Dzień z… Biszem [15]

bisz
Źródło: fanpage Bisza

Oto zapis tego, co działo się dziś podczas #DzieńzBiszem na fanpage’u bloga.
Kiedy planowałem wczoraj te posty, odbyłem wspaniałą sentymentalną podróż, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że Bisz to mój ulubiony polski raper. Nie ma na koncie słabej płyty, prawie zawsze ma coś, czymś potrafi zaskoczyć bądź urzec. Chyba nigdy nie miał żadnej PR-owej wpadki i niczym nie irytował. Tak powinno się do odbywać.

Szacunek za postawę, szacunek za muzykę, szacunek za wizję, którą zawsze było widać w jego rapie i która w końcu przebiła się do mainstreamu.

Bisz – Noce (ft. Kroz, prod. Relaxkit)
Jest rok 2006 albo 2007. Siedzę na forum pilkanozna.pl, pisząc jakieś głupoty w offtopiku i innych tematach o kadrze Polski czy Arsenalu. W temacie Hip-Hop ktoś pyta się, kto robi bity O.S.T.R-emu, a ktoś jeszcze inny narzeka, że rap się skończył i kim jest w ogóle ten Lil Wayne śpiewający o lizakach. Są zajawkowicze freestyle’u (pozdro Tymin) i polskiego podziemia. Nagle ktoś wrzuca TEN kawałek. Ja, słuchający wtedy Paktofoniki na przemian z Pezetem, odpadam. Co za wersy. Co za emocje. Co to za raper?

Długo, długo zapętlałem zwrotkę Bisza, a wers „Usta mi zamknij ustami swymi, odeszłaś” był dla gimnazjalisty najlepszym wersem wszechświata i długo widniał w moim opisie na Gadu-Gadu.

Chociaż teraz „Noce” już tak na mnie nie oddziałują, to z ogromnym sentymentem wracam do tego utworu. Piękne rzeczy.

B.O.K – Cudowne lata
Drugi numer Bisza, który towarzyszył mi na długo zanim ten zaczął być sławny to „Cudowne lata”. Lubiłem go tak bardzo, że przemycałem go gdzie tylko się dało: np. tata prosił mnie o jakąś playlistę z rockiem i popem do samochodu, a gdzieś tam umieszczałem też ten numer, a potem pogłaśniałem, kiedy gdzieś wspólnie jeździliśmy.
Nie przyznawać się, że na początku rozkminiałem, który to rapuje Bisz, a który Oer, co?

B.O.K – Pory
Pierwszym gościem jest Marcin Półtorak aka Noid, który u mnie na blogu recenzował „Labirynt Babel” (recenzja) i z którym o Biszu przegadałem długie godziny.

„Prawdę mówiąc, nie do końca rozumiem, jak można uważać „Ballady, Hymny i Hity” za najmniej udane dzieło B.O.K. Debiut grupy z 2008 był – zwłaszcza jak na swoje lata – nadzwyczajnie pomysłowy, przebojowy i urozmaicony. Zwłaszcza w warstwie produkcyjnej – Oer z „BHiH” zdołał przeskoczyć siebie samego dopiero na ostatnim „Labiryncie Babel”. Bit ma w sobie coś z każdej pory roku – ciepło lata (odgłosy mew, smyczki w tle, gitarka), melancholię jesieni (saksofon, klawisze), chłód zimy (elektronika w przejściu, znów smyczki) i radość wiosny (pulsująca perkusja). A Bisz? Uroczo banalny wątek zmiany zachowań razem ze zmianą pogody i pór roku rozwija do poziomu metafory ogólnej niestałości ludzkich przyzwyczajeń. Z jednej strony – motywator do dostosowywania się do trudnych warunków; z drugiej – przeświadczenie, że pewne rzeczy są niezmienne nawet mimo długiej pracy”.

Bisz/Małpa/Zeus/The Returners – Wrócę tu
Marcin Flint po raz drugi – tym razem o kawałku zapowiadającym festiwal Up To Date. Przyznam, że sam musiałem sobie przypomnieć ten numer.

