Książki vs muzyka: Carrie [6]

Kadr z filmu „Carrie” (2013)

Strasznie wygląda, ale nie ma się czego bać – poznajcie Carrie.

UWAGA – NIEWIELKIE SPOJLERY
Na pewno spotkaliście się już z Carrie, bo to dość dobrze znana w popkulturze postać. To nieśmiała, wyśmiewana przez rówieśników i wychowywana przez matkę-religijną maniaczkę dziewczyna, która odkrywa w sobie zdolności telekinetyczne. Cztery lata temu jej historię przypomniała Kimberly Peirce w niezbyt udanej ekranizacji, wyglądającej bardziej jak film pokazywany na godzinach wychowawczych w szkołach niż horror z prawdziwego zdarzenia, jednak już w 1976 roku, dwa lata po literackim pierwowzorze, Brian De Palma nakręcił świetną adaptację z Sissy Spacek w roli tytułowej. Zostawmy jednak filmy.

Debiutancka powieść Stephena Kinga nie jest mrożącym krew w żyłach horrorem. Z powodu formy, w jakiej autor przedstawił tę opowieść, od początku znamy jej zakończenie. Śledzimy zatem tylko wydarzenia rozpoczynające się od grupowego wyśmiania Carrie White przez szkolne koleżanki i prowadzące do zagłady całego miasta. To całkiem udana powieść opisana za pomocą wspomnień bohaterów, którym udało się przeżyć tragedię, fragmentom prac naukowych opisujących te wydarzenia z perspektywy czasu oraz przeprowadzonych badań, a także materiałów prasowych. I chyba także przez to nie czuć grozy, a kolejne rozdziały – nawet te tuż przed punktem kulminacyjnym – nie powodują gęsiej skórki.

A wspominam dziś o „Carrie” także dlatego, że jeden z utworów na „Wilku chodnikowym” poświęcił jej Bisz. W kawałku o takim samym tytule jak powieść, w zgrabny sposób opisuje uczucia Carrie White i targające nią emocje. Bez znajomości powieści chyba trudno w pełni zrozumieć to, o czym rapuje Bisz: z jednej strony jesteśmy w stanie ogarnąć, czym jest nienawiść, znieczulica, wyobcowanie, niezrozumienie czy społeczeństwo, które zawodzi, z drugiej – dopiero gdy znamy książkową Carrie, bezbronną, niewinną, trochę naiwną nastolatkę, obraz przedstawiony w numerze Bisza jest dopełniony, a wersy takie jak „Jestem wytworem niespełnionych marzeń innych” czy „Spłacam społeczeństwu dług zaciągnięty na tym dziecku, które ciągle czuje ból co krąży w krwiobiegu jak drzazga” nabierają głębi.

W skrócie zatem rzecz wygląda następująco:
– „Carrie” to powieść, która idealnie sprawdza się pomiędzy poważniejszymi lekturami albo tuż przed snem,
– jak jesteście ciekawi adaptacji filmowej, to bierzcie się za starszą, a nowszą olejcie,
– Bisz odwalił kawał dobrej roboty nawiązując do literackiej bohaterki.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.