Bek-On „Idę za nią” [recenzja]

„Idę za nią” to album wgryzający się w psychikę mężczyzny rozżalonego i zawiedzionego miłością, idealny dla tych, którzy przeżywają zawód tym pięknym uczuciem.

Bek-On przelewa na kawałki hektolitry żalu i smutku. Opowiada o utraconej kobiecie, która pomimo rozstania wciąż jest dla niego kimś ważnym. Razem z nim wsiadamy w pociąg, by nieco o niej zapomnieć, ale chwilę później znów ją spotykamy i w zasadzie nieustannie za nią podróżujemy. Miłość Bek-Ona to powtarzający się ból, rozdrapywanie świeżych ran oraz życie we wiecznie niespełnionych marzeniach. Rybnicki raper o uczuciach mówi dość otwarcie, a używając metafor i porównań tworzy swój nieco przygnębiający, przepełniony poczuciem odrzucenia świat.

W te narrację wpisuje się producent albumu – Szatt. Jego podkłady na tej płycie nie powinny zaskoczyć nikogo, kto zna jego działalność jako Nocne Nagrania, jego instrumentalny projekt „Future Voices” czy też wyprodukowany przez niego album Ciry „Plastikowy kosmos”. Mroczny klimat, idealny do nocnych przechadzek pustymi ulicami miasta, w którym prócz użycia sampli słychać wiele motywów elektronicznych.

Ciężko jest jednoznacznie ocenić ten album. Nieraz słuchałem go już w nocy podczas jazdy samochodem i wtedy najłatwiej chłonę ten klimat. Bek-On dość zręcznie napisał wersy i widać, że ta płyta została przemyślana od początku do końca. Jego dość proste flow nie przeszkadza, przeciwnie – uwydatnia przekazywane emocje. Ale z drugiej strony trudno wybrać tutaj jakieś wybijające się numery, całości słucha się dobrze, ale czy można słuchać tego w koło? No właśnie.

„Idę za nią”
to album dla garstki osób. Emocjonalne, poetyzujące teksty o miłości są teraz po prostu niemodne. Podobnie te dość trudne w odbiorze bity Szatta trafią tylko w gust koneserów. To oczywiście w żaden sposób nie ujmuje klasy płycie, ale widać, że niestety od premiery zbyt wielkiego poklasku nie otrzymała. Szkoda – widać, że twórcy zostawili tutaj sporo serca. Sam efekt należy oceniać pozytywnie i zdecydowanie warto sprawdzić tę płytę, ale „Idę z nią” szans na przebicie się raczej nie ma.

PS Ogromnie miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że Bek-On sam podesłał mi ten materiał. Prosiłem o link do downloadu, a on wysłał mi darmowy egzemplarz płyty – podziemny artysta pozwolił sobie na gest, na który nie stać czasem sporych wytwórni. Wielkie pięć i powodzenia!

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    „Emocjonalne, poetyzujące teksty o miłości są teraz po prostu niemodne.”
    Słucham? Przecież połowa świeżaków nawija teraz właśnie o tym, a druga o wygrywaniu życia i byciu na szczycie. Chyba, że Bek-On (swoją drogą… dość ryzykowna ksywa) robi to naprawdę w jakiś nowatorski sposób, ale nie wydaje mi się, jeszcze nie sprawdzałem materiału.

  • Anonymous

    hehe…podoba mi się puenta: „jeszcze nie sprawdzałem materiału” – ale czemu by się nie wypowiedzieć na jego temat :)

    pozdrawiam autora posta
    bek

  • Anonymous

    hehe…podoba mi się puenta: „jeszcze nie sprawdzałem materiału” – ale czemu by się nie wypowiedzieć na jego temat :)

    pozdrawiam autora posta
    bek

  • Anonymous

    hehe…podoba mi się puenta: „jeszcze nie sprawdzałem materiału” – ale czemu by się nie wypowiedzieć na jego temat :)

    pozdrawiam autora posta
    bek