Dekadę wstecz: albumy producenckie [3]

Dość szeroko podszedłem do tej podgrupy. Klasyczne hip-hopowe albumy producenckie są tu tylko dwa, prócz nich mamy płytę instrumentalną i dwa mixtape’y. Nazwa nazwą, nie o to tu chodzi – każdy z tych materiałów ma swojego gospodarza i – czasami bliżej nieokreśloną – myśl przewodnią. Scena producencka rozwijała się równie prężnie co obecnie, czego dowodem są niżej opisane płyty.

Mówi się, że „600°C” to ostatnia dobra płyta producencka DJa 600V. I rzeczywiście tak jest, chociaż słuchacze pamiętający, co Volt i jego goście wyczyniali np. na „Produkcji hip-hop” oraz „Wkurwionych bitach” wspominają też o pewnym niedosycie. Na „600°C” jest sporo świetnych utworów: „Merctedes S600” Tedego, „Wychylylybymy” Gurala, „Cześć, Mes” Mesa czy „Spójrz w nasze oczy czerwone” Baku Baku Składu. Na trackiliście znajdują się też beznadziejne tracki raperki Kiwi oraz Żuroma i Borixona tudzież trochę średniaków. Produkcyjnie dobrze, mimo że prochu 600V nie wymyślił i postawił na bangerowe klimaty (przepięknym wyjątkiem jest łagodny bit do „Po woli”). Jest co zapętlać, ale też mamy co skipować, płytę należy oceniać naturalnie pozytywnie, jednak czy Volta nie było stać na coś więcej?

Nie zawiódł za to Michał Bugajak, a jego drugi instrumentalny album dalej brzmi pięknie. O tym, że dekadę temu Noon był producencką elitą chyba nie trzeba wspominać – jego legenda przetrwała do dziś, mimo że obecnie zajmuje się głównie masteringiem. Jako że ekspertem od opisywania muzyki nie jestem, a wkładka tego albumu zawiera dobrą deskrypcję zawartości to na tym poprzestańmy, a podczas odsłuchu dajmy się zabrać Bugajakowi na niespełna półgodzinną podróż.
Gry Studyjne to kolaż prawie 400 urywków muzycznych pozyskanych wyłącznie ze starych płyt analogowych, w zdecydowanej większości polskich. To również mix klasycznych, hip-hopowych technik tworzenia dźwięków z nowoczesną, swobodnie interpretowaną rytmiką. Gry Studyjne to przede wszystkim mix emocji, z jednej strony destrukcyjnych, ponurych i biograficznych, a z drugiej prostych i dobrych. Mix rozpaczy i nadziei, w ambitnych założeniach muzyka totalna”.

„Album producencki” Emade to płyta niedoceniona i przede wszystkim dawno już zapomniana. Sam o jej istnieniu dowiedziałem się dopiero kilka lat temu, zgłębiając dyskografię Fisza. Materiał charakteryzuje niezwykły eklektyzm. Z jednej strony mamy instrumentalne „Stopnie wtajemniczenia” – pięć klimatycznych i otwarcie romansujących z elektroniką produkcji, które ciężko nazwać muzyką stricte hip-hopową. Kompletnie inaczej, bardziej klasycznie i „rapersko” brzmią za to utwory, na których gościnnie pojawiają się rodzimi MCs, poruszający odmienne tematy. Dobre zwrotki, atakujące krytyków zostawił Sokół, bardzo pozytywnie wypadł też O.S.T.R. w numerze „Niebo” i śpiewająca Iza Kowalewska. Na szczęście na dniach dzięki Asfalt Records ukaże się reedycja „Albumu producenckiego” i mam nadzieję, że o tym krążku dowie się trochę więcej słuchaczy.

„Volumin I: Hałas” to początek bogatej mixtape’owej kariery DJa Buhha, czyli alter ego Tedego. Pożyczone bity, na których wcześniej rapowali między innymi Jay-Z, LL Cool J czy Puff Daddy wypełniają przede wszystkim rymy gospodarza. Tylko na krótkie chwile oddaje on pole gościom, a jedynie Numer Raz ma dwa swoje solowe numery. Po płycie prowadzi nas charakterystyczny, niski i chropowaty głos Buhha, wprowadzający nas do utworów poświęconych – jak to u Tedego – pieniądzom, sławie i rozpuście. Oczywiście warto to znać, szczególnie dla takich numerów jak „Hałas” i „WuWuA03” ale pierwszy mixtape Buhha to tylko aperitif przed:


„Wolumin II: George W. Buhh”, gdzie znajduje się słynny Bezele Hymn, czyli „edukacyjny” utwór „Pęknięty jeż”. Poza tym tematycznie i nawijkowo bardzo podobnie do jedynki, co nie dziwi, bo mixtape’y powstały w krótkim odstępie czasu. Dlatego krótko: w kawałkach prócz Tedego mamy Bezele Skład – Kiełbasę, Kołcza, WSZ i CNE; najbardziej znane podkłady z Polski, które Buhh podkradł to „Spalam to” Włodiego, „Plany” Ascetoholix i „1000 osób” WhiteHouse.; z USA: „Welcome To New York City” i „Tha Shiznit” Snoop Dogga. Całość oczywiście znać trzeba, zanim zacznie się TDFa krytykować.

PS Oczywiście powinien tu się też znaleźć trzeci mixtape DJ Decksa, który może pasowałby lepiej niż niektóre z tych płyt, ale świadomie z niego zrezygnowałem. Naturalnie nie znaczy to, że ten materiał jest gorszy. Pojawi się po prostu w swoim czasie.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • damian stylowski

    dj