Ostateczne rozwiązanie kwestii Laika – Zakamarki kolekcji #3

Dziś „Zakamarki kolekcji” w nieco innym wydaniu. Mniej będzie anegdotek i opowieści związanych z samą opisywaną płytą, za to z obszernym komentarzem dotyczącym LaikIke1’a, rapera, który współtworzył jedną z najlepszych płyt ostatnich lat – „Milczmena Screamdustry”. 

Jeżeli w jakiejkolwiek dyskusji o rapie pojawia się wątek Laika, rozmówcy szybko odbiegają od głównego tematu i zaczynają ostre kłótnie na jego temat. Momentalnie tworzą się dwa fronty, które nienawidzą się jak nazizm z komunizmem. Szarości za grosz. Białe jest białe, a czarne – czarne. Albo odwrotnie. Staram się już unikać tych dysput, z których jeszcze nic dobrego nie wynikło i nikt nie zmienił swojego zdania,  a że często stawałem po stronie Laika, przytknięto mi łatkę jego psychofana. Czy słusznie? W dzisiejszym tekście postaram się na poważnie – bo internet rządzi się swoimi prawami – wyjaśnić, co sądzę o naszym najbardziej kontrowersyjnym raperze.

„Ty psychofanie”
Przed „Milczmenem Screamdustry” darzyłem Laika dość sporą sympatią: przekonywał mnie z „Levelu” na „Level” i w kolejnych gościnnych występach. Jednak premierę jego najgłośniejszej solówki po prostu przespałem. Nie miałem ciśnienia, by zamawiać preorder, szukać linków do ściągnięcia czy odsłuchiwać ją na YouTube. Widziałem coraz więcej pochlebnych opinii, recenzji, udostępnień numerów na Facebooku, ale nie chciało mi się za to zabrać. Dopiero jakiś czas po premierze napisał do mnie Marcin Żmudzin, redaktor naczelny nieistniejącego już Gramrapu, z pytaniem, czy nie chciałbym dostać „Milczmena” do recenzji. Pierwszy raz zaoferowano mi taki deal, więc chętnie propozycję przyjąłem, nie wiedząc jeszcze na co się porywam.

Płyta przyszła, odpaliłem ją i… odpadłem. Chłonąłem niezrozumiałe początkowo metafory, fascynowałem się budowaniem klimatu poprzez modulację głosu, zostałem znokautowany punchline’ami, z otwartymi ustami zauważyłem, jak fantastycznie Laik poskładał tam X-krotne rymy. „Milczmen” wkręcił mi się niesamowicie, nie schodził z głośników niemal przez dwa lata i do tej pory uważam ten krążek za jeden z najlepszych w polskim rapie. Psychofaństwo, co?

A jak powiem, że „Bybzi Bybzi” sprawdziłem ze dwa lata temu i niespecjalnie trafiło w mój gust? Ba, przesłuchałem je może ze trzy razy i – nie wiedzieć czemu – zupełnie odpuściłem? A jak powiem, że „pisanki” Laika olewam, bo brzmią jak bełkot gościa, który właśnie przesadził z alkoholem? Chyba zburzyłoby to obraz prawilnego psychofana, który stalkuje w internecie profil swojego idola i z głowy cytuje jego wypowiedzi. 

