Strefa klasyków: Angie [10]

Poza jedną płytą i kilkoma najważniejszymi przebojami The Rolling Stones, nie znam zespołu Micka Jaggera. Ich twórczość to jedna z moich wstydliwych białych plam, jeśli chodzi o rock. Ale z drugiej strony, czy warto sprawdzać całą dyskografię grupy, która wydała na świat taki klasyk jak „Angie”. Pewnie powiecie, że to wręcz obowiązek słuchacza. Ale… po co? I tak pewnie nic lepszego nie nagrali. Tak genialnych utworów nie można przecież przeskoczyć.

Ballada „Angie” powstała w grudniu 1972 roku i została wydana na płycie „Goats Head Soup”. Porusza ulubioną tematykę autora bloga – nieszczęśliwą miłość. To nie dlatego, że ów autor jest wrażliwym młodym Werterem, który wieczorami czyta sobie poezję, opatulony w dwa koce, a w ręku trzyma szklankę herbaty z cytryną. To dlatego, że tylko nieszczęśliwi ludzie potrafią włożyć tyle emocji w utwór, by ze łzami w oczach słuchali go słuchacze dwa pokolenia młodsi od Micka Jaggera. (Przesadziłem z tymi łzami, ale wzruszam się, słuchając tej piosenki. Czasami). A to dlatego, że „Angie” kipi emocjami. Spływają one na nasze uszy przy każdym uderzeniu w struny akustycznej gitary Keitha Richardsa, przy każdym naciśnięciu klawiszy przez Nickiego Hopkinsa oraz przy każdej sylabie śpiewanej przez Jaggera. Melodia „Angie” jest tak charakterystyczna, że największy muzyczny laik, któremu słoń nadeptał na ucho i ciągle tam stoi, w programie „Jaka to melodia?” zgadłby nazwę utworu „po jednej nutce”.

W parze z pięknym podkładem idzie równie udany tekst. „With no loving in our souls / and no money in our coats”, „Oh Angie don’t you weep / All your kisses still taste sweet”. Poza tym z ust wokalisty słyszymy sporo wezwań do Angie i zapewnianie o tym, że ciągle ją kocha. Powiecie: „Gdzie ta wielkość? Sam bym tak napisał/a w pięć minut”. Napiszcie podobny tekst – bez patosu, a jednak wzruszający, a gwarantuję tłumy fanek pod oknami.

Agnieszki pewnie uśmiechają się czytając te notkę. Jeżeli myślicie, że „Angie” to piosenka o Was i utożsamiacie się z adresatką słów Jaggera, to muszę pozbawić Was złudzeń. Angie to zdrobnienie Angeli, czyli Angeliki. Mick zaprzecza, że to utwór skierowany do żony Davida Bowiego, ale kto wie…? No, ale nie róbmy Pudelka z poważnego Bloga Mateusza Osiaka. Weźmy się za słuchanie.

THE ROLLING STONES – ANGIE
 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    tak, uśmiechają się czytając i wzruszają, słuchając.