Trzy szybkie #22

Znowu narzekam na polski rap. Niestety, tym razem na artystów, których darzę sporą sympatią. Na szczęście ulgę przynoszą inne gatunki.

growbox-560x560Growbox „Growbox”
Okazuje się, że 1+1+1 nie równa się 3. Jak to się stało, że Soulpete, producent, który ostatnio nie wychodzi z formy, Jeżozwierz, gość z nadzwyczajną charyzmą i najsurowszym stylem na scenie, oraz O.S.T.R, legenda sceny powracająca po kilku latach do wysokiej dyspozycji nie stworzyli projektu zostawiającego ze sceny drzazgi? „Growbox” to niestety jedynie solidna epka nie wzbudzająca większych emocji i nie zostająca w głowie nawet na chwilę po jej wyłączeniu. „Raw”, „Pan Kolczasty” czy „Podróż zwana życiem”, czyli solowe krążki tego trio stoją o dwa poziomy wyżej niż ich wspólna rzecz. To nie tak, że „Growboxu” lepiej nie odpalać, to porządny projekt z dobrymi momentami, ale, prawdę mówiąc, niewiele stracicie nie słuchając tego projektu. Tylko poprawność  – tyle zostało z epki, która miała „wjechać z kibica” w rodzimy hip-hop.


Hukos „Wielkie wojny małych ludzi”
Szanuję Hukosa za jego wyraziste poglądy, ciekawe pióro (nie tylko w utworach muzycznych) i charakterystyczne flow. Ale na „Wielkich wojnach małych ludzi” szwankuje niemalże wszystko, w tym logika: narzekanie na nieprzydatnego magistra i spacerowanie z kobietą po parku, gdyż nie stać go na knajpę, stawia obok stwierdzenia, że ta sytuacja to jego wybór (po cóż więc psioczyć?). Następnie chełpi się genetyczną zdolnością do porządnego imprezowania, by za chwilę poświęcać zwrotkę męczącym kacom. To jednak nic w porównaniu z przewidywalnym i po prostu najgorszym kawałkiem tego roku, jakim są „2 kreski” – tak, tytuł zdradza już całą jego treść, brzmiącą, jak gdyby wyszła spod pióra gimnazjalisty. Oj, trudno było przetrwać przez niektóre numery, tym bardziej że gdzieniegdzie Hukos przypominał o tym, że umie pisać celne linijki. „Nie jestem laikiem, nie brak mi weny” – to przecież całkiem zgrabny follow-up do przepychanek obu panów, a nieźle wypada też „Cały ten swag”, chociaż końcowe przemówienie Hukosa, potwierdzające, iż był ironiczny, pozwala myśleć, że słuchaczy ma za idiotów. Niestety, „Wielkie wojny małych ludzi” to najsłabsza płyta w dorobku rapera ze Stepu i nie ratuje jej nawet charyzma Hukosa, którą dotychczas potrafił przyciągnąć do głośników. Celowo nie wspominam też o podkładach: lepiej tę sprawę przemilczeć.

 

kamasiKamasi Washington „The Epic”
Album trwający niemal trzy godziny, czaicie? To wprawia w konsternację, tym bardziej że nie bierze się za to znana jazzowa gwiazda, a debiutant. Kamasi Washington, co prawda, totalnie anonimową postacią nie jest (współpracował z Kendrickiem Lamarem, Raphaelem Saadiq czy Flying Lotusem), niemniej to ogromne przedsięwzięcie wydawało się porwaniem z motyką na słońce. Na całe szczęście, saksofonista zadbał, by przez 173 minuty słuchaczowi nie brakowało przenoszenia się w różne muzyczne światy i by „The Epic”, mimo towarzyszącej mu monumentalności, trawiło się stosunkowo lekko. To nie odkrywanie jazzu na nowo: fani Johna Coltrane’a czy Alberta Aylera zapewne nie dostrzegą w debiucie Washingtona niczego szczególnego, mnie jednak imponuje sam rozmach i – nomen omen – epickość tego projektu. Wielkie brawa należą się nie tylko Kamasiemu, ale również całemu zespołowi, który wziął udział w jednym z najlepszych projektów 2015 roku.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.