Dzień z… Kanye Westem [10]

kanyewest

Witam wszystkich na ‪#‎DzieńzKanye‬. Dziś wrócimy to jego największych hitów i najlepszych produkcji, a oprowadzą nas po nich dziennikarze, blogerzy i raperzy.

Kanye Westa oczywiście nie trzeba przedstawiać – codziennie robią to brukowce, prezentując jego nowy outfit, cytując jego niezbyt rezolutne wypowiedzi czy wrzucając galerie z najlepszymi memami. Powiedzieć, że to kontrowersyjna, niejednoznaczna postać budząca ambiwalentne odczucia, to jak nie powiedzieć nic.

Kanye znajduje się zarówno w ścisłym topie celebrytów, jak i artystów. Przy nim słowo „artysta” to żadne nadużycie – niejednokrotnie przekonywał nas o swoim muzycznym geniuszu raperskim i producenckim. Wszystkie jego płyty odbiły się głośnym echem w środowisku. Czy wszystkie były idealne? Tu można polemizować (i będziemy to robić), ale niewątpliwie były ważnymi wydarzeniami.

Jay Z, Kanye West – Otis ft. Otis Redding
No to wjeżdżamy z buta. Płyta dwóch królów, jeden z największych hitów tamże i doskonały teledysk. Kto by nie chciał wygrywać życia w takiej furze i z takimi pannami?

Długo można by o tej płycie pisać, ale ja uwielbiam ją za miażdżące dwuwersy. W „Niggas in Paris” mamy Mary Kate i Ashley, w „Who Gon Stop Me” Kanyego rasistę, który kocha zielone twarze, a tutaj:
„Jay is chillin’, ‚Ye is chillin’
What more can I say? We killin’ ’em”
które mają ze sto razy więcej mocy niż oryginalnie zarapowane przez Audio Two w „Top Billin” czy przez AZ.

A pamiętacie jakie było wielkie halo, kiedy ogłosili, że mają Otisa na feacie?

***
Bawid Dartkowski ( goodkid.pl) powiedział mi, że albo opisuje wszystkiego kawałki Westa albo żadnego. Zanudziłby Was na śmierć. Przystałem na dwa numery, a ten skurkowaniec i tak postawił na swoim. Za karę jego drugi wpis wleci aż o 19.

Grav  – Sick Thoughts

Chcieliście wydymać Freda, to Fred wydymał was. Osiak chciał wydymać Dawida, więc Dawid wydymał jego. No homo, mimo posądzeń które czasami trafiały pod adres naszego dzisiejszego bohatera. A początki miał udane. Grava znacie? Pewno chuja tam, ale wiedźcie że „Down To Earth” nie jest materiałem lamerskim, ale wartym uwagi i po stokroć obowiązkowym do sprawdzenia. W głównej mierze dlatego, że lwią część produkcji wykonał tam Kanye West.

Zwróćcie uwagę na rozwój i to, jak się potoczyła dalej jego kariera. Tutaj był prawdziwy początek i pierwsza oznaka bycia maksymalnym, zakochanym w sobie bucem. To właśnie tutaj zarobił pierwsze poważne pieniądze w muzyce, za które kupił sobie garnitury Armaniego i gadżety Louisa Vuittona. Te, które w pewnym sensie definiowały jego styl i charakter, które…

W pełni ukształtowały się przy pierwszych singlach dla Jaya-Z. Kto wcześniej samplował Morrisona? Te darcie japy wokalisty The Doors w słynnym dissie na Nasa – „Takeover” – było jedną z bardziej charakterystycznych cech tego kawałka. Ale ten opis niech dotyczy Chicago, a nie NY, więc wypada wspomnieć o kolesiu zwanym Rhymefest. To reprezentant Wietrznego Miasta napisał mu m.in. tekst na The College Dropout w „Jesus Walks”. Kanye zrewanżował się doskonałym beatem w „Brand New” na jego solo z 2006 roku pt. „Blue Collar”.

