Efen „Nowe zmienne” [przedpremierowa recenzja-rozmowa]

Już piętnastego listopada premierę będzie miała producencka płyta Efena „Nowe zmienne”. Na materiale swoje zwrotki zostawili tacy raperzy jak Junes, Enson, Rover czy Quebonafide. Dzięki uprzejmości Vibe2Nes mogłem przesłuchać i zrecenzować ten krążek przedpremierowo. Tym razem nie będzie to jednak zwykła recenzja – wraz z Marcinem Półtorakiem, autorem bloga Producencki Punkt Widzenia, postanowiliśmy wyrazić swoje opinie o albumie w formie rozmowy. Jak więc wypadają „Nowe zmienne”?

Marcin: Czytałeś biografię Efena z notki, że tak powiem, prasowej?

Mateusz: A powinienem?

Marcin: Powinieneś. Dowiedziałbyś się, że Efen, poza reprezentowaniem rocznika ’94, od pięciu lat gra na saksofonie. Zaskoczenie?

Mateusz: Zaskoczenie, bo na płycie nie ma wplecionych jakichś solówek na saksofonie, a to potencjał, który Efen mógłby wykorzystać.

Marcin: WŁAŚNIE. Niestety kurde, po przesłuchaniu „Nowych zmiennych” mam wrażenie graniczące z pewnością, że… nie wiem, Efen ani przez sekundę nie pomyślał o czymś tak abstrakcyjnym – a przecież tak normalnym dla każdej innej muzyki – jak rozwinięte przejścia czy solówki.

Mateusz: Gdyby na przykład Szops grał na saksie, to pewnie miałby co najmniej jeden przerywnik, na którym sobie dmucha w instrument, co?

Marcin: A wiesz, kto gra solo gitarowe w outrze „Goodlife”?

Mateusz: Keith Richards? Już nieco odbiegamy od samego Efena, ale Szops to dobry punkt odniesienia. Myśląc o „Goodlife” – prócz tego, że myślę o świetnych zwrotkach – to jednak sam Szops genialnie zaakcentował swój udział. I nie chodzi tylko o to „Soulmusic” i „The End?”, po prostu czuć, że tam każdy dźwięk był przemyślany. Efen wypada przy nim blado i – jeżeli można to tak ująć – o wiele bardziej hip-hopowo.

Marcin: Jeśli „wypadnięcie hip-hopowe” oznacza większe ograniczenie i duuużo mniejszą wyobraźnię muzyczną, a wiadomo że właśnie to oznacza, masz rację. To jest płyta producencka, tu się ma DZIAĆ, ma wybuchać, sample mają się przeplatać, bassy wgniatać, a do perkusji zachciewać się tańczyć. Zamiast tego jest kolejny producent-nudziarz samplujący soul. Może z minimalnie lepszym brzmieniem.

Mateusz: Z drugiej strony nie można też powiedzieć, że te bity są złe. To jednak coś więcej niż Quiz czy Cokebeatz. Jest do czego pobujać głowę. Ale też samych instrumentali nie byłbym w stanie przesłuchać, głównie dlatego, że mało tam się dzieje. Co do „hip-hopowości” jeszcze: bardzo dużo tutaj skreczy i tutaj ukłon w stronę DJ-ów.

Marcin: Co do Quiza i Cokebeatza – co z tego, że „coś więcej”, skoro „coś więcej” w tym przypadku oznacza skok z „żałosne” na „słabe”? Nie wiem jak Ty, ja już dawno mam za sobą czasy, w których chciałem, żeby bit mi bujał głowę – teraz oczekuję pomysłowości i dopracowania, więc zostaję przy swoim, że jest źle. Jak sam stwierdziłeś, mało się dzieje. DJ-e fajnie wypadli prawie wszyscy – poza Simplem z intra – ale jak na moje, jeśli ktoś ma faktycznie ratować ten album, to jednak mimo wszystko raperzy.

 

Mateusz: To tak na sam początek propsy dla Efena, że zebrał tak zacne grono raperów. Na papierze wygląda na kolejny podziemny „Kodex”. Marcin: „Kolejny”, haha. Fakt, ale ma tu miejsce ciekawe zjawisko. Na ogół, kiedy wychodzi jakaś podziemna producencka, ludzie mówią coś w stylu „bity świetne, ale raperzy dali dupy”. Ciekawe, co będzie teraz – Ślizg wybuchnie?

Mateusz: Już wybucha na sam fakt, że w jednym kawałku jest Eripe i Golin. A czy „raperzy dali dupy”? Miałem być apologetą tego albumu, ale niedosyt czuję. Marcin: O ile od pierwszego odsłuchu jestem na zdecydowane „nie”, o tyle akurat do warstwy wokalnej się nie przyczepiam – chociaż Junes dający suche bragga na wejście nie zapowiada, że będzie dobrze. Ale jest – Duchu ze swoim kosmicznym czuciem bitu, wspomniany duet Eripe i Golina, Laik pożerający na wejście, Oxon to samo… no naprawdę, gdyby tylko nawijali na choćby średnich bitach, może bym nawet tego słuchał.

