Dwie podróże

tor

Najpierw zwiedziłem Niemcy, potem Brazylię. Na wycieczkę zabrało mnie dwóch panów i opowiadali głównie o piłce nożnej.

Ulrich Hesse, mój przewodnik, wynajął wehikuł czasu i przeniósł nas w lata przedwojenne. Na własne oczy ujrzeliśmy, jak wyglądał pierwszy niemiecki piłkarski mecz oraz jaką niechęć początkowo wzbudzał ten angielski sport. Gimnastycy spoglądali spod oka na kopaczy pęcherza, nie wierząc, że kiedykolwiek Niemcy pozwolą na poważne uprawianie tego podsportu. Niemniej, futbol się rozwijał, a Hesse pokazywał mi, jak zapełniały się stadiony, jak cieszyły Niemców pierwsze zwycięstwa międzynarodowe, jak mozolnie powstawała krajowa liga i piłkarze stawali się bohaterami narodowymi. Później przenieśliśmy się do czasów, kiedy RFN z Maxem Morlockiem i Helmutem Rahnem wznosili triumfalnie puchar za mistrzostwo świata. Niemcy wariowały na punkcie piłki, przekonywały się do tego, że ten sport można uprawiać profesjonalnie, a dalsze sukcesy klubowe i reprezentacyjne tylko wzmacniały ich miłość do futbolu. Długa była to podróż, czasami męczyła i przytłaczała nadmiarem informacji, ale trzeba przyznać, że była fascynująca. Poznałem piłkarskie Niemcy i choć nie stałem się od tego fanem Bundesligi, to lepiej zrozumiałem niemiecki futbol.

Następnie poleciałem na daleką wyprawę do Brazylii wraz z Alexem Bellosem. On pokazywał mi głównie, jak futbol rządzi tym barwnym, wielokulturowym państwem. W przeciwieństwie do Hesse, nie opowiadał aż tyle o historii, nie prezentował miliona statystyk czy informacji. Wyglądało to mniej więcej tak: weszliśmy do jakiegoś sklepu z guzikami z wizerunkami piłkarzy i Alex zaczął opowiadać o „guzikowym futbolu”, później graniu w piłce w lesie i o beach soccerze. Wcześniej zapoznał mnie z Brazylijczykami, którzy kopali futbolówkę na Wyspach Owczych i byli z tego dumni – niesamowite! Widzieliśmy nawet Ronaldo zeznającego przed komisją śledczą ds. przegranego meczu finałowego w 1998 roku. Bellos mówił o wielu nieprawdopodobnych wydarzeniach pełnych ludzkich dramatów, roznegliżowanych kobiet w konkursach piękności, a także religii. To ostatnie było intrygujące: w tym chrześcijańskim kraju roi się zabobonów czy wiary w klątwy, które ciążą nad ludźmi. Przekonałem się, że w Brazylii dosłownie wszystko kręci wokół piłki. To pięknie, szczególnie gdy pomaga wyjść z nędzy, ale bywa i przerażające, gdy kibice atakują piłkarzy po przegranym meczu. Niestety, nie zawsze jest kolorowo jak podczas karnawału – polityka miesza się w sport, a korupcja niszczy piłkę nożną od środka. Reprezentacji Brazylii kibicowałem ostatnio podczas Mistrzostw Świata 2002 i od tamtego czasu miłość do ich futbolu nieco zmalała, ale podróż z Bellosem mnie oczarowała i zachęciła do częstszego sprawdzania, co w tamtejszej lidze piszczy.

Aż chce mi się wybrać w kolejną piłkarską podróż. Tylko gdzie teraz? Kto powinien być moim przewodnikiem?

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.