A Common, legenda Chicago? „Be” to prawdziwa soulowa jazda kontynuowana później na „Finding Forever”. Absolutny produkcyjny majstersztyk pełen ciepła i pozytywnego vibe’u, którego u wiele brakowało. Kanyemu jednak nie.

To są bardziej organiczne przykłady jego twórczości, które tak naprawdę zaczęły się w 1996 roku u Grava. Kiedy nastąpi ich koniec? Tego sam West nie wiem, bo do tej pory przemyca sporo takich smaczków, nawet w te bardziej syntetyczne brzmienia. Z doskonałym efektem.

PS
I co, Mateuszu? Myślałeś, że dam tylko dwa kawałki?”

***
To pytanie kontrolne i mała ankieta:

Którą płytę Kanyego lubicie najbardziej, a którą najmniej?

Wieczorem podliczę głosy.

U mnie chyba „Watch the Throne”, z solówek „MBDTF”, a „Yeezusa” dla przyjemności nie włączyłem nigdy.
Wygrało: My Beautiful Dark Twisted Fantasy

***
Kanye West – Homecoming
Cielęciem będąc, długo myślałem, że wyprowadzka domu będzie dla mnie łatwa i przyjemna. Okazało się, że jest zupełnie inaczej – ciągnęło do rodzinnego domu, do starych znajomych, do piłki na orliku. W tych cotygodniowych podróżach zawsze grał mi Kanye, który podkręcał rodzący się u mnie lokalny patriotyzm i tęsknotę za moją niewielką wioską.

Co prawda nigdy nie personifikuję swojej wsi w myślach i nie zwracam się do niej do kobiety, jak Kanye czyni to z Chicago, ale przez pierwszy rok od wyprowadzki to był mój najważniejszy utwór Westa.

***
Możemy trochę popudelkować, prawda?

Nie mam telewizora i nie przeglądam plotkarskich portali, więc długo nie wiedziałem, o co chodzi z tą Kim Kardashian. Jak już usłyszałem akcję z sextape’em, sławną i bogatą rodzinę, to nawet w jednym procencie nie byłem zaskoczony, że Kanye znalazł w niej bratnią duszę. To parcie na pierwsze strony gazet poprzez skandale, pokazywanie tyłka i głupie wypowiedzi – it’s so Kanye.

Co Wy myślicie o tej parze? Byście Kim?

Ja na pewno za nazwanie dziecka North West zbanowałbym im dostęp do mediów na rok.
kim_kardashian_paper_mag_Master
KanyexKim

Kanye West – Power
Czas na Rafała Samborskiego, czyli Rapha – jestem niezmiernie zaskoczony, że nie wybrał czegoś, czego nikt poza nim nie zna. A tu proszę, taki banger.

„Pamiętam zmasowany atak najwyższych not w pierwszych recenzjach „My Beautiful Dark Twisted Fantasy”. Myślałem sobie, że przecież nie ma szans, że przecież Kanye nie nagra już nic lepszego od „Late Registration”. Jak bardzo się myliłem… Tak, West jest niezrównoważonym idiotą, ale tym albumem pokazał, że jest również muzycznym geniuszem. Wizytówką wydanej w 2010 roku płyty jest oczywiście „Power” – dynamiczny utwór, oparty między innymi na próbkach z „21th Century Schizoid Man” King Crimson (swoją drogą, „In the Court of the Crimson King” to jedna z moich ulubionych progrockowych płyt). Trudno wybór sampla uznać za przypadkowy, wszak mało jest tak progresywnych albumów w historii hip-hopu jak „MBDTF”. Szkoda tylko, że w klipie z niemal pięciu minut utworu zostały tylko niecałe dwie, szczególnie, że nieobecna tam zwrotka Dwele dodaje do kompozycji mnóstwo kolorytu. A, i jeszcze jedno: wiecie, że „Power” współprodukował Symbolic One – facet od truskulowego i undergroundowego do bólu Strange Fruit Project?”