Mateusz: Mnie tam Junes w innej konwencji niż mrożenie wódeczki się podoba, chociaż coraz bliżej mi do bycia jego psychofanem. Z kolei tak: duet Eripe i Golin mnie nie przekonuje. To takie bragga, którym może bym się jarał w gimnazjum, bo jest błyskotliwie, czasem mają te wersy po dwa znaczenia, ale kompletnie tego nie czuję, żaden pancz mi nie urwał głowy. Oxon to chyba w wypadaniu z bitu chce wygrać z Tombem. Za to średnio lubiany przeze mnie wcześniej Emen obronił się w kawałku z Quebonafide. No i Wicher x Diament, czyli duet z którego bije przeogromna pasja i świetnie się ich słucha – tak samo jak na „Róży wiatrów”, gdzie Efen też zostawił bit.

Marcin: To z Oxonem i Tombem to nieśmieszne prowo w Twoim stylu, tak?

Mateusz: Przecież jak Oxon przyspiesza to bit płynie ze dwa kilometry od niego.

Marcin: Jak Oxon przyspiesza to bitu mogłoby w ogóle nie być, bo robi to tak rytmicznie, że podkład jest zbędny. Co innego Stochu, na którego przyspieszeniu faktycznie bit się wycofał, bo musiał.

Mateusz: Co do Stocha – ma numer z Roverem, któremu odbicie od smutnych tematów wyszło na dobre i jego wkurwionego flow słucha się znakomicie.

Marcin: I tak najlepiej poleciał Duchu – pomysłowo, w sposób nie do końca oczywisty, bardzo niestandardowy, no miałem szczękę na chodniku. Zupełnie, jakby rapował pod dobry bit. A tak, to słucham tych zlepków nut układających się w żadną konkretną melodię, słucham nudnego, przedszkolnego cięcia, chłonę nieistniejący klimat i odnotowuję używanie presetów z Love Philtera (to taka wtyczka w FL Studio, której się nie stosuje, bo beka) i nie wierzę uszom. A przebłyski są, jak te syntezatory z kosmosu w „Witamy w piekle”.

Mateusz: W sumie to raperów oceniam jak muzykę – bez błędów z tyłu, ale bez błysku z przodu. I nie można ukryć, że czuć ten niewykorzystany potencjał, bo jak pomyślę o tym, co potrafi Planet ANM, Quebonafide, Enson (który jest tak bezbarwny, że dopiero teraz o nim wspominamy) czy nawet Eripe to trochę smutek, że rapuje tutaj: „Choć nie nazwę ojca asem jestem asasynem” albo „Dla mnie to dwa szczury; tartar od tyłu”.

Marcin: Przecież wers o asasynie fajnie płynie, dobrze dobrane głoski, zapętlałbym w kółko tę linijkę przez pół dnia.

Mateusz: Ty zapętliłeś „Co za pierdolony pojeb” Jana Wygi przez 10 godzin, więc się nie dziwię. To już wolę proste Junesowskie: „Jesteś gotów czy nie, pokaż co masz w sobie / Robię rap dla idiotów czy nie, sam powiedz” i „Jestem mistrzem ripost #Wujek Staszek”.

Marcin: Bo pierdolony pojeb też kozacko przewinięty, tymczasem Junes rapuje tak, jakby było rano i wstał 3 minuty wcześniej. NIE DA się tego słuchać, gdzie jakakolwiek, najmniejsza melodia w tej nawijce? Inna rzecz, że bit taki biedna wanna-be potęga… a idź kurwa za przeproszeniem, tego słuchać nie idzie. Najgorsze otwarcie płyty na świecie.

Mateusz: Zatem do konkluzji. „Nowe zmienne” to płyta, której słucham i myślę: „Dobry hip-hop”, daję te 6 albo i nawet 7 oczek na dziesięć, ale po miesiącu nie pamiętam z niej kompletnie nic, aczkolwiek rozumiem tych, którzy się zajarają i złożą klasyczny bowdown.

Marcin: Ja też tej płyty nie zapamiętam na długo – jak mnie ktoś zapyta, gdzie w polskim podziemiu są najgorsze bity, to nawet nie wskażę Efena, bo jest jednak kilku żałośniejszych. Ale kiedy już NNFoF przenieśli to undegroundowe, biedacko-polskorapowe brzmienie w słuchalny wymiar i pokazali, jak naprawdę fajnie można się obchodzić z samplami (o Voskovych już nawet nie wspominając), Efen z gigantyczną wiedzą muzyczną, którą dała mu szkoła i umiejętnością gry na instrumencie powinien się wstydzić. W skali dziesięciopunktowej to jakieś 2, może 3?

Mateusz: Dla mnie 2 albo 3 to już niepotrzebne krzywdzenie albumu tego młodego producenta. Właśnie – Efen ma dopiero 19 lat, przecież ma jeszcze kupę czasu na rozwój w kwestii stricte muzycznej, a skoro teraz może pozwolić sobie na czołówkę podziemia, to za jakiś czas sięgnie i po MCs ze szczytu mainstreamu – i tego Efenowi życzę. Amen.

Mimo tego że rozmowa/recenzja jest dość krytyczna, to zachęcam do sprawdzenia promomixu płyty (film poniżej). Jeżeli się spodoba to naturalnie kupcie ją – tym bardziej że nakład jest już na wyczerpaniu. Dokonać tego możecie TUTAJ.

 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.