Najbardziej irytujące piosenki cz. 2

Pogrzebałem chwilę w zakamarkach mojego mózgu, odkurzyłem wszystko z kategorii „irytujące” i okazało się, że denerwujących piosenek jest cała masa. Sporo z nich odrzuciłem na samym początku, bo za niehumanitarne uznałem zjechanie hitów z wersami takimi jak: „Seksualna niebezpieczna, taka jestem lubię być niegrzeczna”. Odpadły propozycje piosenek zespołu Kombi – musiałbym wymieniać wszystkie ich twory, które dane mi było słyszeć. Z powodu nadmiernego urodzaju wypadła „Umbrella ELA ELA E E E E”. Zastanawiałem się też nad piosenką „My Heart Will Go On”, ale nie miałem sumienia jej tutaj umieszczać, co prawda irytuje mnie jej ciągłe puszczanie, ale to bardzo ładny utwór. „Can’t get you out of my head”, którego nienawidziłem jako małolat teraz przeleciało bez poruszenia wskaźnika zdenerwowania, ba nawet nóżka drgnęła. Zostało pięć strasznych piosenek. Oto one:

MARYLA RODOWICZ – MAŁGOŚKA

Zdecydowanie najgorszy polski twór muzyczny, wykonany przez najgorszą piosenkarkę. Nienawidzę tej piosenki, a jest wszędzie. Zawsze, gdzie pokazuje się wiecznie młoda i piękna Maryla przebrana nie-wiadomo-co, tam też słychać „Małgośkę”, której wszyscy słuchają z przyklejonym uśmiechem, a po występie schlebiają najlepszej polskiej piosenkarce. Przecież nie da się tego słuchać. Od Rodowicz gorsze są tylko jej męskie kopie, Trzydziestoletni chłop ubierze się w ciuchy po babci, weźmie gitarę i idzie do „Mam Talent!”, no naprawdę nic bardziej mnie nie denerwuje. „Małgośce” tak jak Maryli Rodowicz mówię nie. Nie. Trzy razy NIE.
Wyżej mieliśmy najgorszą śpiewaczkę, teraz mamy najgorszego śpiewaka, choć nie wiem czy Jacek zasługuje na takie miano. Mistrz w kradzeniu piosenek. Mistrz żenady. Król popowych popłuczyn. „Typ niepokorny” to szczyt wszystkiego. Mimo tego, że ten numer przejadł się już wszystkim to ciągle stały punkt Sylwestra z Jedynką albo jubileuszowego koncertu Stachursky’ego na Polsacie. On jest po prostu najgorszy i nie wiem co robi na polskiej scenie. Skończ już, proszę.
QUEEN – BOHEMIAN RHAPSODY
Najbardziej przeceniany utwór Queenu. Lubię ten zespół, lubię Freedy’ego, znam prawie całą dyskografię i znalazłbym co najmniej 10 lepszych piosenek niż Bohemian Rhapsody. To, że nie mogę pojąć fenomenu tego utworu to jedna rzecz, druga jest taka, że w tym prawie sześciominutowym numerze jest dużo irytujących momentów. Słuchanie tego w całości jest dla mnie prawdziwą męką, dlatego, jeżeli „Bohemian Rhapsody” pojawia się w Trójkowym Topie Wszech Czasów muszę ściszyć odbiornik lub zająć się czymś innym.

KARMAH – JUST BE GOOD TO ME
Najpierw było Police, potem Puff Daddy, ostatnio Karmah. Ten sama linia melodyczna sprawia, że zawsze ciekawi mnie, który z kawałków poleci, a najczęściej jest to właśnie Karmah, która jest grana w stacjach z bardziej komercyjną muzyką. Swoja drogą lubię tylko wersję The Police. Puff Daddy i Faith Evans średnio wypadli, choć zacna inicjatywa, a Karmah to w ogóle porażka, Sting, czemu dałeś jej (czy tam im) to wykorzystać?

Kolejna piosenka, której jest o wiele za dużo. Obecna w „śmiesznych” komediach romantycznych, w bajkach, wykorzystywana jako jingle w programach. Nie wiem, co można więcej o tej piosence napisać – niemiłosiernie irytuje, tyle.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • A tym razem się zgadzam. Poza Queenem. „Bohemian Rhapsody” to geniusz.

  • Anonymous

    Istnieje jeszcze coś takiego jak cover