Lek na depresję – Chonabibe „Panoramy”

panoramy

„Panoramy” udowadniają, że pozytywnie nastawieni do życia panowie z Chonabibe jeszcze się nie wystrzelali, a dźwięków umilających nam życie i to granych na każdą możliwą modłę będą nam regularnie dostarczać.

Debiutanckie, doskonale przyjęte „Migracje” potwierdziły znane już niektórym umiejętności zespołu, który specjalizuje się w leczeniu depresji swoich słuchaczy i zmuszaniu ich do treningów kardio podczas koncertów. Druga płyta to krok dalej: styl chłopaków wciąż się rozwija, a odnoszę też wrażenie, że dzięki zebranemu doświadczeniu Chonabibe stało się dojrzalszym zespołem.

Najnowsza płyta zaczyna się beatboxem, potem przechodzimy w klimaty przyjazne radiu ocierające się o reggae, funk i hip-hop, następnie odbijamy nieco w rock, klasyczny rap czy gdziekolwiek poniesie chłopaków muzyczny zmysł. Ta wszechstronność to mocna strona Chonabibe: nawet najbardziej wymagający słuchacze powinni znaleźć coś dla siebie, a i samą płytą trudno się znudzić. Wolisz koncertowe wymiatacze? Odpalaj „Festiwalec”. Chcesz ponucić refren pod nosem? „Pan ma relaks” na pewno zostanie w głowie. Stawiasz na gitarę? Ta wyraźnie brzmi w „Nie tylko raz”. Nowoczesny pop? „Na odległość” z Mariką powinno ci się spodobać.

Ma to naturalnie swoje złe strony: przy takich zmianach klimatu trafią się kawałki, które jak najszybciej trzeba przełączyć. Mnie odrzuca na przykład pełny banałów kawałek „To co lubię” z refrenem: „Wolę robić to, co lubię i umiem, a nie to, czego nie umiem i nie lubię” – i mimo że to prostota w pełni zamierzona, nie jestem w stanie tym zachwycać. Generalnie liryka ustępuje tu miejsca chwytliwości, stąd poważnych czy wartościowych treści jest na „Panoramach” niewiele. Pomimo różnych tematów, te teksty to głównie podróż wydeptanymi ścieżkami, chociaż kiedy w „Ł” Jahdeck przemawia do swojej maleńkiej córki jest naprawdę poruszający i pod względem wersów to najmocniejszy moment płyty. Niewielkie zastrzeżenia można też mieć do frontmana, który bywa nierówny, jeżeli chodzi o sam rap: w „Kup, kup” brzmi jak rasowy MC, natomiast w tytułowych „Panoramach” dał się zdominować podkładowi i nawija gdzieś obok niego. Niemniej te wady to pojedyncze, rzadko zdarzające się epizody, a całość broni się pod każdym względem.

Chonabibe potwierdza, że z okołohiphopowych zespołów to najmocniejszy skład w Polsce: z pomysłem na siebie, z całą gamą muzycznych możliwości, z charyzmatycznymi wokalistami i przede wszystkim z olbrzymimi umiejętnościami. Przez trzy kwadranse „Panoramy” potrafią poprawić humor i zmienić nasze nastawienie do życia na bardziej pozytywne, a przeczuwam, że na koncertach z tym krążkiem chłopaki wypadają jeszcze lepiej. