Książki vs muzyka: Raj tuż za rogiem [2]

rajtuzzarogiem

„Raj tuż za rogiem” to jeden z moich ulubionych kawałków Bisza, mimo tego zbierałem się dość długo, by przeczytać książkę o tym samym tytule autorstwa Mario Vargasa Llosy. Jak się okazało, oba te utwory nie mają ze sobą wiele wspólnego.

Pierwszy był Bisz. Jego „Raj tuż za rogiem” pochodzący z „Burzy i naporu” to romantyczny lovesong oparty na koncepcie dialogu między dwojgiem zakochanych. Zachwyca w nim mieszanka emocji. Irytacja związana z bezsilnością i ciągle uciekającymi marzeniami przeplata się z wrażliwością. Czułość wypowiadanych fraz podchodzi niekiedy pod patos i grafomanię, ale to jeszcze bardziej uwidacznia złożoność rapera mającego większe ambicje niż możliwości i szukającego chwytliwych wersów.(Co, nawiasem mówiąc, udało mu się – „skoki na bungee bez bungee” i „topienie się w endorfinach” pojawiały się przecież pod zdjęciami nastolatek). Partnerka uzupełnia jego myśli i ironicznie studzi jego zapał, czym jeszcze bardziej dopełnia utwór. Jedyne, co mnie tu denerwuje, to zupełnie nieprzystający do kawałka wers: „Chcę się z tobą kochać, a nie z gównem jebać co dzień”, który razi i chociaż taka jego rola, to bez niego nie byłoby niepotrzebnego zgrzytu w kawałku.

Po tak romantycznym kawałku można było się spodziewać, że „Raj tuż za rogiem” Llosy to romans, w którym miłość przeplata się co chwila druzgotanymi marzeniami. Jednak powieści peruwiańskiego noblisty daleko to harlekinów. To historia dwóch znanych osobistości. Pierwszą z nich jest Flora Tristan, hiszpańska feministka, walcząca o prawa kobiet i robotników. Na jej poglądy wpływ ma nieszczęśliwe małżeństwo i wychowanie w biedzie, które nie pozwoliło jej ani jej dzieciom na dobry start. Flora odwiedza okrutnie wyzyskiwanych robotników, tłumacząc im swoją utopijną ideologię i wręczając im swój manifest o wiele mówiącej nazwie „Unia robotnicza” (w książce jako „Jedność robotnicza”). Rozdziały z historią feministki przeplata opowieść o jej wnuku, którego nigdy nie poznała – malarzu Paulu Gauguinie. Większość czasu przebywa on na Tahiti, gdzie demoralizuje lokalną ludność, pije litry drogiego alkoholu i wiąże się z kilkunastoletnimi dziewczynkami. Jego losy to efekt niezrozumienia jego twórczości i poglądów na kontynencie europejskim oraz obwiniania go o spowodowanie szaleństwa jego przyjaciela Vincenta Van Gogha. Miłość naturalnie istnieje zarówno u Paula (tu bardziej fizyczna), jak i u Flory, ale nie jest głównym składnikiem ich życia. Ot, dramat. Pięknie napisany, z niespotykaną narracją, z niezwykle urzekającym klimatem i rozbudowanymi opisami.

Jak widać, jedno z drugim poza tytułem nie ma zbyt wiele wspólnego. A skąd wziął się tytuł? „Raj tuż za rogiem” to popularna w Hiszpanii i Peru dziecięca zabawa w poszukiwanie raju. Jedno biega zadając pozostałym pytanie: „Czy tu jest raj?”, a odpowiedź brzmi: „Jest tuż za rogiem”. Jestem przekonany, że kawałek Bisza doskonale znacie, natomiast powieść Llosy jak najbardziej polecam. Nawet jeżeli to opowieść o ludziach, z których poglądami nie za bardzo mi po drodze, to warto było po nią sięgnąć.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.