Kamel „Droga Kamelita” [recenzja]

Umówmy się, „Droga Kamelita” jest średnia. Za wiele z niej nie pamiętam poza singlami. Oczywiście, Kamel ma potencjał, by wnieść na scenę świeżość, ale obija się z wypuszczeniem następnego materiału, a pojedynczych kawałków zbytnio nie śledzę. Chociaż „Drogę Kamelita” zapomniałem, to przeprowadziłem z raperem z Dąbrowy Górniczej bardzo długi i ciekawy wywiad (publikacja jutro), przy którego tworzeniu okazało się, że Kamel ma do powiedzenia naprawdę dużo, a za to co mówi należy mu się butelka zmrożonej wódki.



Do sprawdzenia “Drogi Kamelita” skłonił mnie singiel “Zwariował świat”. Mocny, prawicowy numer wycelowany w Wyborczą, UE i ogólnie w całą lewicę. Co prawda trochę chaotyczny i jest w nim kilka pustych frazesów, ale pomyślałem sobie, że przecież tylko singiel, na płycie powinno być lepiej. Liczyłem na to, że Kamel ukierunkuje swoje panczlajny i dokładniej wyłoży poglądy. Czy dostaliśmy od freestylowca znanego z WBW 2004 coś więcej niż “lesby, geje, pedofile”?
.
Zawód numer jeden
Odpowiedź na postawione wyżej pytanie brzmi: nie. Okazuje się, drodzy Czytelnicy, że prócz wspomnianego “Zwariował świat” polityki na płycie nie ma. Ja oczekiwałem rapu dojrzałego chłopa, który chce mi powiedzieć coś więcej niż to, że rucha panienki i zna na nie dobre patenty; coś więcej niż marne bragga  typu: mam dobre flow, jestem najlepszy, a ty jesteś kiepski; coś więcej niż klubowe historie o alkoholu; coś więcej niż wspominkowe numery. Dostałem wersy o wszystkim i o niczym. Takie, które rzuca co drugi podziemny zawodnik na pierwszym nielegalu. Wyświechtane tematy to wielki minus tego materiału.W dodatku niektóre teksty nijak mają się do prawicowego manifestu z singla.

Zawód numer dwa
Jak już przebolałem, że nie znajdę na “Drodze Kamelita” drugiego Junesa i pogodziłem się z rapem o dupie Maryny, w uszy rzuciła mi się produkcja. Samplowane bity mieszają się z południowymi cykaczami. “Mieszają się” to dobre określenie. Nie mamy do czynienia z akcją typu: spokojny początek, stopniowe rozwijanie się akcji i mocny bangerowy koniec albo odwrotnie. Mamy wolniejszy, jazzujacy, pełen wajbu bit Bob Aira z “Gdzie jest miłość”, a zaraz po nim południowy banger PTK w “III”. Mamy ryjącą mózg produkcję Juicy’ego w “Szarym śniegu” i znowu ładniutki truskulowy bit Bob Aira. Te podkłady są dobre, ale ich ułożenie na trackliście podobać się nie ma prawa. Niespójność razi niemiłosiernie. Efektem tej zbytniej różnorodności są goście. Z jednej strony Sobota i Ciech, z drugiej Tetris i Kedyf. A gdzieś pośrodku Majkel i Skorup, którzy z nikomu nie wiadomych powodów są często zapraszani na płyty, a umiejętności mają przeciętne, tekstowo dając wciąż to samo.

Zawód numer trzy
Agresja w singlowym utworze zwiastowała, że Kamel będzie ostry, krzykliwy i zimny. Wyszło na to, że Kamelito nie ma jednego flow – to zaleta. Próbuje modulować głos i dopasowywać flow do bitu – to też zaleta. Na cykaczach wypada nieźle, o czym sporo polskich raperów może tylko pomarzyć. Niestety, autor “Drogi Kamelita” ekspertem w żadnym stylu nie jest i wszędzie można znaleźć niedociągnięcie tudzież niepasujące elementy. Niestety, kilka podkładów Kamela przewyższyło. Niestety, Kamel nie jest przyciągającym raperem. Ot, jednym uchem wpada, drugim wypada i lecisz słuchasz czegoś innego. Niestety, goście nie dali z siebie wszystkiego. Podprogowy przekaz z głośników nie woła: “Włącz mnie jeszcze raz”, tylko pyta: “Kiedy koniec tego przydługawego albumu?”.

Trochę populistyczny jest ten album. Kamel jednym albumem chciał zjednać sobie truskulowców, niuskulowców i narodowców. Wyszło przeciętnie i mimo kilku lepszych momentów w postaci “Zwariował świat” czy “Jestem tym” materiał jest przeciętny, a niespójność razi. “Droga Kamelita” ma zbyt wiele zakrętów i wybojów, by słuchając jej można było zachować przyczepność. Nie zmienia to faktu, że jeżeli Kamel zdecyduje się na spójny, konkretny materiał to może zamieszać.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.