TOP 10 rapu z ostatnich czterech lat

Maciej Blatkiewicz, autor bloga rednacz.com, wpadł na pomysł, by hip-hopowi blogerzy zrobili ranking na wzór tego Onetu, w którym polscy dziennikarze muzyczni wybrali 10 najlepszych płyt z lat 2010-2014. Różnica jest jedna – my opuściliśmy obecny rok. Nasz ranking został już opublikowany (TUTAJ), a ja chciałbym ze swojej strony napisać, dlaczego wybrałem do swojej dziesiątki takie, a nie inne albumy.

Przede wszystkim nie traktuję takich rankingów zbyt poważnie. Żenują mnie również dyskusje pod nimi typu: jaka płyta powinna być niżej, jaka wyżej, której zabrakło, a która jest na wyrost. Swoją dziesiątkę wybrałem dość szybko i bez zbytniego wczuwania się, czy płyta A jest lepsza od B i C. Nie ma tam wielu płyt, które „powinny” się tam znaleźć, bo poziomem zdecydowanie wygrywają z niżej opisanymi (np. „Cztery i pół” albo „Czysta brudna prawda”) – to po prostu najmojszy zestaw płyt. Daleko mi to mocnego sformułowania, że to „najlepszy” rap w ostatnim czasie, bardziej pasowałoby chyba słowo „ulubiony”. Zresztą, ad rem, każdy i tak zrozumie, dlaczego wybrałem te płyty.

10. Ks. Kuba Bartczak – Powołanie
Jeżeli miałbym brać pod uwagę tylko poziom płyty, księdza Kuby oczywiście nie powinno tu być. Jednak rapujący duchowny to zjawisko, jakie opisywano nawet w zagranicznych mediach. Kuba Bartczak ma hip-hop we krwi, a nawijał jeszcze przed wstąpieniem do seminarium w składzie WN Drutz,]. Teraz tchnął Ducha (przez wielkie „d”) na scenę chrześcijańskiego rapu. I oby dzięki temu impulsowi zyskał cały gatunek.
RECENZJA

9. Kościey – Ciekawe przypadki człowieka Nizioła 
W zestawieniu nie mogło zabraknąć również szalonego Nizioła, który przebojem wdarł się na scenę i rozkręca się z kawałka na kawałek. Niemożliwy jest ten roztańczony w klipach gość, który potrafi zarówno stworzyć doskonałe bangery („Tańcz ruro” to hit zeszłego roku), jak i celnie oraz ironicznie skomentować rzeczywistość. Mnie kupił własną, naprawdę oryginalną stylówką i sposobem pisania tych prześmiewczych wersów. „T.W.B. Era” is coming” – powiedziałby Ned Stark, gdyby jeszcze żył.

8. Zioło – Hip Hop
Jedyna płyta z tej dziesiątki, jakiej nie mam na półce. W zasadzie miało jej tu nie być, ale kiedy ze dwa miesiące temu włączyłem tę płytę i Michał wjechał wersem: „Nie wykluczam, że oświadczę się wtrącając słowo kurwa” to razem z obecną narzeczoną parsknęliśmy. A to niejedyne miejsce, gdzie można w pierwszej chwili zanieść się śmiechem, a później podpisać się pod jego tekstami. Za te proste pijane prawdy, które wszyscy poznaliśmy i za tę nienawiść do hip-hopu, która siedzi w każdym z nas temu narkusowi ze Ślizgu należy się to miejsce.
PS Udało mi się bez wtrącenia tego słowa.

7. Zeus – Zeus. Nie żyje.
Fakt, że jego poprzednie płyty miały ciekawsze koncepty, ale ta – ewidentnie skierowana do innej grupy odbiorców – jest najbardziej dopracowana i przebojowa. Zeus zasłużenie wbił się w mainstream. W końcu, chciałoby się rzec. Choć śmieszy mnie, że dogrywa się teraz każdemu, a na Facebooku spina się o krytyczne opinie, to ostatnią płytą wniósł rodzimy rap na wyższy poziom.

6. Szops – Goodlife 
Przepiękne są te podkłady Szopsa, które brzmią, jak gdyby przy ich tworzeniu brał udział cały zespół. Do tego raperzy zrobili tu fenomenalne rzeczy. Laik, Bisz, Bonson, Finker… nawet VNM-a i PeeRZeta słucha się tu przyjemnie. A pierwszy z tej wyliczanki nagrał jedne z najlepszych numerów w tamtym roku; mowa oczywiście o „Eskalacji stylu” i „Cieniu chwały”.

5. Jeżozwierz – Pan Kolczasty
Napisałem kiedyś o tej płycie koncept recenzję. A swoją drogą za Jeżem wcześniej nie przepadałem ani solowo, ani w jego licznych projektach; przekonał mnie dopiero „Kolczastym” i tym stąpaniem po ciemnych zaułkach Warszawy. Nie ma w Polsce drugiego tak charakterystycznego rapera, który w swoich brudnych, ciężkich numerach często nawiązuje do tematyki wojennej. Cieszy, że nareszcie zbiera zasłużone propsy jako członek Rap Addix, a pomyśleć, że miał już zawiesić majka na kołku.

4. Tomasz Andersen – Wbrew wskazówkom
Swego czasu pisałem o tym albumie, gdzie tylko mogłem i przekonywałem ludzi, by go docenili. Niestety, taki eksperymentalny rap trafi tylko do garstki słuchaczy, którzy lubią konceptualne krążki, fantastykę i takie elektrofunkowe bity, toteż moja pisanina była daremna, ale jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś o tym albumie to zapraszam tutaj: „Najciekawsze polskie koncept albumy„.

3. B.O.K. – Raport z walki o wartość  
Wiele razy już pisałem o tym krążku, szczególnie w TOP 30 kawałków Bisza. Mój ulubiony materiał od Bisza i kolegów. Numery, z którymi mogę się utożsamiać i ta lekkość w rzucaniu błyskotliwych wersów, której teraz nieco mi u niego brakuje…

2. Laikike1 – Milczmen Screamdustry 
Niedawno pisałem o tym krążku – i o samym Laiku – w „Zakamarkach kolekcji”, więc chyba wystarczy, że przekieruję Was właśnie TAM.

1. Rasmentalism – Za młodzi na Heroda 
Włączałem ten album jako antyfan Menta i osoba, która lubi Rasa tylko w kolaboracji z Tortem i Qćkiem. Wyłączyłem jako psychofan obu. Chociaż w sumie od daty premiery rzadko zdarza mi się wyłączyć „ZMNH” – za co narzeczona chyba kiedyś mnie utłucze. „OFF”, „Umarł król, niech żyje”, „Nowe kino”, „Gdzie jest M?” – każdy numer chyba był kiedyś moim faworytem. Powiecie, że to efekt niedawnej premiery i za wcześnie na takie słowa, ale dla mnie to już klasyk rodzimego rapu.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.