Oblicza polskiego hip-hopu

okładka-przód

Piotr Sadowski i Andrzej Graff twierdzą, że polski hip-hop ma wiele twarzy. Mają rację. Niestety, sami pokazują nie tylko te oblicza, jakie chcielibyśmy oglądać.

Twarz zajawkowicza
Sadiemu i Graffowi nie można odmówić determinacji, dzięki której zgłębiali hip-hopowe zakamarki na długo przed „Skandalem”, Bogną Świątkowską czy Liroyem. Umówmy się, jeżeli chodzi o hip-hop w Polsce to czasy prehistoryczne. O ile całkiem sporo wiemy o tym, jak rozwijała i rozprzestrzeniała się ta kultura w latach ’90, to wcześniejsze czasy są białą plamą, którą Sadi i Graff przynajmniej w części zapełniają. „Polski hip hop posiada wiele twarzy” to niezwykła podróż w czasie ukazująca trudy, z jakimi musieli zmierzyć się autorzy, by poszerzać znajomość hip-hopu. Nie przesadzę, jeżeli powiem, że obaj panowie poświęcili tej kulturze swoje życia i to dzięki nim – przynajmniej w jakimś stopniu – hip-hop w Polsce stoi na tak stabilnych fundamentach. Początki polskiego breakdance’u, pierwsze graffiti, próby przeniesienia Universal Zulu Nation do naszego kraju – Sadi i Graff wykonywali tytaniczną pracę, by uświadamiać nasze społeczeństwo i chwała im za to.

Swoją drogą, ciekawie wyglądało to UZN, a dzięki przeróżnym kodeksom i regulaminom stowarzyszenia, jakie zamieścili w publikacji autorzy, można odnieść wrażenie, że organizacja Afrika Bambaaty działała niemalże jak sekta.

Twarz partacza
„Korekta: Brak korekty” – zmroziło mnie, gdy przeczytałem tę informację na stronie redakcyjnej. Nie musiałem długo czekać, by dało się zauważyć ten brak: na następnej stronie widać już „nie ma” napisane łącznie. Podobnych błędów, a także powtórzeń, źle postawionych przecinków czy nieskładnych gramatycznie zdań jest naprawdę wiele i znajdują się prawie na każdej stronie. Przypomina to styl licealisty, który pisze wypracowanie na godzinę przed oddaniem go w ręce nauczyciela. Rozumiem, że autorzy nie muszą mieć dobrego pióra, jednak wystarczyłoby oddać ten tekst komuś do korekty, a książka zyskałaby na jakości. Jeżeli korektor był za drogi, to trzeba było to dać jakiemukolwiek znajomemu – te błędy rzucają się w oczy tak bardzo, że każdy jest w stanie je wyłapać. Niestety Sadi i Graff wiele sobie z tego nie robią. Pod recenzją Szymona Groenke, który wypomniał im literacką nieporadność, widnieje taki komentarz autorów:

„Można domniemywać, że Szymon Groenke czytając jakiekolwiek książki czy posty na widok języka polskiego po prostu jest bliski orgazmu. Stąd też treść jego postu. Natomiast namiastką odpowiedzi na powyższy post (autor nastawiony na NIE) są opinie czytelników na empik.com oraz lubimyczytac.pl oraz rekomendacja książki „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” przez Hirka Wronę na www.sadigraff.pl

Poza tym treść i forma książki była zamierzona (freestyle’owa). Szymon Groenke nie potrafi czytać między wierszami. Pominął wiele kwestii, które występują w całej książce. W swoim poście udowodnił, że jego rolę w polskim hip hopie poza internetowym”.

Jak widać, autorzy mają słuchaczy hip-hopu za kretynów i niedouczonych osobników, którym błędy nie powinny przeszkadzać. Zresztą, kto by się przejmował czymś takim jak język polski, prawda? Liczy się przekaz, nie ortografia. Można odwalić coś na pół gwizdka, a potem narzekać, że to czytelnicy mają za wysokie wymagania. Szkoda też komentować, jak te próby ataków mają się do ciągłego wspominania o tym, jak ważny w hip-hopie jest szacunek. Swoją drogą, to takie typowe w polskim rapie: pada pomysł, żeby coś zrobić, a brakuje chęci, by się do tego naprawdę przyłożyć.

