Polski hip-hop 2014 – zaskoczenia

2014

Coraz rzadziej się to zdarza, ale polski rap wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Co prawda, to niż nie ta sama siła rażenia, co kiedyś, jednak niejednokrotnie zdumiewały mnie zeszłoroczne produkcje i raperzy. Do zestawienia dołączam listę MCs, którzy zapracowali sobie na to, by mieć na nich w przyszłości oko.


Podobnie jak w poprzednim zestawieniu obowiązuje kolejność alfabetyczna. Wczoraj opisywałem zeszłoroczne rozczarowania, ale to nie znaczy, że wszystkie płyty, które znalazły się tam, są gorsze od poniższych. Klikając w okładki albumów możecie przejść do preorder.pl i kupić płyty.

Atut/DJ Funky „Z czystej ciekawo?ci”
Całkowicie niezauważenie przeszedł ten krążek, a ja go bardzo polubiłem. Mimo kilku wad, o których pisałem recenzując „Z czystej ciekawo?ci” („Punkt za odwagę”), Atut i DJ Funky zrobili bardzo pozytywną płytkę, do której przyjemnie się wraca. Wydany w 3/4 UDGS album jest bardzo eklektyczny: są letniaki, newschoole, hołd dla starej szkoły i tak dalej, ciekawi zatem, jak Atut poradzi sobie na bardziej spójnym projekcie i w którą stronę pójdzie. Życzę im jak najlepiej i na pewno większego rozgłosu, bo wydaje się, że poza garstką znajomych brakuje im fanów.

Boguś Mahboob „I Live for the Funk”
W życiu nie spodziewałem się, że zajara mnie rap o jaraniu jointów, przepełniony prostymi rymami i nagrany na oldschoolowych bitach. A jednak Boguś – mimo sporej wady wymowy – zdobył moją uwagę, a słuchanie „I Live for the Funk” zawsze sprawia mi wiele radości. Kariera Mahbooba wyhamowała jednak przez roczną odsiadkę (FREE BOGUŚ!), ale na pewno wróci z tymi swoimi zwariowanymi rapsami o niczym.
Jako że Boguś jest od dawna moim internetowym kolegą miałem przyjemność przedpremierowego zrecenzowania tej płyty – RECENZJA, a także przeprowadzić z nim wywiad: „Słuchanie polskiego rapu to cofanie się w rozwoju o 16 lat”, który był jednym z najbardziej poczytnych materiałów na blogu.

FISZFlaszki i szlugi „Chyba na pewno”
Ci dwaj musieli się tu pojawić, skoro w recenzji nazwałem „Chyba na pewno” podziemnym zaskoczeniem roku. Brat Jordah aka Dźwiękowy wyczynia tu prześwietne rzeczy, tworząc potężne i doskonale zaaranżowane bangery, a Król Świata dotrzymuje mu kroku swobodnie rapując na tych podkładach i zamieszczając tam niegłupie teksty czy opowiadając historie bohaterów „Pulp Fiction”.
Życzę im, żeby następna płyta została już wydana w labelu, bo zasługują na lepszą promocję. Alkopoligamia? WielkieJoł? Wierzę, że gdzieś tam trafią i w 2015 będzie już o nich głośno.

Flint „Zła sława”
Czy można mówić o zaskoczeniu w przypadku gościa, który na scenie jest od wielu lat? Można. Nawet jeżeli poprzednia solówka była na niezłym poziomie, a wydany już w 2014 roku mixtape zwiastował, że Flint jest w formie, to nie spodziewałem się, że „Zła sława” będzie w stanie konkurować z najlepszymi tegorocznymi płytami. Raper z Koka Beats wziął się za tak niespotykane tematy jak kawałek o psie, alergii czy korporacji. Pełno w nim luzu, ale także rozgoryczenia, że mimo włożonej pracy i stażu na scenie wciąż nie jest headlinerem. W muzyce pełno wszelkiej maści bujającej elektroniki. Świetna, jedna z najlepszych płyt tego roku.
Z Flintem przeprowadziłem też wywiad: „Freestyle nie nauczy pisania dobrych numerów”.

