Strefa klasyków: Hey Ya! [17]

Często porównuję horyzonty muzyczne do mapy i kiedy sprawdzam klasyczne płyty czy nieznane mi dotychczas zespoły mówię o zamazywaniu „białych plam”. Wielkimi odkryciami i kamieniami milowymi w mojej muzycznej historii było poznanie muzyki Boba Dylana, Pink Floyd czy Bruce’a Springsteena. Teraz przyszedł czas na znany wszystkim świadomym słuchaczom, hip-hopowy zespół z Atlanty – OutKast. Ich dwa największe hity to dzisiejszy klasyk oraz „Ms. Jackson”. Ludzie wyrażają się o tym zespole w samych superlatywach: „nigdy nie wydali słabej płyty”, „świetne brzmienie”, „klasyk”, etc. Wstyd mi, że dopiero teraz dobrałem się do ich twórczości, ale lepiej późno niż wcale. Na pierwszy ogień poszedł dwupłytowy album z 2003 roku „Speakerboxxx/The Love Below” ze znanym każdemu przeciętnemu zjadaczowi chleba singlowym przebojem „Hey Ya!„.
Rapu ze Stanów słucham coraz więcej, nie piszę o nim z dwóch powodów: nie jestem na bieżąco, bo sięgam raczej po klasyki wydane przez 2000 rokiem i nie mam wystarczającej wiedzy, bo co dobrego może napisać człowiek, który dopiero niedawno poznał OutKast? Dlatego pozwólcie, że dziś obędzie się bez oceniania warstwy tekstowej i muzycznej.
„Hey Ya!” usłyszałem pierwszy raz zaraz po premierze singla. Nie było to trudne dla 10-letniego Mateusza, który nie wiedział, co to internet. Kawałek pochodzący z „The Love Below” Andre 3000 można było usłyszeć wszędzie. Słychać go było we wszystkich radiach, w telewizyjnej „Piosence na życzenie” czy na szkolnych dyskotekach. „Hey Ya!” okazało się też hitem kolonii, choć już nawet nie pamiętam, który to był rok i w jakiej miejscowości spędzałem ten wyjazd. 
Do teraz „Hey Ya!” gości w radiostacjach. „Speakerboxxx/The Love Below” to dla wielu słuchaczy jedna z najlepszych płyt w całej dekadzie. Przyznam, że mnie szczególnie nie wkręciła (jeszcze), wolę część Andre niż Big Boia. „Hey Ya!” jest obowiązkowo kilkukrotnie zapętlane. Bez dwóch zdań mamy do czynienia z absolutnym klasykiem, który dalej trzęsie muzyczną sceną. Już na „Speakerboxxx/The Love Below” widać było, że drogi chłopaków powoli się rozchodzą, teraz Big Boi wydał jedną z najlepszych płyt 2010 roku – „Sir Luscious Left Foot: Son Of Chico Dusty”. Przyznam, że nie wiem, jakie są (i czy w ogóle są) szanse na nowy OutKast. W każdym razie wiem, że po odkryciu tego zespołu mogę zamazać wielką, białą plamę na mojej muzycznej mapie i zostaje mi czekać na zwrotki Andre 3000 i Big Boia.
Teledysk oczywiście wart obejrzenia, strojący dziwne miny i robiący jeszcze bardziej dzikie tańce Dre w 8 postaciach i piszczące fanki.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    dobra notka