To coś więcej niż beka

popek

Popek stał się ostatnio postacią, która dzieli słuchaczy. Jedni zachwycają się jego przemianą i wymieniają go wśród najważniejszych person polskiego rapu, oponenci wyrażają się jak najkrytyczniej zarówno o samym autorze hitu o Brudnej Dariannie, jak i o jego fanach.

Dyskusję o Popku wzmogły wyniki Ślizgerów, w których lider Firmy  zajął drugie miejsce w kategorii Raper Roku (za Quebonafide, a przed Mesem i Oskarem). Poskutkowało to rzeką cierpienia, jaką przelał w swoim artykule Karol Stefańczyk. Dziennikarz CGM nie mogąc zdzierżyć tego wyboru napisał pełen inwektyw, poparty pokrętną logiką i łatwymi do odparcia argumentami tekst atakujący użytkowników największego polskiego forum poświęconego hip-hopowi (błędne założenia wypunktował Dawid Bartkowski – „PoŚLGnąłem się„). Nie chodzi jednak tylko o niego – wynik Popka oburzył także wielu innych słuchaczy (w tym samych forumowiczów), którzy nie mogli pojąć, jak można stawiać Popka wyżej od Mesa czy innych idoli: przecież to retard rap, przecież jego sława bazuje wyłącznie na głupocie, przecież to rap dla idiotów i tak dalej. Cóż, to nie do końca tak.

Bardzo długo miałem alergię na Popka. Uliczny rap omijałem jak najszerszym łukiem, nie próbując się do niego przekonywać. Jedyny kawałek Firmy, jaki do mnie dotarł to „Fałszywe dziwki” i to tylko dlatego, że kolega po zerwaniu z dziewczyną wrzucał go często na facebookową tablicę – to, a także moda na „JP na 100%”, wiele mi o Popku mówiły. Wystarczyło. Nieco późniejsze już tatuowanie oczu, podnoszenie się na hakach, skaryfikacja twarzy, sytuacja z faceburgerem i tego typu akcje sprzed kilku lat zawsze traktowałem jako debilizm najniższych lotów i spuszczałem na to kurtynę milczenia – rzeczywiście, wtedy Popek prezentował tylko żenadę.

Od jakiegoś czasu przebywający w Anglii raper zaczął się na nowo rozkręcać, a trampoliną okazał się hitowy numer „Dirty Diana”. Byłem w wielkim szoku przemianą Popka – i nie chodzi o kolejne tatuaże i blizny, a o muzyczny zmysł. Matheo zrobił mu przebangerowy bit, a ten naprawdę świetnie go wykorzystał. Mimo tego, że to żadne wyżyny liryczne ani popis skillsów, Popek brzmi doskonale, czuje podkład, sprawnie się na nim porusza – okej, to nie jest flowloco, ale niejedną taką petardę zgasił koślawo nawijający raper. I, co najważniejsze, chce się włączać ten kawałek ponownie. Nawet jeżeli to tylko hit zakrapianych imprez i puszczanie dla beki – coś w tym jest. Numer rozniósł się po całym internecie, a te ponad 10 milionów odtworzeń to wyczyn. Popek poprawił warsztat, bierze chwytliwe podkłady i robi co w swojej mocy, by nie schodzić z języków.

Czy to jednak wystarcza, by nazywać go raperem roku? Zdefiniujmy najpierw tę kategorię. To na pewno nie „najlepiej rapujący w danym roku MC”. W takich przypadkach moglibyśmy dojść do kuriozalnych sytuacji, w których raper nagrywa dwa dobre numery i odbiera internetową statuetkę. Rapował w tym roku? Tak. Zjada wszystkich w rapowaniu? Tak. Wszystko jasne. Osobiście w tej kategorii widzę raperów, którzy w przekroju całego roku robili największy szum i napędzali na siebie hajp. (Dlatego wygrana Quebonafide nie podlega wątpliwości). Tutaj Popek na pewno się broni: featuringi The Game’a i Snoop Dogga, newsy w zagranicznych mediach, świetnie przyjęta „Dirty Diana”, która dotarła wszędzie oraz masa innych kawałków, które za każdym razem prowokowały dyskusję o Popku. Nie słuchałem tych wszystkich wyczynów, nie przesłuchałem „Monstera 2” (jedynka ozłociła się w Czechach i na Słowacji), nie mam zamiaru tego robić, ale trzeba przyznać, że Popek namieszał i trudno było nie zauważać jego obecności.

Można oczywiście mówić, że najbardziej błyszczy swoim niekoniecznie mądrym zachowaniem. Owszem, głównym powodem jego pięciu minut sławy jest to, że mamy z czego się pośmiać. Z tym że to naprawdę stało się śmieszne, a przestało być żenujące, do tego zanotował największy progres na scenie,  a olbrzymim dystansem do siebie deklasuje konkurencję. Retard rap, owszem, ale w dużej mierze zamierzony i strawny. Porównywanie do Bonusa BGC, Tigera i Kobry czy innych postaci tego pokroju jest z całą pewnością krzywdzące. Śmiejemy się z Dwóch Sławów, z Okolicznego Elementu, z Elemera, z Winiego; dlaczego mielibyśmy się nie śmiać z Popka również w tym pozytywnym kontekście?

Doskonale rozumiem, że można Popka nie lubić. Fani ambitnej muzyki, przekazu w tekstach czy ludzie, którym zależy, by artysta prezentował klasę mają pełne prawo do utyskiwania. Moim zdaniem jednak nie ma potrzeby demonizowania postaci, dodającej tej scenie kolorytu (głównie białego) i rapującej u boku amerykańskich gwiazd. Na co dzień nie zamierzam go słuchać, bo to wciąż nie moja bajka, ale wystarczy kilka piw, by odpalić „Brudną Dariannę” i baunsować razem z Popkiem. Patrzę na niego mrużąc oczy i świadomie omijając niektóre nagrania, które z góry wyglądają na bardziej żenujące niż śmieszne. Ale niech nawija, niech nagrywa klipy za 30 koła euro, niech dostarcza nam kolejnych powodów do beki – to lepsze od nieśmiesznych hashtagów. Tym bardziej że jego stylówka jest bardziej charakterystyczna niż lwia część sceny.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.