Podsumowanie 2014

2014

Niewątpliwie 2014 rok to kolejny przełomowy okres dla mojego bloga. Przybywa fanów, nie brakuje mi tematów do pisania, coraz lepiej układają się wszelkie współprace i krok po kroczku udaje mi się realizować swoje marzenia.


Fejm?
Rok temu cieszyłem się, że wyszedłem z blogiem poza krąg znajomych, 276 fanów na Facebooku brzmiało naprawdę poważnie i było dla mnie sporym krokiem do przodu. Wystarczy rzut oka na facebookowy profil Bloga Mateusza Osiaka, by zobaczyć, jak długą drogę pokonałem w tym roku. W momencie pisania grupa sympatyków zrzesza już grubo ponad 700 osób – wynik niesamowity, tym bardziej że wielu z Was odwiedza stronę niemal codziennie i regularnie uczestniczy w dyskusjach. Sylwia, Kamila, Natalia, Krzysiek, Radek, Hubert, Michał i cała reszta – wielkie dzięki, bez Was nie byłoby mnie w tym miejscu i nie miałbym tak wielkiej zajawki na tworzenie tej strony.

Wiadomo też, kto ma najlepszych fanów:
Fani

Pierwsze razy
2014 rok obfitował także w moje pierwsze razy. Przede wszystkim spełniłem swoje marzenie i zobaczyłem swój tekst na papierze. Możliwość dał mi dwumiesięcznik Fanbook, w którym zamieściłem wywiad z Sarą Lotz. Była to moja pierwsza rozmowa z pisarzem, a także pierwszy wywiad przeprowadzony po angielsku. Niesamowite przeżycie. Niestety, Fanbook nie przemienił się w poważne pismo o literaturze, zatem ze współpracy zrezygnowałem, tym bardziej że była darmowa. A skoro już jesteśmy przy pieniądzach, to tym roku udało mi po raz pierwszy na pisaniu zarobić. To – co prawda – jednorazowa akcja, ale motywująca i pokazująca, że jednak da się z tego „dorobić”.

Po raz pierwszy moje teksty zostały też docenione na Biblionetka.pl. Dwie recenzje zostały wyróżnione w comiesięcznym konkursie, przez co przybyło mi do biblioteczki książek, a z samym portalem zacząłem współpracować.

sarahlotzwywiad

Zawalony
Współprac w tym roku podjąłem niemało. Wydawnictwa literackie wysyłały książki, wytwórnie muzyczne – płyty. Z wielu propozycji rezygnowałem, sporo rzeczy przyszło na mój adres zupełnie niespodziewanie. To wszystko miłe i przyjemne, jednak nie zawsze dobre. Wyszło na to, że przez cały 2014 rok zawalano mnie stosem płyt i książek, które musiałem zrecenzować. Sam byłem sobie winny, taka prawda, ale zanim to zrozumiałem, to musiałem pisać hurtowo recenzje polskiego podziemia i kryminałów, zamiast zająć się czymś poważniejszym. W nowym roku planuję jeszcze bardziej ograniczyć te współprace i przyjmować jak najmniej rzeczy.

Nowa domena
W 2014 miała też miejsce najważniejsza zmiana techniczna na blogu. Zrezygnowałem z blogspota, powitałem wordpress. josezyje.blogspot.com stało się blogmateuszaosiaka.pl. Zmienił się adres i wygląd, który jest ładniejszy oraz bardziej profesjonalny. Po przejściu na nową domenę statystyki nieco tąpnęły, ale wraz z rozrostem fanpage’a czytelników przybywało i już jest lepiej niż na blogspocie. Najczęściej czytane artykuły to oczywiście wywiady i recenzje rapu, ale – co mnie niezmiernie cieszy – wpisy dotyczące literatury cieszą się coraz większym powodzeniem.

Patronaty
Rok temu cieszyłem się, że Blog Mateusza Osiaka objął patronatem pierwszy materiał. W 2014 takich albumów było już pięć – i to nie byle jakich, bo „Street Credit” Peta Pettera czy „Nagrania dla Androidów” Palmer Eldtrich zyskały całkiem pozytywny odbiór, a trochę fizyków z moim logo poszło w świat. Veron i Mołotofski to oczywiście moja zajawka na skwerowe, offowe rzeczy, a Michał eR to stara znajomość – i coraz lepszy rap. Po drodze sporo propozycji odrzuciłem, a te co jakiś czas się pojawiają, mimo że blog wciąż jakiejś wielkiej siły przebicia nie ma.

petpetter

Dzień z…
Wypada poświęcić akapit także „Dniu z…”. Ten cykl przyjął się znakomicie, szczególnie kiedy drugi odcinek (z Jimsonem) przygotowałem wraz z opisami kolegów, dziennikarzy i raperów. Facebookowe akcje przysporzyły mi wielu nowych fanów, ale przede wszystkim były pięknymi podróżami w przeszłość. Każdy z nich okazywał się strzałem w dziesiątkę, a nawet ten z preorder.pl nie wypadł tak tragicznie, jak można było przypuszczać. Następny odcinek w przyszłym roku, ale już można ostrzyć zęby.

Podsumowując podsumowanie: to był wspaniały rok dla Bloga Mateusza Osiaka. Mniejsze i większe sukcesy, wiele kroków w przód, a przecież nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, tym bardziej że wciąż dysponuję tylko ograniczonym czasem na prowadzenie strony. Dziękuję wszystkim czytelnikom, tym stałym i tym, którzy zaglądają tylko czasami, wielkie dzięki za facebookową i twitterową aktywność, za komentarze i maile. Bez Was nie byłoby tego miejsca.

Osobne podziękowania dla Marcina Półtoraka, bez którego moje teksty roiłyby się od błędów.
NOID

PS W ubiegłym roku pisałem, że wyrosłem z rozbudowanych rankingów. Teraz chyba zdziecinniałem, bo planuję jeszcze kilka wpisów podsumowujących polski i zagranicznych rap, każdą inną muzykę oraz literaturę.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.