Twarz męczennika
Rozumiem, że Sadi i Graff dorastali w nieco innych czasach niż ja czy inni słuchacze hip-hopu. Irytuje mnie jednak ciągłe podkreślanie swoich trudów. W książce mamy setki informacji o tym, czego kiedyś nie było. Musieliśmy płacić za kawiarenki internetowe, bo nie było tego w każdym domu. Musieliśmy wysyłać listy, bo nie było Skype’a ani Facebooka. Musieliśmy kopiować kasety, bo nie było YouTube’a. Musieliśmy… Panowie, rozumiem, że to były inne czasy i naprawdę doceniam to, ile włożyliście w energii, by pchać to dalej, ale po co podkreślać to w każdym rozdziale? Przeciętny czytelnik wie, że internet, poczta elektroniczna, Skype i tym podobne nie istnieją od zawsze. Mam czuć się winny albo gorszy, że nie muszę wkładać aż tyle wysiłku co Wy, by poszerzać wiedzę? Zresztą, całe to nastawienie, że kiedyś było lepiej, a teraz nie ma już tych „prawdziwych”, nikt nie ma wiedzy i w ogóle hip-hop się skończył jest śmieszne.

Twarz buca
W komentarzach pod recenzją Szymona znajdują się też inne wypowiedzi Sadiego i Graffa. Oto najlepsze wycinki (oczywiście w formie bez korekty):

„a czy hip hop nie powinien być wolny, choćby od komercyjnej kontroli m.in mediów. I też tak jest jeżeli chodzi o polski hip hop jako subkulturę… Jednak m.in dla Gimbusów to trudne do zrozumienia. Nie mniej jednak pisanie na klawiaturze, a fajna rozmowa w 4 oczy przy zimnym piwku to dwie rózne rzeczy.”

Jest „gimbus”, oczywiście, można było się tego spodziewać. Najłatwiejszy przytyk, prawda? I nie jest ważne to, że Szymon jest po dwudziestce i o polskim rapie wie naprawdę sporo.

„Czy dziennikarze portali internetowych piszą swoje posty stosując dokładną ortografię, gramatykę itp. Nie sądzimy.”

Od dawna wiadomo, że Marcin Flint, Tymon Smektała, Andrzej Cała czy Dominika Węcławek popełniają masę błędów w swoich tekstach. Do historii polskiego rapu przeszła literówka Flinta z recenzji płyty Vienia, kiedy to omsknął mu się palec na klawiaturze numerycznej i zamiast 5/10 wystawił 8/10.

„Dla ciebie to może niewygodne, ponieważ Ekspertem do spraw Zulu Nation to ty nie jesteś. Raczej kimś w rodzaju poszukiwacza „kwadratowych jaj”. Jeszcze raz big thank YOU za twoją pracę. Egzamin przed kolegami zdałeś”.

„Dla innych dla przykładu takich jak Wy Panowie dziennikarze, którzy twierdzą, że jest to „uciążliwe” wiadomo, że hip hop dla wielu takich osób zaczął się gdy pojawił się YouTube i możliwość tworzenia blogów.”

„Panowie nie piszcie recenzji książki „O lotach w kosmos” jeżeli tam nigdy nie byliście. Jako dziennikarze, a to całkiem inne spojrzenie na świat hip hopu napiszcie książkę o naszej książce, albo „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy 2″. Tylko wiedzę tam zapisaną nie bierzcie z Internet”

I znowu: bo Wy się czepiacie, bo się nie znacie, bo jak nie byliście tam z nami, to nie macie prawa oceniać i nie ważcie się krytykować polskich dróg, bo nie macie za grosz pojęcia, jak trudno jest te drogi robić.

Nie można odmówić wiedzy na temat polskiego hip-hopu Sadiemu i Graffowi, to pewne. Jednak to nie wystarczy, by uznać „Polski hip hop posiada wiele twarzy” za dobrą książkę. Formy tej książki nie da się zaakceptować: czyta się ją siermiężnie, rytm burzą błędy i styl rodem z internetowych komentarzy (autorzy twierdzą, że to freestyle). Mimo ogromnego potencjału edukacyjnego, ta pozycja została wydana na pół gwizdka, bez poszanowania czytelnika. Co więcej, jak sami widzicie, autorzy nie akceptują żadnej krytyki i najchętniej rozszarpaliby tych, którzy śmią wyrazić jakiekolwiek wątpliwości, co do ich, ekhm, dzieła.