„Bisz po „Wilku chodnikowym”. Zeus po „Zeus. Nie żyje.”. I jeszcze Małpa po „Skale” i „Jak mam żyć”. Razem w jednym numerze. God, dammit! Umówmy się, jarałem się jeszcze przed przesłuchaniem. I jarałbym się nawet gdyby gościnnie był tu jeszcze Kartky i Planet ANM, refren śpiewał VNM, a bit zrobił Matek. Mam wrażenie, że akurat we „Wrócę tu”, numerze promującym białostocki festiwal Up To Date, Bisz wypadł najsłabiej. Małpa ma swój Boot Camp Clik i za zakrętem patrol, wiadomo. Uwielbiam to Zeusowe ‪#‎Omaha‬. Ale „najsłabiej” w tym gronie, to i tak bardzo dobrze. Ja mam przed oczami tego faceta jak odpala szluga od gasnącej głowni. I wierzę, że pokolenia są w stanie pójść za nim na dno. Aha, polecam zwłaszcza remix Dubsknita, bo bit mniej narzucający się, mniej kradnący show raperom, niż ten Returnersów.”

B.O.K – Mindfuck
Na ostatniej płycie Bisz poszedł w zupełnie innym kierunku. Eksperymentował zarówno muzycznie, jak i tekstowo. To zdecydowanie jego najcięższy album i według mnie ma najniższy replay value (nie słuchałem od roku), ale mimo tego trzyma wysoki poziom.
A co Wy myślicie? Ostatnio było tu sporo fanów „Labiryntu”.

B.O.K – To jest przyszłość
Szymon Groenke aka Szymek Muzykant najbardziej jara się natomiast płytą „W stronę zmiany”.

„Jak dziś pamiętam recenzję Marcina Flinta, który oceniając „W stronę zmiany” nie zostawił na chłopakach z B.O.K suchej nitki. Moje zdziwienie było wtedy ogromne. Nie wyobrażałem sobie, że ktoś ma czelność uważać tę płytę za taką średniawę, dając jej tylko 6 oczek w 10 punktowej skali i to jeszcze na „zachętę”. Nie mówiąc już o tym, że Bisza można w iście blogerskim stylu pochwalić głównie za „zajawkę”, jakby chodziło o jakiegoś podrzędnego raperzynę-kolegę, którego po fali miażdżącej krytyki trzeba asekurancko pocieszyć.

Cóż, po pięciu latach od premiery, już nie jako piętnastoletni, zafascynowany krążkiem do granic możliwości młokos, łatwiej jest mi to przełknąć. Ba, dostrzegam wszystkie te wady, łącznie z naczelnym dla mnie minusem: całość jest zdecydowanie za długa, przez co straszliwie się ciągnie. Ale kogo to w ogóle obchodzi? To nadal wspaniały album, który – jak chyba żaden poprzedni – nie ukazał Bisza w tak wysokiej formie. „W stronę zmiany” jest bezsprzecznie najlepszą zapowiedzią tego, co miało wydarzyć się kilka lat później i nadeszło wraz z „Wilkiem chodnikowym”.

Poniższy numer jest natomiast jednym ze sztandarowych na to dowodów. Bisz okazał się celniejszym analitykiem niż mogłoby się przypuszczać. I choć do podręczników (prawdopodobnie prędzej do j. polskiego niż historii) Jarosław Jaruszewki trafi zapewne z łatką wrażliwego rapera-inteligenta, rapera-poety, rapera-filozofa, to równie imponująca jest przecież jego bezczelność, dosadność, bezpardonowość i bitewny temperament. – „Nasz syf to czysta wizja, ich syf to osiem dioptrii / jeśli to dzieci rapu, rapie, proszę, osieroć ich!” – albo – „Nie szukaj newsów o mnie w mediach czy w gazetach / jestem w książce od historii twoich dzieci, których jeszcze nie masz ” – w dodatku zarapowane z wściekłością boksera od miesiąca żyjącego w celibacie – walą po głowie z mocą rozpędzonego tarana.

