Dream team – Eskaubei & Tomek Nowak Quartet „Będzie dobrze”

Eskaubei
Bałem się napisania jakiekolwiek zdania na temat tej płyty. Z pokory, ze strachu przed powieleniem kolejnego schematu i z obawy przed tym, że nie opowiem o „Będzie dobrze”, tak jak ten album tego wymaga.

Idealna recenzja tego albumu powinna wyglądać tak:
1. Przypomnienie słuchaczowi o tym, jak rap lubi się z jazzem i wskazanie odpowiednich przykładów.
2. Kilka ciepłych słów o raperze – weteranie sceny, który nigdy nie wybijał się przed szereg.
3. Zaprezentowanie jazzmanów, instrumentów, na których grają oraz ich dokonań.
4. Ocena albumu zawierająca:
a) zachwyty nad stroną muzyczną,
b) wyrazy szacunku dla Eskaubeia za to, jak wpasował się w ten klimat.
5. Modlitwy z nadziejami, że znajdą się odbiorcy tego materiału oraz smutne przewidywania, że do mas „Będzie dobrze” nie trafi.

Jeśli chcecie taki tekst, to zapraszam do niezawodnego Axuna, który pięknie zrecenzował ten album (ciśnie mi się na klawiaturę „krążek”, ale nie przystoi wręcz tak pisać o „Będzie dobrze”). Natomiast ja opowiem o nim nieco inaczej.

Przesłuchałem tę płytę wzdłuż i wszerz. W samochodzie, w autobusie, podczas spaceru, przed zaśnięciem, podczas czytania książki, skupiając się wyłącznie na niej i w tle do codziennych obowiązków. Nigdy mi się nie nudziła, nigdy nie przeszkadzała, nigdy nie miałem ochoty jej przełączyć. Zawsze, natomiast, moją uwagę przykuwało coś innego: dęciaki, które tak uwielbiam, genialna partia klawiszy w „Tysiące miast”, rozgoryczenie rapującego Skubiego czy jakikolwiek inny moment, pozwalający mi odlecieć wraz z muzykami.

To piękne. Ja uwielbiam jazz. Co prawda wiedzę mam tak niewielką, że nie mogę podjąć się nawet konstruktywnej oceny muzyków na „Będzie dobrze” (uwielbiam ich!), ale bywa tak, że szukam jazzu, jak lekoman całodobowej apteki. I ten album zawsze zaspokaja mój głód. Być może mało tu super chwytliwych momentów, przez co trudno będzie przekonać kogokolwiek spoza grona takich fanatyków do sprawdzenia tego albumu, ale moje wymagania spełnione zostały z nawiązką. Momentami rozsiewany jest anielski spokój, niekiedy grają żwawiej, ale prawie zawsze czuć pozytywny, dobrze nastrajający groove. Jedyna rysa to te folkowe, „bałkanicowe”, jak skomentowała moja narzeczona, partie w „Nic nowego”.

Doceniam także rolę Eskaubeia na tym albumie: nie próbuje muzykom kraść show, dzięki czemu mają wiele miejsca na improwizacje. Skubi to gość, którego dobrze się słucha, bo ma coś do powiedzenia i potrafi do ubrać w słowa. Trochę brakuje mu charyzmy oraz przekazywania emocji w linijkach, czasami bywa aż zbyt monotonny i chciałoby się, by krzyknął, szarpnął głosem, zdominował podkład, ale z drugiej strony tylko ktoś taki mógłby z pokorą podejść do takiego materiału i lwią część oddać muzykom, a nie zagarniać ścieżki dźwiękowej pod swoje szesnastki.

Bardzo się cieszę, że zaiskrzyło między tymi artystami. Dzięki temu rap z jazzem grają w jednej drużynie i ani jedna, ani druga strona nie rości sobie praw do pierwszeństwa. „Będzie dobrze” brakuje jedynie dwóch, trzech przyciągających, chwytliwych numerów, które byłyby magnesem do tej płyty. Nie da się jej słuchać przez 24 godziny, nie ma pojedynczych kawałków, które można by zostawić na playliście – jest za to piękna całość, do której co jakiś czas będzie chciało się wrócić, by jeszcze raz przeżyć tę przygodę. I z góry dziękuje muzykom, bo jestem przekonany, że czeka mnie jeszcze niejeden odsłuch.

PS A okładka jest znakomita!

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Od fuzji hip-hopu z jazzem zawsze chyba wolał będę jazz-pop (Simona Molinari <3), a sama płyta mnie nie przekonuje – słucha się jej wprawdzie przyjemnie, ale ani w warstwie jazzowej, ani w warstwie raperskiej nie widać błysku, to wszystko jest takie bezpieczne i poprawne do bólu, a co za tym idzie – nudne. Jak sobie gdzieś leci w tle jest spoko, ale emocji nie budzi zbyt dużych.

  • Pingback: Podsumowanie 2015: Zaskoczenia | Blog Mateusza Osiaka()