Dzieci i ryby głosu nie mają?

Renata Przemyk, Kim Nowak, Voo Voo i Myslovitz – te gwiazdy uświetnią Festiwal 4M Mińsk Mazowiecki Miasto Muzyki. Nie ukrywam, że podczas trzydniowej fety najciekawiej zapowiada się druga odsłona festiwalu (4 czerwca). Najpierw coraz bardziej prestiżowy konkurs Rock In Mińsk Fest, a na deser występy całego klanu Waglewskich. Przyznam na wejściu, że Voo Voo znam pobieżnie, za to interesuje mnie, co pokaże Kim Nowak – nowy projekt Fisza. Z tego, co wiem nie ma żadnych szans na to, że Wagiel będzie rapował, ale może to i lepiej. Dlaczego? O tym niżej.
Pisząc notkę o „raperach, którzy nie umieją rapować” nieświadomie pominąłem Fisza. Młody Waglewski to na polskiej hip-hopowej scenie postać już nieco zapomniana. Dla mnie jest teraz przede wszystkim redaktorem w Trójce, prowadzącym wraz z ojcem Magiel Wagli. Za to, że dzięki niemu mogłem usłyszeć w Polskim Radiu „Award Tour” A Tribe Called Quest jestem mu dozgonnie wdzięczny. Teraźniejszość Fisza jako muzyka to Kim Nowak, grupa, w której tworzy razem z bratem (Emade) oraz gitarzystą Michałem Sobolewskim. Trzeba jasno powiedzieć, że ten skład nie wnosi nic nowego. Powielane schematy, czasem ma się wrażenie, że to tylko spolszczone wersje zagranicznych kawałków. Co prawda Emade i Sobolewski dają radę znakomicie, ale z Fisza wokalista rockowy jest marny i ojcu może czyścić buty. Niemniej jednak od pierwszego odsłuchu płyty chciałem ich zobaczyć na koncercie, bo ten materiał na żywo może sprawdzić się idealnie. Jak będzie, to się okaże. Ale wróćmy do Fisza – rapera. Wydawałoby się, że początek powinien mieć łatwy. Ojciec – legenda, szybkie wejście w muzyczne kręgi i wielka kariera. Było i jest troszkę inaczej.
Bartosz Waglewski zadebiutował w 2000 roku albumem „Polepione dźwięki”. Album był czymś nowym na polskiej scenie, odbił się echem, bla, bla, bla. Przede wszystkim, myśląc o debiucie Fisza mam jedno skojarzenie – Czerwona sukienka. Pierwszy kawalek hip-hopowy, jaki usłyszałem, najlepszy polski storytelling, najlepszy kawałek Fisza. Można powiedzieć przepis na to, żeby odnieść sukces. Owszem, udało się. Tylko, że Waglewski stał się niewolnikiem tego kawałka. Po każdej płycie pojawiały się głosy, że „szkoda, że nie ma takiego numeru, jak Czerwona sukienka”. Fisz nigdy nie przeskoczył tego kawałka i ma opcji, żeby kiedykolwiek nawet zrównał się z nim. Dlaczego? Dlatego, że młody Wagiel to ulubiony raper niedźwiedzi, które chcą zapaść w zimowy sen. 
Kiedy dowiedziałem się, że Fisz ma wystąpić w Mińsku, od razu wróciłem do kilku jego płyt. Przeleciały ukradkiem, nic nie zapamiętałem. Następnego dnia zrobiłem kolejne podejście. Zdarzały się dobre kawałki. Sporo dobrych tekstów, Świetnie bity od Emade (szczególnie na „Heavi Metalu”). Ale te albumy w całości były tak nudne i ciężkostrawne, że nie dawałem rady słuchać ich w całości bez zrobienia sobie ogromnego kubka kawy. 
Nie, nie mam w planach zostać największym hejterem Fisza. Lubię go jako osobę, kilka jego kawałków to klasyka, zdarzają mu się dobre storytellingi, ale to nie zmienia faktu, że jest jak najnudniejszym polskim MC (ale Ras już depcze po piętach), najbardziej offbeatującym raperem, nawijać kompletnie nie potrafi, no i czasem te teksty są tak bezsensowne, że głowa mała. Pewne jest, że z cienia ojca nie wyjdzie. Nie ma takiego głosu, nie ma takich tekstów, nawet charyzmy względem Wojtka mu brakuje. Fisz, jak prawdziwa ryba nie ma głosu przy legendzie ojca. Oczywiście zestawianie ich razem może nie jest odpowiednie, bo jeden to rockman, drugi to… no i nie wiem czy nazwać Fisza raperem czy rockmanem, czy kimkolwiek innym. W każdym razie bloger ma to prawo, że porównać może wszystko.
Początkowo miałem napisać notkę mocno krytykującą młodego Waglewskiego. Potem włączyłem „Heavi Metal”. Zdecydowanie najlepsza jego płyta, produkcja po prostu genialna (wiem, powtarzam się). Zacząłem szukać plusów, gdziekolwiek się dało. Wypisałem chyba wszystkie wady i zalety, jakie znalazłem. Napisałem notkę i wiecie co? Cieszę się, że już nie muszę go słuchać, żeby wyrobić sobie opinię albo nie pominąć czegoś ważnego. 
PS. Na koncercie i tak będę skakał.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.