Takie kwiatki pokazują, że Bisz to nie tylko raper z zadatkiem na bycie współczesnym głosem pokolenia, ale – jak na hip-hop przystało – prawdziwy skurwiel, który jednym wersem mógłby wybić Ci wszystkie zęby. Jak spotkasz Jarka, lepiej nie cwaniakuj, bo jeszcze każe Ci kucnąć: – „Miej nas w dupie jeśli lubisz anal / jeśli mówisz, że to chujnia, możesz spróbować jej na kolanach”

***

Jak wspominałem: jestem psychofanem Bisza i na blogu pojawiło się do tej pory kilka artykułów, które znajdziecie pod tagiem:http://blogmateuszaosiaka.pl/kategoria/bisz/

Najważniejsze z nich to:
TOP 30 kawałków Bisza: http://blogmateuszaosiaka.pl/bok/top-30-kawalkow-bisza/

100% mnie, czyli odcinek „Zakamarków kolekcji” o tym, ja ważna jest dla mnie płyta „Raport z walki o wartość” http://blogmateuszaosiaka.pl/…/100-mnie-zakamarki-kolekcji…/

Recenzja „Labiryntu Babel” napisana przez Marcina Półtoraka:http://blogmateuszaosiaka.pl/…/goscinnie-bez-chemii-b-o-k-…/

Zapraszam do czytania.

***
CruzZzZaspał – 1984 (ft. Bisz)
Poprosiłem Zespół Cruz Zaspał o komentarz do tego, jak powstał ten numer. Niestety, niczego ciekawego się nie dowiedziałem, natomiast Cruz opowiedział mi historię o tym jak w 2010 roku we wrocławskim klubie Firlej grał zespół B.O.K, Osete, Cruz, Zioło i Elabs. Bilety kosztowały 10zł, przyszło ok. 70 osób, a wszyscy siedzieli przy stolikach – takie to były czasy, ledwie sześć lat temu.

Bisz – Banicja (prod. Pawbeats)
„Pollock” i „Banicja” dały Biszowi potężnego kopa, który wyniósł go na szczyt. Nie ma co się dziwić, dobór singli do „Wilka chodnikowego” był idealny, Bisz sprzedał swoją twórczość najlepiej jak mógł. Pierwszym odsłuchom towarzyszyły ciarki, niezliczone ilości razy zapętlałem te numery, do tej pory chyba znam je pamięć i mógłby zarapować je acapella (oczywiście gubiąc dech co dwa wersy). A twórca bitu, Marcin Pawłowski-Pawbeats niedługo zostawi kilka słów o innym kawałku, jaki zrobił wspólnie z Biszem. Zgadniecie, który to będzie?

Bisz/Kosa – Te zimy wrócą
Krystian Krupiński, redaktor Popkillera i autor bloga Kruku, postanowił napisać o „Zimach”.

„Zimy” mają coś tak magicznego w sobie, że z każdym odsłuchem momentalnie przywołują u mnie wspomnienia związane z pewną osobą… mimo tego, że pierwotnie wcale mi się z nią nie kojarzyły! Otóż zadurzyłem się w tej epce tak naprawdę parę lat po jej premierze i długo po okresie, który dziś u mnie przywołuje. Wystarczył jeden wspólny mianownik, wspólne tło zawarte już w samym tytule materiału, i już automatycznie dźwięki muzyki Kosy same odszukały momenty z przeszłości, do których idealnie by pasowały jako soundtrack. Czyż to nie świadczy o unikalności i uniwersalności materiału? Pierwsza z dwóch epek Bisza nagranych wspólnie z Kosą to nostalgiczny, wyjątkowy i bezbłędny materiał, który dla mnie wciąż pozostaje numerem jeden z całej twórczości bydgoskiego rapera (powiedzmy, że ex aequo z doskonałą solówką, z uwagi na jej przełomowy charakter jeśli chodzi o popularność). Z uwagi na aktualnie panującą porę roku, bardzo adekwatnie jest ponownie powrócić do tej epki z 2007 roku. „Te zimy wrócą, wehikuł czasu to pamięć”

BIszcdAnia z Gdańska opowie nam krótko o koncertach Bisza (potwierdzam, że świetne) i pochwali się swoją kolekcją:
„Bisz razem ze swoim live bandem podczas koncertów tworzy niepowtarzalny klimat.. nie do opisania, ciary za każdym razem! Żywe instrumenty idealnie tworzą całość z jego rapem. Jarek zawsze trzyma kontakt z publiką, za co duży props!
ZA BARDZO – mocny track! Dla mnie sentymentalny (pierwszy numer Bisza, jaki słyszałam) grany na koncertach jako bis. Na koncerty Bisza wpadam już ponad 4 lata, by za każdym razem naładować się pozytywną energią”.

