Bisz/Pekro – Burza i napór (2011) – recenzja

Bisz stał się w ostatnim okresie bardzo płodnym artystą. Za dziesięć dni na sklepowe półki trafi jego legalny debiut, kilkanaście dni temu B.O.K za pomocą Aloha Entertainment wypuścił bootleg „Od lat robimy swoje na B.O.K’u”. Bydgoski raper często udziela się też gościnnie (m.in. na „Młodych Wilkach” Popkillera), a w styczniu tego roku światło dziennie ujrzał projekt „Burza i napór” na bitach Pekro.
Najbardziej znanym utworem z tej EPki jest magiczny i urzekający „Raj tuż za rogiem”. Każdy element tej piosenki zbliża się do geniuszu. Romantyczny dialog z kobietą, technicznie złożony, poetycki tekst czy idealnie pasujący bit, wszystko to jest po prostu pięknie, innego słowa użyć nie można, a wszyscy, którzy zarzucają że to zbyt patetyczny kawałek powinni popracować nad swoją wrażliwością.
Poza wybijającym się „Rajem…” mamy świetne numery przeplecione z wypełniaczami, co ze względu na to, że mamy tutaj tylko dziewięć utworów nie wypada dobrze. Na plus zdecydowanie buntowniczy „Beef ze światem”, „Serce musi bić” i „Lot ku światłu”. Z drugiej strony mamy za bardzo przepełnione smutkiem „Nie jest dobrze” czy zawsze przelatujący bezwiednie „Sen o wyspie”. Koniec końców po kilku odsłuchach całej płyty wyrzuca się gorsze kawałki i zostaje nam 4-5 kawałków, których można słuchać w kółko. 
„Burza i napór” stoi schodek niżej niż „Raport z walki o wartość” czy klasyczna epka „Zimy”. Mimo to Bisz przyzwyczaił do nieschodzenia z poziomu nieosiągalnego dla większości polskiej sceny. Jego flow poprawia się z płyty na płytę, metaforyczne teksty potrafią kopać w głowę i „zamykać japy”, o beatmakerów również możemy być spokojni. Dlatego po pierwsze – warto sprawdzić ten album, a po drugie – watro czekać na legalny debiut BiszOerKay/DjPaulo.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Kupiłem, prócz „Raju tuż za rogiem” nic zajmującego nic znalazłem. Przehype’owany ten Bisz, ale za „Zimy EP” propsy na wieczność.