Kanye West – Gold Digger ft. Jamie Foxx
Na jednym z memów o Weście można przeczytać:

„Make a song about gold diggers – Gets one pregnant”

Dość celne, ale sam kawałek z Jamie Foxxem to kolejny przykład kompletnego utworu, jaki dostaliśmy od Westa. Momentalnie wbijający się w głowę refren, historia opowiedziana w mocnych linijkach i obrazujący to wszystko ładny klip. O teledyskach zresztą powiemy jeszcze szerzej, bo w tym Kanye też bywa znakomity.

Kanye West – See You In My Nightmares ft. Lil Wayne
Jak napisał do mnie Łukasz Rawski, to byłem przekonany, że posłuchamy dziś także Lil’ Wayne’a.

„Niesamowicie bliskim mi albumem jest „808 and Heartbreak”. Ludzie uważają go za najsłabszy w dorobku Yeezusa, a prawda jest taka, że w jego dyskografii próżno szukać drugiego, takiego samego albumu. Każdy wprowadza coś nowego, a właśnie „808 and Heartbreak” jest moim ulubieńcem. Zranione ego Kanyego, wyprzedzenie branży. Wystarczy tylko wspomnieć, że wśród swoich najważniejszych inspiracji ów album wymienia sam Drake.

„See You In My Nightmares” to znakomita pozycja, pięknie zacierająca się ganica między kiczem, a geniuszem w kwestii użycia auto tune. Emocje, litry emocje. No i gościnny występ Lil Wayne’a, który wtedy był chyba w swojej życiowej formie. Mój ulubiony numer Yeezusa, bezsprzecznie”

***
Kanye to także trendsetter. Śmigał w przeróżnych rzeczach, w tym w kieckach, ale stylówka Robina Hooda, to coś więcej niż rap.
robinhood

Kanye West – Gorgeous (ft. Kid Cudi, Raekwon)
Marcin Półtorak tym razem krótko o kolejnym hicie z „MBDTF”:
„Kanye West. Liceum, ogniska do rana, śpiewanie „Gorgeous”, beka z głupawych one-linerów. Kto się przy tym nie schlał w towarzystwie osób znających całe MBDTF na pamięć, ten równie dobrze mógłby nigdy w życiu nie pić alkoholu. I will neeever eever let you liiive this dooooown, doooooown, doooown”

Common – They Say (ft. Kanye West)
„Be” to moja ulubiona płyta Commona, a nie byłaby pewnie tak piękna, gdyby nie dziewięć (z jedenastu) produkcji Kanyego. Mówiono o „Be”, że jest zbyt słodkim krążkiem, ale ten klimat stuprocentowo trafia w mój gust. Obok siebie obaj panowie wystąpili między innymi w tym numerze. Kanye w różu.

Cam Ron ft. Kanye West – Down and Out
Kościey miał wiele ciekawych historii z Kanye. Oto jedna z nich:

„Jest 2005 rok a ja bylem w pierwszej transzy zdolnej młodzieży która, wg Jurka Owsiaka dzisiaj, ma ten przywilej że może sobie emigrować. Ciekaw jestem, czy szybko zmieniłby zdanie o przywilejach, gdyby całe upalne lato, pracując w sklepie z obuwiem jak Al Bundy, musiałby dzień w dzień przez bite kilkadziesiąt dni słuchać pierdolonego „Beg For Mercy” G-Unit i wszystkich super piosenek 50 centa, nagranych w polskim pirackim stylu na płyty Cd-r, przez moich jamajskich i ghanijskich kolegów z pracy, obwieszonych chińskimi imitacjami srebra i złota na szyi. Na szczęście któremuś z nich się coś pojebało i na ktorejś płycie wypalili „Down and Out”, kolaboracje Cam Rona i Kanye z czasów kiedy ten pierwszy był królem Harlemu (kurwa nadal jest, co) a ten drugi był leszczem w różowej polowce, jeszcze wtedy bez rozdmuchanego ego. Piękna to jest piosenka. No i wiadomo: „Kanye this that 1970s Heron flow huh????”

