlókł się o miesiąc. Dlaczego producenci budzą tak niewielkie zainteresowanie? Oto dwa najważniejsze powody.

Treść jest ważniejsza od bitu
Wiele osób żyje w takim przeświadczeniu. Ba, sam często tak myślę i ślepo bronię takiej tezy. Ale umówmy się: bez podkładów nie byłoby rapu. Nawet marni raperzy mogą zostać uratowani przez dobry bit. Iluż to przygłupich tekstowo kawałków z bezskillowymi raperami stało się popularnymi numerami właśnie dzięki chwytliwym produkcjom? Natomiast dobry rap nie obroni słabego podkładu; często nie jesteśmy w stanie przesłuchać dobrego tekstowo kawałka przez kulawy, kaleczący ucho bit. Z drugiej strony – na tych pokracznych bitach często po prostu trudniej nawijać albo odbiec od schematów. A jednak wciąż twierdzimy, że to raperzy są ważniejsi, że to oni wiodą, że to wszystko dzięki przekazowi.

Nie mamy wiedzy
Wielu hip-hopowych recenzentów (w tym ja) nie ma zbyt wielkiej wiedzy na temat muzyki. O ile rapować każdy umie i łatwiej ocenić skille rapera, to z procesem produkcji nie jest już tak kolorowo. Wiemy, co to sampel, stopa czy hi-hat, ale czy umiemy stwierdzić, czy komuś fałszuje bass? Czy dobrze skompresowano dźwięki? Czy doły są dobre? Tu zaczynają się schody. I widać to w recenzjach, w których muzyce poświęcone są krótkie akapity przetkane nic nie mówiącymi słowami: „świetny”, „klimatyczny”, „banger”. To nasza belka w oku i ignorancja. Dobrze, że potrafimy chociaż jakkolwiek porównać tę muzykę do czegoś czy barwnie ją opisać. Ale do analiz, jakie kiedyś pisał Marcin Półtorak czy teraz pisze Rafał Samborski nam daleko.

Na szczęście w przypadku Dnia z BobAirem wszystko skończyło się w jak najlepszy sposób – udało mi się zaangażować w akcję dobrych dziennikarzy i raperów, którzy jak zwykle dostarczyli ciekawych opisów. Powyższe to tylko smutna konstatacja. Pamiętacie, jak Świadomy Słuchacz uczył fanów rapu, czym są rymy podwójne i hashtagi? Może ktoś teraz powinien wziąć się za naukę oceniania muzyki? Cykl, w którym producenci wyjaśnialiby podstawową terminologię i odpowiadali na frapujące pytania byłby strzałem w dziesiątkę oraz poprawiłby muzyczną wiedzę fanów. Oczywiście jest wiele tutoriali na YouTube, ale Pawbeats wyjaśniający, jak dograć klawisze, SoulPete mówiący o bębnach, BobAir tłumaczący często wytykane przez niego fałszowanie bassu na pewno zdecydowanie przyciągnęliby więcej widzów. Tu pytanie do większych portali: podejmiecie się tego?

PS Kilka dni przed opublikowałem Dnia z… BobAirem obiecałem Wam wywiad, jednak cóż, nie udało się go ukończyć. Uwierzcie, że robiłem, co w mojej mocy, publikacja jednak przeciągnie się o kilka dni. Zapowiadałem też mocną ilość znanych raperów, ale kilku nie zdążyło przed deadline’em dodać swoich notek. Za niespełnione obietnice przepraszam.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.