Dekadę wstecz: rok 2001 w polskim rapie cz. 3

CZĘŚĆ PIERWSZA
CZĘŚĆ DRUGA

DJ 600V – WKURWIONE BITY
DJ 600V – V6
Ilość nie zawsze idzie w parze z jakością i tak jest w przypadku płyt Volta z 2001 roku. Sześćdziesiąt kawałków umieszczonych na trzech płytach („Wkurwione bity” to 2CD) to stanowczo za dużo. Ciężko zmęczyć każdą z tych płyt z osobna. Gdyby 600V wybrał najlepsze numery z tych albumów, to mielibyśmy do czynienia z klasykiem na miarę „Produkcji hip-hop”, a tak jest tylko średnio. Są perełki typu „Projekt jest w drodze”, „Nie oddawaj duszy”, „Opowieść o tym, co tu dzieje się na wolno” i „Pieniążek”. Niestety, obok tych utworów mamy masę MCs, których słuchanie mogłoby być sposobem tortur w Guantanamo. Wśród kompletnych porażek mamy między innymi WSZ & CNE, Pęka, Borixona i innych, które ksywki nikomu nie są znane. Szkoda kilkunastu (a może więcej) kompletnie zmarnowanych bitów. 
ONAR I OŚKA – SUPERELAKS
Onar to najbardziej pocieszna morda w polskim rapie. Nieważne, że nie jest wybitny ani w tekstach, ani w sposobie nawijania, a i jego głos nie każdemu pasuje. Jednakże kiedy wpada z tekstem: „Może Bóg tak chciał, nie wiem, tak wypadło / Że po prostu, człowieku, mam zachrypnięte gardło”, to nie można go nie lubić. Dekadę temu był w dobrej formie lepszej formie niż obecnie i nagrywał tak dobre kawałki „Gdyby nie to” lub „Jakie to uczucie?”. Teraz nieco zapomniany i skreślony po ostatniej bardzo słabej płycie ma zamiar wrócić. Przyznam, że jestem ciekawy tego jak wypadnie Onar. Siłą „Superelaksu” są bity, tutaj wielki ukłon w stronę Ośki, który zadbał o to, że można się wyluzować i wprawić w dobry humor. Niezły, warty sprawdzenia album.
ELDO – OPOWIEŚĆ O TYM, CO TU DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ
Chętnie pokazałbym ten album wszystkim psychofankom Eldoki-poety. Wielki chojrak, liryczny terminator i rymów konstruktor Eldo tuż przed zebraniem batów w bitwie płockiej jest przekomiczny. Przechwałki typu: „Zginiesz, widzisz mam setki kobiet wkoło / Myślę, że zamiast Eldo powinienem być El Żigolo” i pancze takie jak: „Trzy lata temu bym się przejął, że mi dosrałeś / Teraz cię zjadłem, strawiłem, wypierdziałem i już zapomniałem”. Negro, por favor. Tak nie można. Oczywiście są tez spokojniejsze kawałki, w których Eldo rapuje całkiem przyzwoicie i ma porządne teksty, ale i tak ciężko słucha się „Opowieści”.
Płytę zamykają telefony z propsami. Niszczy Romek, który mówi: „Chciałem cię spropsować za freestyle, który dałeś w Hardendzie. Naprawdę dałeś wiele do myślenia, chłopaku”. Niemożliwa płyta. Tylko dla osób z mocnymi nerwami.
BORIXON – KOLEJNA CZĘŚĆ
Jeżeli to jest „Kolejna część”, to boję się pomyśleć jak wyglądały poprzednie. 20 kawałków o „dobrych chłopakach”, „jebanych policjantach” i innych takich głupotach. Przesłuchałem to dwa razy, całe dwa razy. Jeżeli ktoś słuchał tej płyty, to doceni moje poświęcenie (to pewnie coś w rodzaju przesłuchaniu na raz płyty Firmy). Refren w „Co za balet” jest NAJGORSZYM refrenem w polskim rapie. Ciężko znaleźć godny polecenia track, na szczęście niektóre bity dają radę, co nieco ułatwia sprawę. Moje uszy przeżywają traumę po przesłuchaniu tego albumu. Stanowczo odradzam, chyba, że naprawdę jesteście ciekawi rapu z 2001 roku.
ASCETOHOLIX – A
Doskonale wiemy, jak w 2011 roku jest postrzegany Ascetoholix i w jakim miejscu znajdują się Doniu, Liber i Kris. Przypuszczam jednak, że wszyscy moi rówieśnicy nie trawią ich jeszcze bardziej dlatego, że  ten zespół był na językach w czasach hip-hopolo, czyli w czasach kiedy wielu zaczynało przygodę z rapem. Chcąc nie chcąc Ascetów się słuchało, teraz każdy się wypiera, ale wiemy jak jest. 
Przejdźmy do ich legalnego debiutu. Podchodziłem z ogromną rezerwą i negatywnym nastawieniem. Nietrudno jest wymienić wady tego albumu: miałkie teksty, słabe flow Libera i Donia, płyta, choć solidna to nudzi i nie przyciąga, a zatytułowanie piosenki „Oglądając się w tył:” jest strzałem w stopę. Mimo to Ascetom nie można odmówić charyzmy, a Doniu zrobił dobre bity. Nie można powiedzieć, że to żałosny album tragicznej grupy, która sprzedała się za 99 groszy i trzeba omijać to gówno szerokim łukiem, żeby nie przejść smrodem. Nie. Jest przyzwoicie. Największy plus to świetna zwrotka Hansa w tym kawałku:
EGO – NIBYLANDIA
Jeżeli ktoś szuka jednego powodu, żeby sprawdzić „Nibylandię” to łatwo go podać: „Rytmy zwątpienia” – genialny, klasyczny numer, który pewnie każdemu jest znany. Jeżeli ktoś szuka dwóch powodów, żeby sprawdzić „Nibylandię” to o chwili zastanowienia trzeba powiedzieć: klimat – oniryczny, wszystko gdzieś się rozpływa, dobre na relaks. Jeżeli ktoś szuka trzech powodów, żeby sprawdzić „Nibylandię” to mam problem, bo płyta zawsze przelatywała mi przez uszy i nie przykuła uwagi. Na pewno to jedyna taka produkcja w 2001 roku i to coś zupełnie nowego, za co ogromny szacunek, ale to nie moje buty. 
PODSUMOWANIE
2001 rok był bardzo dobrym rokiem dla polskiego rapu. Kilka klasycznych płyt, kilka pozycji obowiązkowych, sporo płyt, które dalej mogą się podobać. Sam poznałem lub przypomniałem sobie masę kawałków, które ostatnio słyszałem ładnych kilka lat temu. Nieco z przymusu przesłuchałem kilka płyt i chociaż czasem żal mi było straconego czasu (pozdro BRX), to zapoznałem się z kawałem historii polskiego hip-hopu i polecam taką podróż każdemu. Za parę miesięcy cykl wraca.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • damian stylowski

    Pęku czy borixon się nie zmarnowali ale