„Za bardzo” to mój ulubiony numer Bisza, robił robotę szczególnie w mash-upie z klipem do Artcic Monkeys, ale niestety nie uchował się na YT w tej wersji. Natomiast audio możecie posłuchać tutaj:https://www.youtube.com/watch?v=-Ojqs_oSF9c

Bisz/Pawbeats – Każdy
Marcin Pawłowski-Pawbeats jest twórcą podkładu do „Banicji”, o której już wspominaliśmy, on sam jednak uważa utwór „Każdy” za ich ulubioną kooperację.

„Zrobiliśmy z Biszem kilka numerów i mimo że minęło już trochę czasu, to chyba wciąż nic bym w nich nie zmienił. Każdy kawałek był dla mnie czymś szczególnym, poświęcałem im szczególną uwagę, serce i czas, dzwoniłem do znajomych, by pomogli w promocji itd. Myślę, że zaangażowanie wpłynęło bardzo dobrze na tamtą twórczość.
Jakbym miał wybrać ulubiony kawałek to wrzuciłbym „Każdy” z rezerwową „Banicją” i dopisaniem ulubionych wersów:
„Nienawidzę ludzi za każde kłamstwo, które musiałem połknąć, żeby teraz nim rzygać”
i
„Czuję pokorę, ale pod nią noszę gniew, wiedząc że nie mogę zrobić nic oprócz tego”.

B.O.K – Gwiazda
Walentynki i Dzień Kobiet wkrótce, więc ten numer ponownie będzie pojawiał się na tablicach. Tak powinno pisać się o kobietach. No i wciąż czekamy na płytę od Kay – B.O.K

Bisz/Pekro – Sam jak palec
Ponownie Marcin Półtorak, który pisał już o „Porach” – sami widzicie, jak chodzi o Bisza, to trudno wybrać tylko jeden numer.
„Nie mogłem się zdecydować między „Porami” a „Sam jak palec”, więc zdecydowałem się wybrać oba. Ten drugi numer lubię za manifest tego, co uważam za kluczowe dla natury wszystkich myślących istot – konieczność wyjścia poza swoją prywatną bańkę i zmierzenia się z tym, że świat w oczach innych wygląda inaczej niż ten w mojej głowie. A z drugiej strony – przestroga przed pochopnym wrzucaniem ludzi do niewłaściwych szuflad pod wpływem nieistotnych i fałszywych przesłanek. W dobie jałowej kłótni między PO i PiSem czy lewicy z prawicą – bezcenny pogląd. A tysiąc pięćset sto dziewięćsetny pokaz umiłowania wolności i niezależności – przemilczę, bo ile, kurwa, można”

B.O.K – Pchamy ten syf
Bisz jeszcze przed fejmem, już z olbrzymimi chęciami na wojowanie w mainstreamie, ale ciągle spychany do podziemia podziemia. W końcu, dzięki „Wilkowi chodnikowemu”, dopchał ten syf na szczyt, ale jaka to była wspaniała droga, by tam się dostać! Należał mu się ten sukces, nawet jak ja wolę stare dokonania, to nie potrafię się nie cieszyć, patrząc na to, ile gra koncertów i ile wpada tam osób. Nareszcie nie wylądowałeś w dupie, Biszu! No i skoro Jarek ma/będzie miał potomka, więc zdezaktualizowały się wersy kończące pierwszą zwrotkę.

B.O.K – Prowokuję progress
O współpracy z Biszem opowie nam też Szops, który wspólnie z raperem z B.O.K zrobił kilka numerów – i mam nadzieję, że na tym nie poprzestaną.

