Hukos/Cira „Głodni z natury” [recenzja]

Czy jeden plus jeden zawsze daje dwa? Nad tym zastanawiali się recenzenci oceniający „Głodnych z natury” Hukosa i Ciry. Czy płyta dwóch dobrych raperów musi być czymś wyjątkowym?

Oczywiście nie ma tu żadnej reguły. Wiele posse-cutów pokazało, że współpraca wielu MCs może wypaść niemrawo, podobnie średnią płytę wydali Za Młodzi Na Śmierć, ale już supergrupa Rap Addix okazała się strzałem w dziesiątkę. „Głodni z natury” to zderzenie dwóch silnych charakterów, jednak czy doprowadziło ono do powstania czegoś więcej niż solidnej płyty? Hukosa i Cirę łączy tyle samo, co dzieli. Znają się od młodych lat, dość długo budowali swoją pozycję na scenie i wciąż są niedocenieni. Obaj zjedli na rapie zęby, wiedzą, jak złożyć podwójny rym czy uderzyć mocnym punchem.

Hukosowi zdecydowanie bliżej do ulicy, co pokazywał na poprzednich albumach. Tutaj też rzuca bardziej bezpośrednie, a zarazem celniejsze linijki. Cira potrafi być równie szczery co Hukos („Po premierze płyty nie było szampana, koksu, był komorniczy wniosek i związek, co się popsuł”), natomiast od zawsze lubił poetyzować. W wydaniu jego ostatniej solówki – „Plastikowego kosmosu” – można było nawet przeczytać jego wiersze. Łatwo znaleźć środki bliskie poezji na „Głodnych z natury”, ot chociażby rzadko używane przez raperów aliteracje („nieogarnięty neurotyk, narkotykowy bóg”, „kasuję farmazony, ferment i farmę głupoty”). Zresztą, to niemal kompletny MC, jedynie gubi się nieco w przyspieszeniach w kawałku „Przeszczep”. Czyli wychodzi na to, że złączeni razem powinni wydać klasyka, co zatem stanęło na przeszkodzie?

Po trosze tematy. Tradycyjnie już musiał znaleźć się kawałek wspominkowy czy rap o rapie. Krytyka sceny w „Nie potrzebuje tego gówna” jest słuszna, ale dlaczego obyło się bez ksywek? Obserwacje w „Czy to miało tak wyglądać?” też są dość proste. Drugi element psujący płytę to goście. Skoro sami bez problemu unosili ciężar solówek, to po co im tabun kolegów? Z dwóch numerów zrobiono niepotrzebne i przydługawe posse-cuty. Gracze z Fama Familii też za wiele nie wnieśli. Na dobrą sprawę z raperów postarał się tylko Zeus. Jakość wniosły też wokalistki (Justyna Kuśmierczyk potwierdza, że w każdym refrenie wypada znakomicie) oraz Głośny śpiewający refren na talkboxie.

Bity są bardzo koncertowe. Najlepiej wypada – co stało się już regułą – Bob Air, który sprawdza się i w gitarowym „Hajer”, nieco spokojniejszym „Jeszcze wyżej”, a także w bardzo pozytywnym i najlepszym na płycie utworze „Rozdaję serce”. Reszta raczej bez zaskoczeń – bangery oparte na mocnych bębnach, mają przede wszystkim porywać oraz bujać głowami pod sceną i swoje zadanie spełniają. Szkoda tylko, że Ryszard Nowak utrudnia chłopakom życie i usilnie blokuje im koncerty…

I taka to płyta. Dobra, porządnie zrobiona, ze świetnymi momentami, ale z widocznymi wadami. Hukosa lepiej słuchało się na „Knajpie upadłych morderców”, a Ciry na „Plastikowym kosmosie” czy na dwóch „Zapracowanych obibokach”. „Głodni z natury” spełniły swoją rolę o tyle, że o obu MCs mówi się nieco częściej. Współpracują ze sobą dość dobrze, ale czekam jednak na ich kolejne solówki bardziej niż na następny wspólny projekt.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.