petpetter street creditPet Petter „Street Credit”
Bardzo miłe zaskoczenie, tym bardziej że Pet Petter poprosił mnie o patronowanie tego materiału. „Street Credit” to wjazd z buta na scenę: dopracowane flow, świetne poruszanie się po bitach, dobre wersy, pełno bengerów. Petterowi udało się zyskać sporo fanów tym mixtapem, ale to wciąż jeszcze nie pierwsza liga podziemia. Czuję, że nie do końca doceniono ten materiał, ale postępy, jakie robi ten rybnicki raper, pozwalają przypuszczać, że kolejny projekt może być już strzałem w dziesiątkę.
Wszystkie informacje o „Street Credicie” znajdziecie pod tym tagiem: http://blogmateuszaosiaka.pl/kategoria/street-credit/

Spinache „Spinache”
Debiutował tak dawno, że niektórzy dziennikarze tego nie pamiętają. „Za wcześnie” przyjęło się tak, że sklepy muzyczne do tej pory nie mogą się pozbyć tego materiału z magazynu, a obniżyli ceny do granic opłacalności. Po licznych projektach, które współtworzył i na których się pojawiał, przyszedł czas na kolejną solówkę. I to już kompletnie inny Spinache. Nie tylko, jeżeli chodzi o wygląd, ale przede wszystkim, jeśli mówimy o muzycznej dojrzałości. Doskonałą pracę marketingową wykonał też UrbanRec – na zajęciach wykładowczyni, która zna moje muzyczne upodobania, pytała mnie, czy znam takiego rapera jak Spinache, bo widziała go w programie śniadaniowym. A sama płyta? Początkowo byłem nie w pełni przekonany, ale z czasem zacząłem wracać coraz częściej, zarówno dla produkcji, jak i dla rapu Spinache’a. Z pewnością zobaczycie ten album jeszcze w TOP10, a tam napiszę o „Spinache’u” więcej.

Warto mieć na nich oko:

Ad. M.a – najciekawsza raperka z młodego pokolenia. Niezwykle kobieca, ze sporymi możliwościami wokalnymi i rozpoznawalną już stylówką. Wydany niedawno album „A. wraca późno” to jeszcze szukanie siebie. Zbyt wiele tam trudnych słówek, które brzmią na wepchane na siłę, zbyt wiele irytującego modulowania głosem. Mam wrażenie, że jak Ada przestanie kombinować i odnajdzie się w prostocie, to może odpalić tak, że wszystkim opadną szczęki. Trzymam kciuki, bo potencjał ma ogromny.

Igrekzet – nie znam wielu zwrotek tego gościa, ale jak na niego trafiam, to zawsze zyskuje moją uwagę. To śmieszne, bo czasami brzmi jak początkujący raper, który nie za bardzo odnajduje się na bicie, a w trakcie zwrotki przeradza się w MC z prawdziwego zdarzenia, który potrafi przyspieszyć, dobrze zaśpiewać czy zamknąć zwrotkę doskonałą linijką, jak choćby w „Podróży 3” Cygi.

PRO8L3M – niektórzy ich mixtape „Art Brut” określają płytą roku, ja dalej nie wiem, co sądzić o rapie Oskara i Steezie, zajmującym się doborem muzyki. Rozumiem tych, którzy się nimi jarają, tak samo jak tych, którzy nie kumają tego fenomenu. Długo byłem po stronie tych drugich, ale „Art Brut”… hmm, może nie tyle mnie przekonał, co kazał mi spojrzeć na Oskara z innej perspektywy. Zobaczymy, co pokażą na LP.

Świnia – ten krzykacz wydał zwracające uwagę „Demo”. Wiele jeszcze przed nim pracy, ale ma niezłą stylówkę, głowę na karku i sporą wiedzą na temat literatury, co może w przyszłości zaprocentować. O ile będzie nagrywał, bo w wywiadzie powiedział, że kariery rapera nie planuje.

TrooM – skrytykowałem jego płytę w recenzji. ale ten chłopak jest niezwykle utalentowany i już niedługo może być raperem z najwyższej półki. Na „Primus Luporum” zdarzały się grafomańskie wersy, bywało nudno, ale TrooM potrafi do siebie przyciągnąć, a to ważna umiejętność.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.