***
Nikt tak nie kocha Kanye, jak Kanye.

artworks-000064571515-v5l297-original1

Kanye West – Through The Wire
Mam ogromną przyjemną gościć dziś także Andrzeja Całę, jednego z najbardziej znanych hip-hopwych dziennikarzy oraz – jak się okazuje – fana wiewiórczych bitów.

„Wciąż poszukuję drogi do tego, by kochać siebie tak, jak Kanye kocha Kanye, ale przyznam szczerze – w momencie, gdy zadebiutował albumem „The College Dropout”, zyskał we mnie fana, który gotów jest mu wybaczyć naprawdę wiele. Niekoniecznie zresztą rozumiejąc, o co mu w sumie chodzi i dokąd zmierza, bo ostatni w dyskografii „Yeezus” to rzecz mi całkowicie obca.

„Through the Wire” wybrałem trochę ze względu na sentyment, a trochę też dlatego, że taka estetyka bitów i takie wersy, jakie mamy w tym numerze, są mi w karierze Westa najbliższe. Możemy się dowiedzieć przekrojowo, co doprowadziło go do debiutu, poznać okoliczności związane z wypadkiem samochodowym jesienią 2002 roku, a to wszystko na pięknie płynącym, bujającym jak żaglówka w czasie sztormu bicie opartym o sampel wokalny z „Through the Fire” królowej Chaki Khan. Coś pięknego, esencja stylu Roc-A-Fella początku XXI w., będąca mocną przeciwwagą dla cykającego Swizz Beatza, potwornie przebojowych The Neptunes i lubiącego udziwnienia Timbalanda.

Na dobrą sprawę cały LP „The College Dropout” trzymał równie wysoki poziom, miał mnóstwo takich smaczków. Można mieć Westa za skończonego matoła, bufona, ale nie można mu odmówić niesamowitego talentu. Kiedyś zdawał się być trochę skromniejszy, bardziej pokorny. Udało mu się wybić zza pleców Hovy, stać ikoną. Przewidział to wszystko w „Through the Wire”.

A za te linijki miłość na zawsze Kanyeezy!

„And I still won’t grow up, I’m a grown-ass kid
Swear I should be locked up for stupid shit that I did
But I’m a champion, so I turned tragedy to triumph
Make music that’s fire, spit my soul through the wire””

Kanye West, Rihanna, Paul McCartney – FourFiveSeconds
Ej, to kim jest w końcu ten typ, co gra na gitarze? Skąd oni wzięli tego starego dziada? Nagrał on kiedyś coś dobrego czy to jakiś wujek Rihanny?

Jay Z, Kanye West – Niggas in Paris
Nie mogło dziś także rozgadanego Eigusa. A wybrał sobie największy banger duetu Watch the Throne.

„Piłka tak twarda, że skurwysyny chcą mnie znaleźć”.
Tak, wiem o co chodzi, gdy ludzie wymieniają go w rankingach z niejakim obrzydzeniem, patrząc na jego pretensjonalność, ale wiecie co – ma to i swoje zalety. Może to kwestia tego, że sam działania i myśli lubię wyrażać w sposób na wskroś barokowy, a Kanye to idealny przykład takiego „kota w butach” tej sceny, dosłownie i w przenośni, i myślę że każdy zrozumie o co tu chodzi, od sceny z pięknymi oczkami po same tytularne buty. Biorąc na warsztat choćby „Niggas in Paris”, od razu rzuca się w oczy, w czym tkwi sedno. Bez dwóch zdań lirycznie to Hova wiedzie tu prym, ale gdy wjeżdżają pierwsze 4 wersy Yeeziego, to po uszach aż bije pozbawioną wszelkich kompleksów charyzmą. I wiem, że niektórzy powiedzą, że to hipocentrum, z którego rozchodzi się pretensjonalność Westa, ale taki po prostu jest Kanye i za to niektórzy jego postać i muzykę uwielbiają, drudzy nienawidzą. A niezależnie od tego, do której grupy kto się zalicza, on nadal będzie „piłkował twardo” i klepał Kim po zadku. Tego się już nie odbierze.

