Polski hip-hop 2014 – rozczarowania

2014Napompowany do granic możliwości balon często z hukiem pęka. Nie zostaje po nim żadne wspomnienie. Tak jak po płytach, które w 2014 roku zapowiadały się naprawdę ciekawie, a ich istnienie najlepiej byłoby przemilczeć. Które albumy najbardziej mnie zawiodły w tym roku?

Słowem wstępu zaznaczam, że obowiązuje kolejność alfabetyczna, a ranking jest w pełni subiektywny. Dla wielu niektóre z poniższych płyt mogą wydawać się dobre i między nami spoko, ale ja spodziewałem się czegoś o wiele lepszego. Co równie ważne: to nie są najgorsze płyty 2014 roku, tylko największe rozczarowania.

Eldo „Chi”
Leszek przez swoje wypowiedzi zniechęcił do siebie wielu słuchaczy, jednak jego płyty do tej pory nie zawodziły. Na „Chi” czekałem, bo wydawało się, że Eldo ma o czym rapować: solówki nie wydał od czterech lat, a i miał co komentować. Tymczasem płyta nagrana na bitach nieznanego wcześniej Fawoli zwyczajnie nudzi i niczego nowego nie wnosi. Brak to także numerów, które „kopią w głowę jak Mirko Cro Cop”. Bynajmniej nie chodzi o to, że Leszek miałby zgrywać trapowca czy w każdym kawałku nawiązywać do swojego słynnego freestyle’u, by pokazać, jaki ma do siebie dystans. Liczyłem jednak na dobry, męski, bezkompromisowy rap, ot chociażby taki, jak na „Wilku” z płyty HV/Noon. A co do tego ostatniego kawałka – oby tak wyglądała jego następna solówka.

Haju „Elipsa”
„Międzyświat” był świetną, pełną melancholii i jesieni płytą. Zanim Haju wydał „Elipsę” minęło trzy lata, a hajp na rapera z Pepe Skuadu spadł. Debiutancki, wydany w Stepie krążek to tylko echo tego, co zaprezentował na poprzedniej płycie. Co zawiodło? O ile „Międzyświat” wyróżniał się klimatem zarówno muzycznie, jak i tekstowo, „Elipsa” to taki typowy krążek typowego polskiego rapera. Brak ciekawych tematów, ulotniła się gdzieś charyzma, za to panuje zwykłość i bezpłciowość. Czuję spory zawód, choć gdzieś z tyłu głowy czuję, że powinienem dać tej płycie jeszcze szansę podczas nocnej jazdy samochodem, ale jak na razie walczę z uczuciem rozczarowania.

HST „Sen koszmarny”
Tak jak pisałem w „Trzech szybkich” – to powinna być zupełnie inna płyta, jeżeli katowicki raper chciał wrócić do łask środowiska. Jest natomiast tylko stary HST, już nieco zardzewiały, z mniejszą ilością ciętych, punktujących wersów, z brakami w charyzmie i bez pomysłu na solówkę, którą powinien wydać o wiele wcześniej. Liczyłem na to, że HST zamknie usta krytykom, niestety jego „Sen koszmarny” nie jest żadnym katharsis tylko albumem, do którego zupełnie nie chce się wracać. Szkoda, bo przecież był czas, kiedy na materiał Ślązaka czekało całe środowisko. HST zanotował kompletnie nieudany powrót do rapu i trudno przypuszczać, by zwojował coś jeszcze w rapie.

Pawbeats „Utopia”
Wszyscy doskonale pamiętają, jak Pawbeats zaczął zdobywać rozgłos, a kamieniem milowym jego kariery był bit do „Banicji” Bisza z przepięknym wstępem, który producent zagrał na pianinie. Te klawisze stały się wkrótce jego znakiem rozpoznawczym, a teraz – przekleństwem. Ile można zrobić niemal identycznych bitów? Tylko Pawbeats to wie. „Utopia” to na pewno nie tragiczny album – są niezłe momenty, zaproszeni raperzy zostawili porządne kawałki, a jeden z nich – „Euforię” – udało się sprzedać w mediach. Jednak nie typowego średniaka oczekiwało się po Pawbeatsie, który zdawał się być naprawdę utalentowanym i wizjonerskim producentem. Z wielkich zapowiedzi i prognozowania, że „Utopia” wygra 2014 rok wyszła przeciętna do bólu płyta. Szkoda.

Pięć Dwa „N.E.O.”
Może się wydawać, że zgłupiałem umieszczając tę płytę w rankingu rozczarowań, skoro „N.E.O.” gości na listach najlepszych tegorocznych albumów. Rozumiem zachwyty nad nowym Pięć Dwa, jednak nie potrafię ich podzielić. Często stoję z Hansem i Deepem po jednej stronie barykady, ale daleko mi do cieszenia się formą, w jakiej została podana ta antysystemowość. Dość powiedzieć, że od tygodnia, podczas którego osłuchiwałem się z „N.E.O” ani razu nie wróciłem do tego krążka, bo odrzucały mnie te proste metafory. Daleko tej płycie do genialnego „8” Hansa, od którego nie można było się oderwać, choć treści wcale nie były tam lżejsze niż tutaj. Nie można mówić, że to słaba płyta, ale oczekiwania miałem – być może tylko ja – większe.

Trueszczurs „Mixtape”
Solowe płyty członków tego składu były co najmniej porządne, „Nie uciekniesz” nagrane wspólnie z LaikIke1’em jako Rap Addix również nie zawiodło, zatem od „Mixtape’u” można było oczekiwać  czegoś więcej. Tymczasem projekt Jeżozwierza, Junesa i Kidda jest zwyczajnie słaby. Nawet jeżeli MCs mają swoje dobrze ukształtowane style i piszą niegłupie linijki, to na „Mixtape’ie” zabrakło ciągnących ten projekt kawałków czy wbijających się w głowę zwrotek. Fajnie, że ten mixtape ujrzał światło dzienne, ale od takich hip-hopowych marek można było wymagać o wiele więcej – nawet jeśli nagrywali na pół gwizdka.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Polski rap jest na równi pochyłej. Kilka projektów i postaci nie uratuje stagnacji i spadku jakości, a tylko po części zamaluje zły obraz.

  • Utopia była sporym rozczarowaniem, podobnie zresztą jak Bal maturalny Rozbójnika, a poniekąd również Nokturny i demony. Więc nieco rozczarowujące były głównie płyty producenckie, po których zawsze spodziewam się znacznie więcej. W kwestii albumów standardowych to LJ Karwel mnie strasznie zawiódł.

    • blogosiaka

      Ejże, ale czy ktokolwiek poza gościem rozsyłającym newsletter przypuszczał, że „Bal maturalny” będzie dobrą płytą?

  • Ja tam się chuja znam, ale mi na przykład płytki Eldo i Pięć Dwa się nawet podobały ;P