RIP Keith Edward Elam aka Guru (17.07.1966 – 19.04.2010)

Mija rok od śmierci Guru. Członek Gang Starru, twórca genialnych Jazzmatazzów, wielka postać w historii rapu, jeden z moich ulubionych raperów. Przyznam bez bicia, że rok temu znałem tylko najważniejsze kawałki i to bez specjalnej wczutki w teksty. Niemniej wiedziałem, że odeszła legenda, ktoś, kto tworzył tę muzykę i kulturę. Przez ten rok przesłuchałem wszystkie jego płyty i doceniłem go jeszcze bardziej. Jedną z płyt Gang Starru – „Moment of Truth” – stawiam w moim TOP3 ever. Zakochałem się w brzmieniu płyt z serii Jazzmatazz i dzisiaj chciałbym uczcić jego pamięć. Być może walnę jakąś głupotę, bo ciągle w amerykańskim rapie jestem świeżakiem, być może pominę jakiś ważny utwór, ale czy to ważne? Nie chcę się tu chwalić wiedzą, chcę się podzielić z Wami najlepszymi kawałkami Guru.

Mój plan wygląda tak: z każdej płyty wybieram ulubione kawałki. Z niektórych płyt będzie więcej kawałków, z niektórych mniej, czasem dodam jakiś komentarz. Zacznijmy podróż przez dwadzieścia lat jego kariery. (Świadomie pomijam kompilację największych przebojów z 2006 roku pt. „Mass Appeal: Best of Gang Starr”).

Gang Starr – No More Mr Nice Guy (1989)
Album brzmi zupełnie inaczej niż pozostałe Gang Starry, bardziej oldschoolowo, dlatego ci, którzy zaczynają z Guru i Premierem dopiero teraz (he, he, he) niech się nie sugerują. Dla tych, którzy nie słyszeli tej płyty, a słyszeli pozostałe, to będzie ciekawostka. Jest czego posłuchać, nawet po 22 latach.
JAZZ MUSIC
MANIFEST (REMIX)
NO MORE MR. NICE GUY
 
Gang Starr – Step in the Arena (1991)

Pierwszy z albumów Gang Starru zaliczany do ich wielkiej czwórki (dalej są trzy następne płyty). Ja stawiam ten album na drugim miejscu w twórczości zespołu. Ciężko mi uzasadnić dlaczego jest lepszy od „Daily Operation” i „Hard to Earn”, po prostu częściej wracam do tego albumu z 1991 roku. Na szczególne wyróżnienie zasługują:
Najlepszy kawałek z płyty, świetny lovesong. Lubię słuchać Guru w takich numerach, podoba mi się styl jego opowiadań, bo tak można nazwać te kawałki (storytelling nie zawsze można nazwać opowiadaniem jak coś).
STEP IN THE ARENA
If a beat was a princess, I would marry it
WHAT YOU WANT THIS TIME?
JUST TO GET A REP
Dwa kolejne kawałki, które dobrze reprezentują „Step in the Arena”. Dodałbym jeszcze kilka, ale co za dużo to wiadomo co. Świetna płyta, włączyłem sobie podczas jej opisywania i spodobała mi się jeszcze bardziej niż dotychczas. Cały album na prostym patencie: skrecze/cuty – zwrotka podczas której pada tytuł  utworu- skrecze/cuty – zwrotka, podczas której pada tytuł utworu, no, ale ma to urok.

Gang Starr – Daily Operation (1992)
Kolejna z wielkich płyt Gang Starru. Przyznam, że końcówka mnie troszkę nudzi, ale w 100% rozumiem wszystkich, którzy uważają ten krążek za najlepsze dokonanie Premiera i Guru. Kilka genialnych kawałków na czele z:
EX GIRL TO NEXT GIRL
Jeden z najlepszych kawałków Gang Starru ever. 
TAKE IT PERSONAL
I’M THE MAN (ft. Lil’ Dap, Jeru the Damaja)
Tak, w trzeciej zwrotce to ten Jeru, który dograł się do „Reedukacji” Slums Attacku. Słabo, bo słabo, ale się dograł.