„Jarek to bardzo sympatyczny gość, od tego zacznę. Podczas prac nad wspólnymi numerami zawsze wykazywał spore zaangażowanie i śmiało mogę stwierdzić, że to jeden z najbardziej terminowych raperów w kraju. Pamiętam moment jak wysłałem mu bit, który finalnie zaowocował nagraniem pt „ Koniec Naszego Świata”. Trzy minuty po mojej wiadomości, miałem zwrotną z treścią : „kto go rozpierdala?” powiedziałem, że nikt natomiast Bisz odpisał „ja go rozpierdolę, a teraz spadam 5!”.
Bardzo miło wspominam współpracę z tym gościem, tak samo jak sytuację gdy odwiedził mnie wraz ze swoją dziewczyną jakoś po godzinie trzeciej w nocy, bo wracali z trasy i przejeżdżali przez Wrocław to było im po drodze złożyć mi wizytę. Tej nocy Jarek puścił mi swój nowy numer, dziś znany jako „Pollock”. Była to wersja na jego własnym bicie, który był po prostu fatalny i to mówiąc delikatnie (Jarek, królu złoty!) do dziś mam chyba tamto arcydzieło na swoim mailu i od razu sugerowałem, że to nie może tak wyjść bo nagranie straci cały swój potencjał i nalegałem aby ktokolwiek to zremixował. Chwilę później Oer zrobił swietny remix, a dalej temat wygrał Bob’Air ze swoim sztosem.
Kończąc podzielę się sztosem, autorstwa Bisza jakim jest numer z płyty Ballady, Hymny i Hit o nazwie „Prowokuje Progress”, który jest wg mnie definicją tego gościa. Jest tam wszystko, co powinien mieć raper, szczególnie głód, jaki tam czujesz – tak się zjada podkłady”.

Bisz/Pekro – Raj tuż za rogiem
Wszyscy chyba znamy i uwielbiamy ten utwór. Więcej o nim pisałem m. in. tutaj: http://blogmateuszaosiaka.pl/…/ksiazki-vs-muzyka-raj-tuz-z…/Dowiecie się stamtąd, dlaczego lubię ten kawałek, a także skąd wziął się jego tytuł.

Szops – Bezpańskie psy (ft. Bisz)
Marcin Flint po raz ostatni, choć ten numer był jego pierwszym wyborem. Dlaczego naczelny krytyk polskiego rapu musi słuchać tego kawałka?

„Jest dosłownie kilka utworów rapowych, które muszę usłyszeć przynajmniej raz w tygodniu. A jak decyduje się na ten raz, to i tak kończy się zapętleniem, mimo, że przecież człowiek i tak zna to na pamięć. „S-A-L-U-T-U-J” Weny. „Daję rytm” Analogii. A przede wszystkim „Bezpańskie psy” Bisza (gościnka na producenckiej Szopsa). Żyję z tym utworem w symbiozie emocjonalnej, bez niego czerń każdej z rozlicznych mikrodepresji nie jest pełna. Wers „Bo tu nie ma dla nas nic oprócz powolnego wyniszczenia” to jak życiowe motto. „Jesteśmy sami, nawet gdy kochamy i kochają nas i tak prędzej czy później zaczyna przerażać ich ten chaos w nas” mógłbym sobie dziarać gotykiem na odsłoniętych częściach ciała. „Frajerów czuć na kilometr, uważaj na tych prawdziwych” to trochę jak instrukcja obsługi polskiego hip-hopu. Imponuje mi też jak Bisz robi dla siebie paliwo rakietowe z bitów, które normalnie byłyby dla mnie nie do przyjęcia. I porywa mnie radosny debilizm odbiorcy rodzimego rapu, który naprawdę jest przekonany, że „widmowy statek Argo” to „statek cargo”, a w opcji „dryfuje pod banderą” chodzi o Stepana Andrijowycza”.

B.O.K – Ja i Ty
Jak dla mnie to wspaniała muzyczna modlitwa. Piękny utwór o wewnętrznej walce w formie rozmowy z Bogiem czy może raczej monologu, jaki Bóg mógłby do niejednego z nas wypowiedzieć. Zawsze, ale to zawsze urzekał mnie ten numer.

Bisz – Painstream (prod. Lenzy)
Chłopaki ze SWAG jak skurwysyn wypuszczając swoją pierwszą składankę nie spodziewali się chyba, że uda się na nią zaprosić Bisza.Łukasz Rawski opowiada o tym jak do tego doszło.”Z Painstreamem to ogólnie było niezłe zdziwienie, zresztą jak w wielu przypadkach przy tworzeniu pierwszej części naszego mixtape. Wtedy czuliśmy się mali (Mrówa nadal jest). Raz pojawił się pomysł napisania do Bisza, ku naszemu zdziwieniu odzew był bardzo szybki i sam Bisz mocno zajarał się tematem. Wiedziałem, że będzie to inne niż reszta tejpu, zresztą jest to jeden z trzech bonus tracków nagranych na autorskich bitach. Ten numer przypomina mi mocno „Leaf” Asap Rocky’ego. Autentyczność i mocne wyrażenie siebie. Wielki sentyment i potężna trampolina do większego rozgłosu naszego projektu. Kiedy Bisz grał ten numer na Południowym Rytmie w Żorach, z livebandem – ciarki. Zamieniliśmy wtedy kilka słów i okazał się mega w porządku gościem. Jestem mu ogromnie wdzięczny za pomoc, a sam „Painstream” to coś naszego. Piękny utwór, jeden z najważniejszych kawałków mojego życia”

