Co to ja ostatnio przeczytałem? [3]

Dziś trochę inaczej, bo nie o jednej, a o dwóch książkach. Bardziej skoncentruję się też na całej twórczości Duńskiego pisarza, walczącego w II WŚ, podobno na wszystkich frontach, w niemieckiej armii – Svena Hassela. Książki, które dotychczas przeczytałem to (następne czekają na otagowanie w bibliotece):

Sven Hassel – Gestapo
Sven Hassel – Sąd Wojenny

Obie, jak i zapewne reszta, to wspomnienia z wojny. Obie o wojnie już po ataku Rzeszy na ZSRR. Obie mocne, napisane dość łatwym językiem i opowiadające przygody Pułku Karnego, w którym jest autor. Wspomnienia, jak każde, podkoloryzowane. Czasami naprawdę nieprawdopodobne (atak dwóch Niemców na obóz rosyjski, wysadzenie go w powietrze i co najważniejsze w tej wyprawie – zdobycie żywności), przerażające (przeraźliwy mróz powoduje odpadanie części ciała) i śmieszne.

Gestapo, oprócz przygód z walki, opowiada też o… gestapo. Czyli o funkcjonowaniu więzień gestapowskich, torturach (niektóre naprawdę kopały po dupie), głupich pretekstach, za które skazywano na śmierć. Sąd Wojenny porusza podobne tematy, ale jest więcej egzekucji. Przez rozstrzelanie, ścięcie czy powieszenie. Czasami również za głupoty. Bez szans obrony przed sądem. Hitler mówił, że na froncie nie ma żołnierzy, a liczna grupa była zabijana w więzieniach.

Bohaterzy książek to pułk karny, którego dowódcą jest Stary, zastępcą Hiszpan Barcelona. Pozostali to: pedant , przydupas, lizus –Heide, najgłupszy i najsilniejszy człowiek świata – Mały, największy wojenny cwaniak, mający coś na każdego, wszystkowiedzący – Porta, legionista – Legionista oraz autor, który jest chyba młody, bo rzadko się udziela. Są też inni, epizodyczni bohaterowie, ale nie odgrywają większych ról. Przeważnie giną. Jak to na wojnie.

Dla większości z nich wojna to najgorsze, co mogło się trafić, Hitler to szaleniec, a temperatury na froncie arktycznym nie do zniesienia. Ogólnie rzecz biorąc, książki Hassela pokazują, że nie wszyscy żołnierze niemieccy to mordercy, kaci i roboty bez uczuć. Po tych dwóch lekturach Niemców można wręcz polubić. Polecam, bo to jedyne książki jakie znam, stawiające Rzeszę w nieco lepszym świetle.

Zachęcić do przeczytania Was nie zachęcę, bo nie umiem pisać recenzji, czy czegoś w tym stylu. Pewnie większość nie doszła do tego momentu, ale co tam. Poza tym doszedłem do wniosku, że czytanie nieco mądrzejszych książek (Kłamstwo Katyńskie, Stosunki Międzynarodowe) bez przerywnika typu Hassel, Coben, czy King, jest dla mnie zupełnie niemożliwe.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.