Konkrety – Junes/Młodzik/DJ Danek „Acrux”

frontWydawałoby się, że do płyt Junesa powinno się mieć schemat recenzji. Zmieniałoby się tylko nazwy kawałków, w których raper enty raz odkrywając powody bólu egzystencji wypada z bitu, oraz ksywki producentów truskulowych podkładów. A tu proszę: niespodzianka.

Oczywiście „Acrux” nie definiuje Junesa na nowo. To wciąż ten sam twardo stojący na ziemi facet z wyrazistymi poglądami i swoimi demonami. Nie ma rewolucji także jeżeli chodzi o rap: dalej w jego ocenie można przywoływać dialog serca z rozumem i nie ma co kruszyć o to kopii. Nie mogliśmy spodziewać się, że nie zacznie gimnastykować języka i rzucać hashatagów co drugi wers, natomiast wiadome było, że najlepsze cechy Junesa, czyli surowość i bezpośredniość, zostaną zachowane.

Cóż zatem sprawia, że „Acrux” jest niespodzianką? Przede wszystkim Młodzik. Dzięki niemu usłyszeliśmy członka Rap Addix na zupełnie innych bitach niż dotychczas. To już nie proste, zapętlone na 16 wersów i refren podkłady, a zaawansowana elektronika z potężnym bassem, rozbudowanymi aranżacjami i mrocznym, ciężkim klimatem. Brzęczy, piszczy, pika, strzela, chrzęszczy, trzeszczy, a wszystko uzupełnia drapanie winylowych płyt DJ-a Danka. Nie każdy to polubi, aczkolwiek zanurzenie się w dodanych na fizycznym wydaniu krążka podkładach to podróż w kosmos aż do tytułowego Acrux.

Junes natomiast zaczął rapować o konkretach. Miałem już nieco dość jego wylewanych żali przeplatanych informacjami o tym, że wrócił do rapowania, a wódka zalewa mu kartki: wrażenie, że nawija wciąż ten sam kawałek odstraszało od sprawdzania jego numerów (stąd tak długo zabierałem się do „Acrux”). Tutaj mamy większą rozbieżność i jaśniejszy przekaz. Trudno mu nie przytaknąć ze smutkiem, kiedy atakuje niektóre grupy społeczne rapując: „Cola z Biedry do butel po Coli zwykłej / na podjeździe nawoskowany Passat w niedzielę / Ochrzczone dzieci, by nie mieli nic rodzice / i skredytowane na 20 koła wesele”  i podsumowuje to słowami: „Z tych okręgów Komor dostał prezydenta”. Z uśmiechem na twarzy słucha się za to jego wspomnień zarówno o nagrywaniu dissów na kolegów z klasy czy rapowaniu na szkolnej akademii, jak i o nieco niespełnionej karierze rapera w „Nigdy nie jest za późno”. W duecie z Laikiem Junes stworzył niezwykle ciekawy konceptualny storytelling, w którym stawiają się w dwóch równoległych światach i to warszawski raper jest tym, który ustabilizował swoje życie. Z pozostałymi członkami Rap Addix – Jeżozwierzem i Kiddem – we właściwy sobie sposób i jak zwykle celnie atakują scenę. „Lifter” z kolei zachęca po sięgnięcie za „Limes inferior” Janusza Zajdla – powieści fantasy o świecie podzielonym – w zależności od inteligencji – na siedem klas społecznych (przepraszam, jeżeli przekłamuję – książka już na półce i z pewnością coś o niej napiszę).

Dzięki tym podkładom i konkretom – kawałkach o czymś, chciałoby się rzec – „Acrux” słucha się zdecydowanie lepiej niż „Nie-EP” i wydanego niedawno „EP,5”. To 26 minut dobrego, przyciągającego Junesa, który oderwał sobie kilka łatek i nagrał inną, ciekawszą epkę niż zwykle. Miłe zaskoczenie, dobre odejście od dotychczasowego stylu i oby szedł dalej tą drogą.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.