Błogosławiony Tolkien

tolkien
Opowiem Wam o pisarzu, który odegrał ważną rolę w moim dzieciństwie, a teraz okazuje się, że będzie towarzyszył mi także w dorosłym życiu.

„Władca Pierścieni” to książka mojego dzieciństwa. Trylogia Tolkiena wyprzedziła nawet „Harry’ego Pottera”, a czytałem je w podobnym czasie, czyli już w podstawówce. Wchłonąłem historię o Pierścieniu dość szybko, razem z kolegami próbowaliśmy nawet stworzyć własną Drużynę Pierścienia, ale że zbytnio nie mogliśmy znaleźć sensu jej istnienia, pomysł upadł. Zajawkę na Tolkiena podkręcały widowiskowe ekranizacje Petera Jacksona, do których wspólnie z przyjaciółmi odliczałem dni, a później kilkukrotnie oglądałem. Jednak po filmach zainteresowanie opadało i chociaż przeczytałem „Hobbita”, „Silmarillion” i „Dzieci Hurina”, to o „Władcy Pierścieni” prawie zapomniałem. Nosiłem się, co prawda, z zamiarem przeczytaniem trylogii raz jeszcze, ale nigdy mi to nie wyszło.

Wrócić do lektury chciałem nie tylko dla tego, by przypomnieć sobie losy Froda. Otóż przeczytałem gdzieś, że ruszyć ma proces beatyfikacyjny Tolkiena. Przetarłem oczy ze zdumienia i zapytałem się: „Dlaczego? Cóż ten wielki autor zrobił, by Kościół Katolicki chciał uczynić go błogosławionym?” Czytając dalej, dowiedziałem się, że był z niego gorliwy katolik (przyczynił się do nawrócenia C. S. Lewisa), a „Władca Pierścieni” to wielka, katolicka powieść. To zszokowało mnie jeszcze bardziej. Robert Tekieli łamie pióro na wytykaniu okultyzmu i satanizmu w „Harrym Potterze”, a „Władca Pierścieni”, gdzie trupów, magii, i zła jest znacznie więcej ma być katolicką książką? Dobre sobie. Wytłumaczyłem sobie, że chodzi o to, że Dobro wygrywa ze Złem i obiecałem sobie – po raz kolejny – że przeczytam trylogię.

Tymczasem zaczął się trzeci rok moich studiów filologii angielskiej. Rok, w którym trzeba napisać pracę licencjacką. Nie zastanawiałem się długo nad wyborem seminarium – literatura, bez względu na promotora. Na pierwszym, dość luźnym spotkaniu rozmawialiśmy m. in. o ulubionych książkach. Mnie zawsze trudno wybierać takie pozycje, jednak postawiłem na „Germinal” Zoli, ale że do pracy trzeba było wybrać anglojęzyczną powieść, wymieniłem „Judę nieznanego” Thomasa Hardy’ego. Na tydzień, w którym miałem wybierać temat swojej pracy, przypadł maraton oglądania trylogii Tolkiena, jaki zrobiliśmy sobie z narzeczoną (w końcu nawet jeżeli nie przeczytam „Władcy”, to chociaż obejrzę, prawda?). Wypatrywałem katolickiej symboliki, świadom tego, że film może ją okroić. Niemniej były i egzorcyzmy, i postacie, które można porównać do biblijnych, i Gandalf „zmartwychwstaje” po upadku w piekło, i pierścień można porównać do krzyża. Tych naprawdę czytelnych symboli było wiele. Postanowiłem: pracę licencjacką piszę właśnie o tym.

Opowiedziałem powyższą historię swojemu promotorowi, który był zaskoczony kilkoma rzeczami. Przede wszystkim tym, że Tolkien był tak wierzącym człowiekiem oraz tym, że tak wcześnie mam już konkretny temat pracy, a i że wiedzę mam niemałą, jak na ten etap. „Katolickie motywy i symbole we „Władcy Pierścieni” – tak miał brzmieć mój temat. Miał, bo okazał się zbyt szeroki jak na licencjat (zostawię go sobie na magisterkę). Postanowiłem, że skupię się na samym Pierścieniu. Symbolu, który może obrazować jedynie siłę, ale także być interpretowany jako broń masowego rażenia, co sugerowano za czasów Tolkiena oraz właśnie krzyż, do czego z kolei przekonują pozostałe symbole oraz wiara pisarza.

Obok mnie leży właśnie biografia Tolkiena, nieco dalej pierwsza część trylogii, w zakładkach mam już kilka artykułów dotyczących tego zagadnienia. Czeka mnie sporo czasu spędzonego z tym wybitnym angielskim pisarzem i jestem szczęśliwy, że udało mi się połączyć dwa bardzo interesujące mnie wątki w mojej pracy. Czy Tolkien powinien być błogosławiony? Tego niedługo się dowiem.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • To może być pierwsza interesująca praca licencjacka o Tolkienie, nie spierdol tego ;) Tak na poważnie – aż do przeczytania tematu pracy byłem pewien, że zamierzam napisać milionową pracę dyplomową z Tolkiena, która nie wnosi do tematu kompletnie nic. To może być ciekawe, chociaż w sumie i na ten temat napisano milion słów. Łap, może przyda Ci się do bibliografii: http://tolkienandchristianity.blogspot.it/

    • blogosiaka

      Jaki doskonały spis, dziękI!

      Generalnie licencjaty raczej nic nie wnoszą, ale chcę rzucić kilka świeżych spostrzeżeń – albo przynajmniej będących na drugim planie – i przede wszystkim to, że będę pisał o tym, czym naprawdę się interesuję może sprawić, że ta praca nie będzie zwykłym 20-stronicowym materiałem nadającym się jedynie na makulaturę.

      • Jak doczłapię do licencjatu to zrobię z niego dzieło sztuki :D

  • Pingback: [Warto zajrzeć] #26 | Tramwaj nr 4 książki i...()