„I nie było już nikogo” Agathy Christie w klimatycznej serialowej odsłonie

i-nie-bylo-nikogo-serial-bbc-kryminal

Jedna z najlepszych książek Agathy Christie doczekała się kolejnej ekranizacji. Tym razem serialowej. Zrobionej nowocześniej, ale z klasą i duchem powieści angielskiej mistrzyni kryminałów.

Odkąd BBC w genialny sposób przeniosło na mały ekran przygody Sherlocka Holmesa, można było wypatrywać kolejnych ekranizacji brytyjskich powieści detektywistycznych. Historie Herculesa Poirot prawdopodobnie uznano by za zbyt wielką kalkę „Sherlocka”, jednak „I nie było już nikogo” okazało się strzałem w dziesiątkę.

Dla tych, którzy nie znają powieści Christie: U. N. Owen zaprasza na tajemniczą Wyspę Żołnierzyków dziesięć niezwiązanych ze sobą osób. Goście spotykają się w rezydencji, by uświadomić sobie, że chociaż wszystko zostało przygotowane na ich przybycie, gospodarz jest nieobecny. Problem w tym, że goście zaczynają… ginąć. Jeden po drugim. I wszystko według słów wierszyka wiszącego na ścianie w domu. Ten wyjątkowy kryminał wciąga tak bardzo, że trzeba dziękować Christie za to, że powieść nie jest zbyt długa – inaczej moglibyśmy przedłożyć ją nad swoje obowiązki.

Serial, a w zasadzie miniserial, ma tylko trzy odcinki, z których każdy trwa niecałe 60 minut. Można go zatem – podobnie jak książkę – łyknąć w jeden dzień. I naprawdę warto to zrobić: tajemniczy klimat, narastające napięcie i rosnący, rodzący się w głowach gości niepokój i strach udało się przenieść na ekran. Podobnie jak w powieści Christie, także w serialu możemy sami bawić się w detektywa i zastanawiać się, który z bohaterów jest mordercą, czy na wyspie pojawi się gospodarz albo czy nastąpi goście zostaną wybawieni.

(UWAGA, NIEWIELKIE SPOJLERY)
Jeżeli lubicie, gdy scenarzyści ekranizacji trzymają się tego, co zostało zapisane przez autora literackiego pierwowzoru, to zdziwi was zmodyfikowane zakończenie. Możecie psioczyć także na to, że bohaterowie serialu jednym z remedium na wzrastający stres robią alkohol i upijają się podczas szaleńczej imprezy. Być może niewielkie zmiany w historiach poszczególnych gości mogą was rozsierdzić – ja natomiast potraktowałem to wszystko jako odświeżenie znanej mi dobrze fabuły i mam wrażenie, że całkiem nieźle na tym wyszedłem. Wkręciłem się w tę historię na nowo.
(KONIEC SPOJLERÓW)

Krótko mówiąc polecam – popisy aktorskie Charlesa Dance’a (czyli Tywina Lannistera), Aidana Turnera (czyli Kiliego z „Hobbita”), Toby’ego Stephensa i Maeve Dermody ogląda się naprawdę przyjemnie. W powietrzu unosi się mistyczna, tajemnicza aura, widzimy piękne zdjęcia i dopracowaną scenografię, trup ściele się gęsto i sami próbujemy rozwikłać kryminalną zagadkę – nie mówcie, że to nie brzmi jak dobra zabawa.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.