A na koniec, jeśli już mówimy o „Niggas in Paris”, to, z producenckiego punktu widzenia, podkład tam jest majstersztykiem. Wśród szumów i elektronicznych pikawek udało się odnaleźć taką kombinację, która buja aż do przesady. Piękne rzeczy, a gwiazda dnia dzisiejszego też z pewnością miała tam spory wkład. Top ten fo’ sho”.

***
Nasz dzisiejszy bohater dużo też mówi. Oto przykłady:

1. ‚When you’re the absolute best, you get hated on the most.’‪#‎KanyeCoelho‬

2. ‚One of my biggest achilles heels has been my ego. And if I, Kanye West, can remove my ego, I think there’s hope for everyone.’

3. ‚I am God’s vessel. But my greatest pain in life is that I will never be able to see myself perform live.’

4. ‚Sometimes people write novels and they just be so wordy and so self-absorbed. I am not a fan of books. I would never want a book’s autograph. I am a proud non-reader of books.’

5. ‚If you read books – which I don’t, none at all – about how to become a billionaire, they always say, ‚You learn more from your mistakes.’ So if you learn from your mistakes, then I’m a f*cking genius.’

***
Kanye West – Touch the Sky (ft. Lupe Fiasco)
Piotr „Northim Kismajes” Zdziarstek – standuper, bloger i popkillerzysta wybrał taki oto utwór:

„Był rok 2005. Okładka „Ślizgu” z dwoma pluszowymi misiami intrygowała mnie na tyle, że lekturę tego numeru rozpocząłem od tekstu o nieznanym mi dotychczas ziomku, który postanowił z misia zrobić swoje alter ego. A tam, oprócz obszernego artykułu o Kanye, który po debiutanckim „The College Dropout” stał już się rozpoznawalnym artystą, pojawiła się recenzja najnowszej płyty Westa. To były czasy, gdy sprawdzałem wszystko, co polecał „Ślizg”. To były czasy, kiedy w ogóle „Ślizg” istniał. To były czasy, kiedy Kanye nie był bucem, tylko niemalże Ostatnią Nadzieją Tego Rapu. Jego bity, chojnie okraszone (czy może raczej „popruszone”) słodkimi, soulowymi samplami, rządziły mainstreamową sceną. „Touch the sky” to numer morderca, już po pierwszym odsłuchu uznałem, że to jeden z moich ulubionych utworów of all time. OF ALL TIME! Począwszy od znakomitego teledysku, poprzez udane, wspominkowe zwrotki gospodarza (bajki o tym, że Ye nie potrafi rapować, proszę zachować na później) oraz jedna gościnna od Lupe Fiasco (moim zdaniem trochę odbiegającej poziomem od pozostałych, chociaż i tutaj znajdziemy kilka świetnie złożonych i nawiniętych wersów). I ten bit. Wówczas mój ulubiony bit w ogóle. Bogaty, muzykalny, radosny, owładnięty szerokim instrumentarium i mocarnymi bębnami. Zdolny ten Kanye, prawda? Cóż, problem w tym, że ten wizytówkowy podkład stworzył akurat Just Blaze.”

Kanye West – New Slaves
Żaden z moich gości nie wybrał sobie kawałka z „Yeezusa”. Nic dziwnego, Kanye ma co najmniej sto lepszych kawałków niż jakikolwiek z tej płyty. Oczywiście hiperbolizuję, ale rzeczywiście najnowszy krążek Westa ani trochę do mnie nie trafił. Może to i kolejny przebłysk geniuszu, ale dla mnie to już za daleki odlot. Propsy za dialog z Jezusem na tej płycie, ale całości nie wróciłem dawno. Może kiedyś. Zobaczymy.