Bisz/Kosa – Dam ogień
Epka „Idąc na żywioł” to najbardziej zapomniany projekt Bisza (no dobra, poza „Czarną owcą”, ale to chyba mało kto słyszał). Dziwne, bo Bisz uczy tutaj, jak należy grać na skojarzeniach i bawi słowami w sposób wręcz niemożliwy. Krótki materiał, można przesłuchać na długiej przerwie w szkole – i na pewno warto to zrobić.

B.O.K – Nigdy
Kuba Stemplowski należy do grona osób, które twierdzą, że „Raport z walki o Wartość” to najlepszy materiał od Bisza. Ja się jak najbardziej zgadzam.

„Raport Z Walki O Wartość” to dla mnie krążek, od którego tak na dobrą sprawę zacząłem „katowanie” twórczości bydgoskiego składu. Znałem ich wcześniejsze dokonania (Zima!), jednak to ta płyta sprawiła, że złapałem się za głowę. Rzadko polski rap mnie zaskakuje, a tutaj się to udało. 5 lat temu B.O.K, niejako przy okazji, stworzyli płytę, która jest dla mnie w tym momencie klasyczna. Oczywiście – następne albumy są bardziej rozbudowane tekstowo, pieczołowiciej dopracowane muzycznie czy lepiej zarymowane. Jednak to do „Raportu” mam największy sentyment za sprawą niesamowicie dużej dawki energii i w miarę przystępnie (jak na Bisza) podanej treści. „Nigdy” jest tego czołowym przykładem – znany sampel w ładnej oprawie, poważna tematyka nawinięta z odpowiednim wkurwieniem i Kay na refrenie. Super. Na zapętleniu do dzisiaj”.

B.O.K – Spadam w górę
Bisz to król kawałków motywacyjnych. Po takim kopniaku, jaki daje numer „Spadam w górę” można wyjść z najgorszej depresji. Zresztą całe „W stronę zmiany” takie jest. Aż chce się wstać i zacząć walczyć z największym wrogiem – czyli samym sobą. Nie raz i nie dwa ta płyta, a w szczególności ten numer motywowały mnie do zebrania dupy w troki i zaczęcia wygrywania życia. Jak miało mi się nie udać z takim wsparciem?

Bisz -Pollock
Kolejny „Dzień z…” za nami. Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim za wpisy, komentarze, udostępnienia i obecność. Niezwykle miło wspominało się wszystkie etapy kariery Bisz  i wracało do starszych nagrań.

Witam także grono około stu osób, które dołączyły dziś do fanpage’a – mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej.

Mam świadomość, jak wielu prześwietnych kawałków dziś zabrakło: „Jestem bestią”, „Ziarno do ziarna”, „Jurodiwy”, „Dług”, „Dyletant”… No niestety, nie wystarczyło nam miejsca. Kończymy natomiast „Pollockiem”, który był przepustką do wielkiej kariery Bisza.

Za pół godziny na blogu pojawi się post zbiorczy, a wraz z nim konkurs, w którym będzie można wygrać płytę – nie, niestety nie BIsza – NNFOF „No Name Fuck the Fame”. W nim również playlista na YouTube oraz Spotify.

I klasyczne pytanie: z kim następny „Dzień z…”? Może tym razem jakiś producent?

KONKURS:
Mam do oddania krążek NNFOF „No Name Fuck the Fame”. Jeżeli chcecie go otrzymać, napiszcie mi na czyich bitach najlepiej wypada Bisz lub na czyich podkładach chcielibyście usłyszeć bydgoskiego rapera. Najciekawsza odpowiedź otrzyma płytę. Deadline: północ. Odpowiedzi ślijcie pod adres: blogmateuszaosiaka@gmail.com

 

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.