Guru – Jazzmatazz, Vol. 1 (1993)
1993 rok był bardzo udany. Ja się urodziłem, wyszedł najlepszy album w historii rapu (czytaj: Midnight Marauders), premierę miał film „Uprowadzenie Agaty”, widząc to wszystko rozpadła się Czechosłowacja. Guru w 1993 roku wydał swój pierwszy solowy album pt. Jazzmatazz, na który zaprosił gwiazdy jazzu (i nie tylko). Dzięki tej płycie poznałem MC Solaara i urzekającą N’deę Davenport. Idealnie połączenia jazzu i jego młodszego brata hip-hopu. Pięknie brzmią te podkłady, Guru stanął na wysokości zadania i jedyne co można zrobić, to włączyć płytę, rozwalić się w fotelu i zrelaksować się.
WHEN YOU’RE NEAR
Lovesong z Ndeą, trochę słodkie, ale lubię kawałki z wersami tj.:
If I tell you that your touch is precious 
would you not forget this, would your heart protect us? 
NO TIME TO PLAY  
LE BIEN, LA MAL
MC Solaar to kocur nie z tej ziemi, muszę sobie przybliżyć jego dokonania, jak i cały francuski rap.

Gang Starr – Hard to Earn (1994)
O ile 1993 rok był dla rapu dobry, o tyle 1994 był zdecydowanie najlepszy. Wyszedł debiut Nasa, Biggie, Pete Rock & CL Smooth, Common. Pojawił się też średni – w mojej opinii, jest wielu fanów tego albumu – Gang Starr. Niby jest klimat, ale Guru ciągle nawijający o słabych MCs, to nie jest to, co lubię. Kilka kawałków oczywiście się wybija:
MASS APPEAL
Kolejny ze sztandarowych numerów Gang Starru.
BLOWIN’ UP THE SPOT
SUCKAS NEED BODYGUARDS

Guru – Jazzmatazz, vol. 2: The New Reality (1995) 
Drugi Jazzmatazz stoi o poziom niżej niż pierwowzór. To już nie ten klimat, nie ci gości, nawet nie ten Guru, no i chyba nieco przeszkadza mi długość tego albumu, bo 20 utworów to naprawdę dużo i podróż z Jazzmatazzem wydaje się nie mieć końca i choć podczas niej natykamy się na pięknie miejsca, to jest ich zdecydowanie za mało.
FOR YOU
LOST SOULS
LOOKING THROUGH THE DARKNESS

Gang Starr – Moment of Truth (1998)
Ten album należy do tych, które stawia się na szczycie swoich list, mówi się o nich, że są klasykami gatunku, nie mają słabych momentów, a ich twórcy wznieśli się na wyżyny swojego geniuszu. Wybranie najlepszych utworów było trudniejsze od przeczytania „Cierpień młodego Wertera”, podoba mi się wszystko, miałem to szczęście, że to od tej płyty zacząłem słuchać Gang Starru i jak widać, wkręciłem się na dobre.
MOMENT OF TRUTH
Strefa klasyków
THE MILITIA
Jaram się jak głupi wejściem Big Shuga, a refren często wchodzi mi do głowy i siedzi tam tak długo, jak tylko może.
JFK 2 LAX
Z tego co czytałem to ulubiony bit Smarkiego, więc (psycvho)fani Brudnych Serc mają kolejny powód, by zainteresować się tą płytą. Numer obroni się sam, toteż bez większego komentarza.
SHE KNOWZ WHAT SHE WANTZ
Z dedykacją dla tych kobiet, które wiedzą, czego chcą.


Gang Starr – Full Clip: A Decade of Gang Starr (1999)
Dwupłytowy album podsumowujący dziesięć lat działalności Gang Starru. Najlepsze kawałki ze wszystkich dotychczasowych płyt, udziałów w ścieżkach dźwiękowych do filmów i trzy nowe utwory, a wśród nich ten najbardziej znany – „Full Clip”, ten bit znają wszyscy jako „najczęściej pojawiający się na bitwach freestyle’owych”. Najlepsze The Best Of w rapie? Całkiem możliwe. 
FULL CLIP
JAZZ THING
1/2 & 1/2 (ft. M.O.P.)

Guru – Jazzmatazz, Vol. 3: Street Soul (2000)
Trzeci album z serii sklasyfikowałbym pomiędzy pierwszym a drugim. Na pewno znajdziemy tutaj mniej jazzu niż w poprzednich częściach, ale są obecne światowe sławy tj. Erykah Badu, Craig David, The Roots, Macy Gray, Issac Hayes czy Herbie Hancock.
PLENTY (ft. Erykah Badu)
Połączenie świetnego rapera ze świetną piosenkarką, najlepszy utwór z płyty i jeden z moich ulubionych tracków od Guru.
NO MORE (ft. Craig David)
WHERE’S MY LADIES (ft. Big Shug)
WHO’S THERE (ft. Les Nubians)
Poleciłbym jeszcze sporo więcej, ale lepiej przesłuchać album w całości, piękny, naprawdę.

