Afro Kolektyw „Piosenku po polsku” [truskulowa recenzja]

Śmieszna sprawa jest z tą płytą. Przyjęła się tak sobie, raczej zraziła do Afro Kolektywu starych fanów, nowych przybyło, ale nie są to jakieś olbrzymie liczby (fanpage składu ma niewiele ponad 5,5 tysiąca lajków). Album można kupić za mniej niż 10 złotych, co wygląda na oddawanie jej za bezcen, oby się tylko „Piosenek po polsku” pozbyć z półek. Ja czasem sobie włączę, ale dalej wolę stare klasyki Afro Kolektywu. Gdzie te reedycje, co?


Chłopaki z Afro Kolektywu od zawsze byli  na przekór wszystkim. Kiedy trwała moda na twardych raperów z ulicy, Afrojax chciał być “chudym, brytyjskim pedałem”. Potem przez długi czas Afro Kolektyw robił muzykę docierającą do niewielkiego grona słuchaczy. Teraz, gdy hip-hopowa płyta tego zespołu zebrałaby na pewno cieplejsze recenzje niż kiedyś, muzycy postanowili zrobić kolejny zwrot i nagrali rockowy materiał. Jedni się cieszą, inni zgrzytają zębami. Niestety, jestem w drugiej grupie.

Ciężko jest zdefiniować muzykę zaprezentowaną na “Piosenkach po polsku”. Wypadałoby błysnąć stwierdzeniem, że to mieszanka brzmień znanych nam z twórczości artysty Y oraz zespołu X. Biorąc pod uwagę fakt, że nasz portal nazywa się GramRap pewnie niewielu osobom taki osób pomoże w zrozumieniu o czym mowa. (Ba, sam nie jestem ekspertem, jeżeli chodzi o rock, dlatego nie chce się tu wymądrzać, a o wpadkę łatwo). Dlatego lepiej będzie zobrazować te kompozycje takimi przymiotnikami jak “wesołe” i “przyjemne”. Zdecydowanie nie jest to hip-hopowe granie i nie ma nic wspólnego z poprzednimi płytami Afro Kolektywu. Według mnie ta muzyka nie jest też przełomowa, to nic nowego, choć podkreślam, że nie jestem ekspertem. Z drugiej strony muszę docenić porywające kompozycje z otwierającego płytę numeru “Nasza doskonałość” i singlowego “Wiąże sobie krawat”.

Drugim elementem przeszkadzającym mi w odbiorze tego materiału jest wokal Afrojaxa. Co prawda nie sposób odmówić mu charyzmy, a jego wada wymowy jest urzekająca, ale spójrzmy prawdzie w oczy: to nie jest dobry wokalista. Zresztą podobny problem lider Afro Kolektywu miał wtedy, kiedy rapował. Nie był geniuszem flow, można było mu wytykać masę błędów, niedociągnięć i tak dalej i tak dalej. Główną bronią Afrojaxa były teksty. Na tym polu nic się nie zmienia, prócz tego, że ta broń ma mniejszy kaliber.

Od razu mówię: teksty na “Piosenkach po polsku” są dobre. Bardziej kunsztowne, poważniejsze, dopieszczone, bije z nich głębia, ale, jasna cholera, nie tego oczekiwałem. Uwielbiam Afrojaxa za śmieszne teksty na “Płycie pilśniowej”, za trochę poważniejsze liryki na późniejszych płytach, za te błyskotliwość, którą zawsze prezentował. Podczas słuchania “Piosenek…” oczywiście też można się uśmiechnąć, kiedy wokalista obiecuje, że może “gwałcić delikatnie” czy kiedy śpiewa o tym, że “jesteśmy pijani od słów i szkoda, że tylko od nich”. Tylko to nie jest to samo, co było wcześniej i nie mogę się przekonać.

Nigdy nie powiem o tej płycie, że jest słaba i że to najgorszy album w dyskografii Afro Kolektywu. Nie jest to prawdą. Płyta jest po prostu inna. Trzeba uszanować decyzję muzyków o zejściu z hip-hopowej drogi. Tym bardziej, że nagrali naprawdę porządny album, który może się podobać. “Piosenki po polsku” można pokochać i znienawidzić. Obojętnie, po której stronie barykady staniemy możemy zachować czyste sumienie.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.