Nie potrafię zrozumieć zarówno tego niedopracowania, jak i ich nastawienia. Pewnie i tutaj pojawi się opinia, że mimo wszystko reklamuję ich książkę oraz rada, żebym rozwijał się „w dobrym kierunku pamiętając że DISS nie jest już na topie”. Cóż, mam nadzieję, że następny krytyczny głos dotyczący tej publikacji sprawi, że jej drugie wydanie lub następna książka tych autorów będzie dopracowana i oddana do korekty. Szkoda, by Waszą wiedzę niszczyły tak prozaiczne i łatwe do uniknięcia sprawy.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Daj link do tych publikacji.

  • Sadi Graff

    Wszystkiego najlepszego dla podwórkowych dziennikarzy, którzy do recenzji książki podchodzą jak do egzaminu maturalnego. NIE BYŁO KOREKTY I NIE BĘDZIE, A KSIĄŻKA JEST NIE DLA „BADACZY” JĘZYKA POLSKIEGO.

    Dla wszystkich internetowych aferzystów dedykujemy 2 fragmenty z książki:

    1.”Wiele osób po przeczytaniu tej publikacji będzie śpiewać, tańczyć i wiwatować. Nie zabraknie też tych, którzy z trupimi czaszkami w oczach będą atakować nas w sieci, natomiast królowie zamieszania będą organizować uliczne pikiety na skalę ogólnokrajową”.

    2.”Natomiast „zawieszeni” w swojej podróży wirtualni krzykacze oraz pseudo eksperci będą wymyślać pytania, których sami nie rozumieją tworząc niekończące się opowiadania z „krainy wiklinowej zatoki”.

    PANOWIE PODWÓRKOWI DZIENNIKARZE zachowujecie się jak ŚWIADKOWIE JEHOWY. Wybieracie poszczególne zdania w połowie ucięte i tworzycie recenzje książki z naszych odpowiedzi na treść głupich ocen z waszej strony. Boli was korekta. To wasz problem. Gdyby książka została oddana do któregoś z was – fanatyków pisowni polskiego języka – w celu wykonania korekty to podejrzewamy, że cały urok „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” prysnął by bezpowrotnie. Tacy jak wy zrobilibyście z tej książki sterylnie dopracowaną pracę doktorską, a nie o to chodzi. Ale cóż obsesja to obsesja.

    „Polski Hip Hop Posiada Wiele Twarzy” to nie Encyklopedia PWN czy Biblia. Ta książka to luźna pisemna rozkminka pewnych zagadnień, przemyśleń ludzi, którzy tworzyli hip hop w REALU NA ULICY, a nie tak jak wy w sieci, w ukryciu. Niektórzy z was w czasach kiedy polski hip hop powstawał zapewne nie wychodziła by z domu, bo nikt prawdopodobnie nie chciał by z wami rozmawiać, a w sieci jesteście the best?

    Książka „Mein Kampf” Adolfa Hitlera też jest napisana chaotycznie. A popatrzcie na fakt – pomimo tego ma miliony sympatyków na całym świecie.

    Brnijcie dalej w swojej ślepej tułaczce mówiąc jeden drugiemu: jesteś dobry, ale ja jestem lepszy , bo wykonałem więcej „projektów”. Poza tym nic więcej. taka moda na blogi, projekty, strzelanie z łuku, dobre rady nikomu niepotrzebne itp.

    HAVE A NICE DAY

    • iga

      Mam wrażenie, że gdybyście tylko mogli, okładalibyście swoją książką wszystkich ludzi, którzy OŚMIELILI SIĘ konstruktywnie ją skrytykować. Jest w Was więcej nadęcia i braku samokrytyki niż we wszystkich blogerach razem wziętych, którzy akurat z krytyką zmagają się znacznie częściej niż ludzie, którzy raz w życiu napisali dłuższy tekst. I nie wierzę w to porównanie do „Mein Kampf”, bo jeśli było na serio (a sprawia takie wrażenie), to jestem w szoku jak bardzo bezmyślnie można bronić własnego zdania. Skracacie tym pole do merytorycznej dyskusji i wystawiacie siebie i swoją książkę na jeszcze większe pośmiewisko, just sayin’ :)

      • Sadi Graff

        Brawo iga. czekamy na twoją publikację dosłownie o kulturze hip hop w Polsce. Książek na temat hip hopu lat 80-tych i 90-tych w PL nie jest na pęczki. Mamy do ciebie pytanie: czy nasza książka to prawda czy fikcja? Podczas „tworzenia” PHHPWT zależało nam na prawdzie. pozdrawiamy.

  • Pingback: Korekta: brak korekty – goodkid()

  • Pingback: Szamo, czyli jak zrobić przyjemne czytadełko | Blog Mateusza Osiaka()