Naprawdę jaracie się samplami z Omegi?
***
Zgodnie z zapowiedziami ponownie Dawid Bartkowski i znowu West jako producent.

Lupe Fiasco  – The Cool

„Połowa zeszłej dekady to doskonały okres, zarówno dla Westa jak i Lupe Fiasco. Upieram się przy tym, że „The Cool” to najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek wyszła od rapera z Chicago, w dodatku na DOSKONAŁYM beacie dzisiejszego bohatera. Jednym z najlepszych w bogatej przecież karierze. Na maksa poruszający tekst, którego emocje potęguje warstwa muzyczna.To był 2006.

I tak samo jest z niemalże całym „Late Registration”. Przepełnionym emocjami (chociaż może nie tak bardzo jak na debiucie) z cudowną muzyką. Kawałki dla mamy, kawałki społeczne – wszystko. To był 2005.

The Game. Trochę burak, trochę prostak, trochę przydupas, ale świetny raper. Wkurwia tylko, że na samym początku tak często w swoich kawałkach odnosił się do innych, ale trzeba przyznać że miał dobre ucho do beatów. A jak takie miał, to nie mógł się wtedy zgłosić do nikogo innego jak do Kanye. Obczajcie „The Dreams”. Mało? Przejdźcie do „Doctor’s Advocate” i „Wouldn’t Get Far”. Od razu robi się cieplej na gangsterskim sercu. To był 2005. To był 2006.

Aha. 2002 to Cam’ron i „Come Home With Me” z „Dead or Alive”, ale też Scarface, Nas, Jay-Z i Talib Kweli. Śmietanka i dużo kasy. 2003 to T.I., DMX i przede wszystkim Hova z Czarnym Albumem. Trochę później był Mobb Deep, Janet Jackson, Twista, Slum Village, Britney Spears… Lanie szampana na cycki i podcieranie się uczciwie zarobionymi dolarami dzięki muzyce.

PS
O Weście mógłbym pisać i pisać, ale nie mogę. Niemniej jednak – Mateuszu – 2:0 dla mnie.”

Kanye West – Monster
Najlepszy teledysk Kanyego. Sceny z układaniem zwłok, rękami wystającymi zza kraty czy oddalaniem kamery, kiedy Yeezus stoi oparty o ścianę i trzyma odciętą głowę są doskonałe. Do tego fenomenalnie wypadło to pod względem raperskim, Rick Ross zaprosił nas do tego piekła, Jay w otoczeniu ciał rapuje, że wyczuwa masakrę, a na koniec Nicki Minaj rzuca najlepszą zwrotkę w swojej karierze. Za to kocham MBDTF.
LINK DO VIMEO: https://vimeo.com/18551034

Kanye West – Stronger
Kończymy świetnym motywatorem, który doskonale sprawdza się na siłowni i podczas biegania.

Wróciliśmy dziś do wielu klasycznych kawałków Kanyego, a prawdę mówiąc, moglibyśmy pociągnąć cały tydzień z Westem i świetnego materiału by nie brakowało. Cóż, geniusz, nie ma co się z tym kłócić.

Wielkie dzięki za obecność i aktywność, wielkie dzięki dla wszystkich, którym się uprzykrzałem, by napisali teksty. Post zbiorczy i playlista pewnie dopiero jutro, bo dziś uprawiam piwkowanie.

W następnym „Dniu z…” wracamy na polskie podwórko. Chciałbym zrobić tę akcję przy współpracy z jakąś większą wytwórnią – jakieś propozycje? Ja mam już swój typ, ale wszystko zależy od Was.

 

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Bartkowski jest zjebany.

    • blogosiaka

      Ty hejterze, ty

  • Adinho

    Na Yeezus najbardziej mi się podobało Bound 2 ,ale to ostatni kawałek :D