. Guru – Baldhead Slick & da Click (2001)
Pierwsza słaba płyta od Guru. Bez Premiera albo jazzu to nie jest już ten Guru, którego słucha mi się dobrze i przyjemnie. Dużo featów, czego osobiście nie lubię (poza wyjątkami, ale to nie miejsce na roztrząsanie tej kwestii). Jeżeli mam coś wyróżnić to:
THE ANTHEM
ze znakomitym bitem Preemo i
UNDERGROUND CONNECTIONS
ze świetnym Ice-T
 
Gang Starr – The Ownerz (2003)
Pewnie gdybym w 2003 roku, widział co to Gang Starr i był na czasie” to jarałbym się, że wychodzi nowy wspólny projekt Guru i Premiera. Potem, kiedy wyciekłaby tracklista, byłbym zaskoczony, że znajduje się tam m.in Snoop Dogg i Fat Joe. Przy pierwszym odsłuchu pewnie przecierałbym oczy ze zdumienia, bo to nie Gang Starr, to nie ten styl i w ogóle co to jest. W 2003 roku jednak byłem z dala od rapu, dlatego „The Ownerz” to dla mnie bardzo dobra płyta z Premierem w świetnej formie i wieloma bangerami, której słucha się czasami lepiej niż „Wielkiej Czwórki”.
SKILLS
Jeden z pierwszych kawałków GS, jakich słuchałem. Rozpoznawalny bit, kto nie zna ten gamoń.
NICE GIRL, WRONG PLACE
I feel ya aura like I’m reading ya horo-
-scope, and I hope that I can see you tomorrow
Heh, lubię takie kawałki.
CAPTURE (MILITIA PT. 3)
Milicja zawsze spoko, choć jedynka jest o klasę wyżej, to tutaj mroczny klimat robi swoje.
IN THIS LIFE (FT. SNOOP DOGG)

Guru – Version 7.0: The Street Scriptures (2005)
Pochodziłem do tego albumu z wielką niechęcią. Po pierwsze dlatego, że Guru na bitach, które nie są spod ręki Premiera wypada gorzej. Po wtóre pierwsza solówka mnie nie przekonała. Po trzecie producentem jest tutaj Solar, który zachował się jak ostatnia szmata po śmierci Elama, pisząc za niego pożegnalny list. Muszę jednak przyznać, że to całkiem niezły album. Co prawda to nie jest Gang Starr, ale jesteśmy w 2005, a nie w 1991, Guru miał dalej robić Złotą Erę? Poszedł z duchem czasu, zaczął robić inną, również dobrą muzykę. I mniejsza o to, że Premier jest sto lat świetlnym przez Solarem. Ten drugi też robi dobre beaty. Zakutym truskulowym łbom to się może nie spobodać (pozdro Osiak, wiem, że to czytasz), ale to solidny album.
HALL OF FAME
HOOD DREAMIN

Guru – Jazzmatazz, Vol. 4: The Hip-Hop Jazz Messenger: Back to the Future (2007)
Czwarty Jazzmatazz w sporym stopniu różni się od pozostałych części, nie można mu jednak ujmować klasy, bo choć nie znajdziemy tu takiej ilości jazzu, jak w pierwszych dwóch częściach, to jest to solidny album, którego dobrze się słucha.
CUZ I’M JAZZY
Jest nawiązanie do ATCQ, więc musiałem polecić.
STATE OF CLARITY
Jeden z najbardziej zużytych sampli, ale ktokolwiek by go nie użył, to przyjemnie mi się tego słucha.
INTERNATIONAL
Jak on tu jedzie, no tylko posłuchajcie.

Guru – Guru 8.0: Lost And Found (2009)
 Odwlekałem sprawdzenie tego materiału, jak długo tylko mogłem. Naczytałem się tyle o tym albumie, że mógłbym go besztać bez odsłuchu, bałem się autotune’a, który miał się tam pojawić i myślałem, że na moich oczach upadnie legenda Guru. Jest słabo, bo jest, ale nie ma tragedii. Do albumu jednak nie wrócę na pewno.
LOST & FOUND


Tyle. Powiem Wam, że przesłuchanie tych płyt sprawiło mi ogromną frajdę. Przez te dwadzieścia lat rap się zmieniał, Guru cały czas trzymał poziom, jak w każdej karierze były wzloty i upadki. Elam zostawił po sobie wiele klasyków, wiele utworów znanych na całym świecie. Podobno po wydaniu ostatniej solówki była mowa o nowym Gang Starrze (to miały być chyba niepublikowane kawałki). Niestety, rok temu artysta w wieku 43 lat przegrał walkę z rakiem. Dalej liczę na jakieś niepublikowane tracki z okresu Gang Starru, myślę, że Premier coś mam nadzieję, że nawet dziś coś ujrzy światło dzienne.

Odpoczywaj w pokoju, Keith. Pamiętamy.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.