„To grafoman”
W argumencie, który zdaje się być największym działem wymierzonym w Laika, jest trochę racji. Marcin czasami zdecydowanie przesadza z sileniem się na artyzm i odlatuje swoim gliderem wysoko ponad fanów. Zresztą, w tytułowych kawałkach z „Milczmena Screamdustry” – i nie tylko – znajdą się przesadnie rozbudowane linijki z niepotrzebnymi ozdobnikami. Rozumiem, że ludzie tego nie akceptują, nie lubią i nie mają zamiaru rozkminiać, o co chodzi autorowi. Jednak ja ze swojej strony rozumiem także jazdę Laika, który stara się jak najbardziej urozmaicić utwór i wetknąć w wersy jak najwięcej różnych odniesień. Szanuję takie podejście, tym bardziej że nie ma swoich słuchaczy za durni, tylko wierzy, że skumają jego tok myślenia i wyłapią poutykane wszędzie perełki. Co więcej, sam lubię takie zagadki jak w „?” czy zabawy słowem typu: „Zdębiałbyś? Mimo że już po raz enty”, które nie odnoszą się zupełnie do historii, a jednak tworzą jeszcze jedno tło. Momentami teksty Laika trącą grafomanią – zgoda. Ale warto pamiętać, że na tej płycie są takie kawałki jak „Folwark zwierzęcy”, „Napad na Babel” czy „Lulaj, syneczku mój”, w których liryka stoi na najwyższym poziomie. 
„Nie ma flow”
Dyskusje na ten temat są równie burzliwe (i równie głupie), co w przypadku grafomanii, a kiedy dochodzi do definiowania flow zaczynają być żałosne. Bo monopol na flow mają Mes, Zeus, VNM. Ewentualnie flow tożsame jest z przyspieszaniem bądź po prostu szybkim rapowaniem. A Laik flow nie ma i koniec. Przypuszczam, że nawet gdyby nagrał świetnie nawinięty numer, to i tak ludziom coś by nie pasowało. Nie to, żebym uważał, że Laik jest jakimś królem nawijania, ale naprawdę podoba mi się, jak czasami dominuje bity, choćby w „Napadzie na Babel” czy jak wyciąga z podkładu wszystkie emocje w „Lulaj, syneczku mój”. 
„Teraz Wrocek – śliski temat”
Odbiegam już zupełnie od „Milczmena”, ale koncert Rap Addix we Wrocławiu to temat wart skomentowania, tym bardziej że w sieci niejedną kłótnię przeprowadziłem (pech, że większość zaczynała się od mojej prowokacyjnej wypowiedzi, a później trzeba było pisać bezsensowne eseje…). Nie byłem tam, nie mnie oceniać, co tam zaszło oraz jak czuli się fani, którzy przyszli dla Laika, a ten uciekł taksówką do domu. Osobiście uważam, że takie najebanie się i pójście sobie w pizdu pasuje do niego i jego wizerunku niepokornego rapera – jakkolwiek to nieprofesjonalne, chamskie w stosunku do fanów czy cokolwiek. Co czułbym w takiej chwili? Nie wiem, pewnie nie wybrałbym się na koncert Laika, bo głupio byłoby mi stać pod sceną i słuchać o „heblowaniu rąk upośledzonych mas” na koncertach.
Podsumowując, cenię Laika i uważam go za jednego z najciekawszych raperów w kraju, „Milczmen” to ścisły top ostatnich lat w mojej osobistej hierarchii, daleko mi jednak do szalonego psychofaństwa i wykłócania się o jego twórczość. (Ba, zapraszam w zakładkę „Sprzedam”). Czekam zarówno na Rap Addix, płytę z Biszem i elhuaną, jak i na drugi projekt z Młodzikiem. Właśnie, Młodzik – gość, który stworzył na „Milczmenie” świetny klimat, jest zbyt często pomijany. Co śmieszne, ja – próbując w recenzji zarzucić cokolwiek tej płycie – zaatakowałem właśnie jego, wytykając podkładom brak wyrazistości. 
Zresztą ta recenzja – jak wszystkie inne tej płyty – była strasznie słaba. Recenzując „Milczmena” trzeba całą treść tej płyty uogólnić, bo jak zaczniemy się wgryzać w te wszystkie odniesienia analizując, co poeta miał na myśli, to wyjdzie nam z tego praca magisterska. Chyba nie czytałem tekstu o tej płycie, w której nie pominięto jakiegoś ważnego szczegółu bądź gdzie chociażby streszczono wszystko, co jest na niej zawarte. Trudno pisało mi się tamten tekst i nie byłem z niego zadowolony, ale cóż, płytę przyjąłem, coś trzeba było na Gramrap wrzucić, a że wtedy zdolności miałem, jakie miałem…
Od Laika są lepsi raperzy: niektórzy po prostu lepiej nawijają, inni piszą celniejsze teksty i tak dalej. Jednak chyba tylko on tak dosadnie potrafi przekazywać emocje. Raz brutalnie, jak gdy mówi o „aborcji z buta”, innym razem wzrusza, potrafi być delikatny, ale też trafia nas wersami w szczękę i dobija agresywną nawijką. Z całym bagażem jego wad i zalet to taka osobowość, że stwierdzenie „nikt w Polsce jak Laik” trzeba podbić. A „Milczmen Screamdustry” to pozycja obowiązkowa. I nie wystarczy jeden odsłuch, musicie tę płytę zrozumieć, a potem możecie już rzucać kamieniami. 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    „nienawidzą się jak nazizm z komunizmem” co było doskonale widoczne w roku 39. Ciekawy tekst ale do Kabzjego to Ci jeszcze trochę brakuję. I nie rozumiem jak nie można jarać się Bybzim toż to pierdolony klasyk nad klasyki, może trochę toporny ale R A P to nie tylko flow…

  • Pingback: Dzień z… LaikIke1 [14] | Blog Mateusza Osiaka()