Dekadę wstecz: hip-hopolo [4]

Hip-hopolo – pejoratywny termin określający nagrania z gatunku hip-hop, nawiązujący nazwą do nurtu muzyki popularnej disco polo. Prawdopodobnym autorem terminu był raper i producent muzyczny Piotr „Mes” Szmidt. Wyrażenie rozpowszechniło się w 2003 roku na kanwie sukcesów wykonawców nagrywających płyty dla poznańskiej wytwórni muzycznej UMC Records. Twórczość takich raperów i zespołów jak: Jeden Osiem L, Jacek „Mezo” Mejer, Verba, Ascetoholix miała charakteryzować melodyjność czy brak przekazu artystycznego typowego dla polskiego hip-hopu, a wywodzącego się z kultury podziemia.

Trzeba uczciwie przyznać, że w 2003 roku Mezo należał do ciekawszych MCs. Miał dobre flow, ciekawe pomysły na linijki, dobre pancze, patenty na kawałki, a i techniką mógł niejednego rapera przyćmić. I chociaż na „Mezokracji” nie brak ciekawych numerów (choćby utwór tytułowy), to jednak podziurawił sobie stopy „Superekstra dyską” czy hip-hopolowym hymnem „Aniele”. Gdyby w dalszej twórczości Jacek poszedł w stronę „Głosów” czy „Harmonii” to mógłby być z niego całkiem solidny raper, szczególnie z jego siłą przebicia. Mezo wybrał jednak pop i dziś w środowisku jest tylko obiektem drwin.

Za dopiętą łatkę hip-hopolowców Trzeci Wymiar pokutował długo, a przecież „Cztery pory rapu” tylko ocierają się o ten podgatunek. Jednak współprace z Ascetoholixem czy Teką, a także radiowe single tj. „Dla mnie masz stajla” (wciąż jeden z lepszych polskich letniaków) oraz „Skamieniali” wepchnęły raperów z Wałbrzycha do szufladki z Mezem i Jeden Osiem L. Pierwszego albumu Trzeciego Wymiaru dalej można słuchać z przyjemnością. Ich największą bronią jest dopracowane, szybkie flow. Dziesięć lat temu dbali jeszcze o całkiem niezłe teksty, w których potrafili być poważni, ironiczni oraz dobitnie oceniali wysyp słabych raperów („Piętnastu MCs”). Produkcyjnie – chociaż czasami bliżej im do hip-hopolo niż do „klasycznego” rapu – „Cztery pory rapu” również wypadają całkiem nieźle.

„Wideoteka” to definicja hip-hopolowej płyty. Produkcja okraszona klawiszami, podkłady są grzeczne i proste, przyjemne do ucha, typowo radiowe. Do tego dochodzą perfidnie podkradzione sample z Live „Overcome” w najbardziej znanym kawałku „Jak zapomnieć” oraz „Requiem dla snu” w „51 stanie”. Chłopaki z Jeden Osiem L nie posiadają ani grosza charyzmy, rapują marnie, składają proste rymy, w tekstach zawierają tony truizmów o szacunku do rodziców albo o tym, że „Kiedyś było inaczej”. Do tego niemiłosiernie fałszują w „Teraz znikasz”. Obrazu rozpaczy dopełnia groteskowy kawałek o prawilności i pozostawaniu prawdziwym. Karykatura rapu, na którą jako dziesięciolatek oczywiście się nabrałem.

Chłopaki z Ascetoholix to też ciekawy przypadek. Był czas, że zbierali ogromny hejting za samo bycie hip-hopolowcami i „sprzedanie się”, ale w 2003 roku ich pozycja nie była taka zła. Dogrywali się znanym i szanowanym wykonawcom  – byli np. na mixtapie DJ Decksa oraz na płycie 52 Dębiec. Zresztą, samo „Apogeum” nie jest najgorszą płytą. Co prawda śmiesznie wygląda wizerunek tych ugrzecznionych gangsterów, ale większość tych kawałków trzeba traktować z przymrużeniem oka. Teledyskiem do „Na spidzie” jarałem się za małolata, a i teraz pewnie uśmiechnąłbym się szeroko, widząc ten obrazek. Zwrotkę Donia z „Suczek” zna chyba każdy – w ogóle to ten kawałek przyprawił Ascetom złą sławę. A nie byli tacy najgorsi – jakaś tam charyzma i stylówka była, próbowali rymować trochę lepiej niż reszta (tylko często to używali czasowników). Krótko mówiąc – nie ma tragedii. Szału oczywiście też nie.

„Jakby to było” weszło to kanonów hip-hopolowych utworów. Poza tym kawałkiem słuchanie „Debiutu” DKA to brnięcie przez strasznie proste i słabe bity oraz przez równie niski poziom gospodarza. Próby podśpiewywania kaleczą uszy jeszcze bardziej. Straszna rzecz. I choć DKA wydał jeszcze kilka legalnych płyt, to jego najbardziej rozpoznawalnym numerem pozostało „Jakby to było”. W środowisku – co zrozumiałe – szacunku nigdy nie zaskarbił.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • damian stylowski

    oni robią czysty hip hop rap a nie hip hopolo

  • Ciekawe jest to, że Mezo na nielegalach zawsze miał numery typu „Aniele”. Dodać do tego należy, że „Ekstradyska” pochodzi z jego ostatniego nielegala – na „Mezokracji” znajduje się wersje po delikatnym retuszu. Taki miał po prostu tematykę i styl nawijania. Dziwnym jednak trafem ludzie zaczęli mieć do niego „ale” dopiero po fakcie, gdy udało mu się sprzedać dużo płyt. Wydaję mi się, że sam Mezo bardzo dobrze zdiagnozował tę sytuację w utworze „Nikt nie kocha Meza”:

    „Półki byłem anonimem, byłem ziomkiem
    Bili ze mną piątkę, potem pionkiem nazwali
    Gdybym sprzedał 1000 sztuk bym był z wami
    A tak wszyscy otępiali, opętani”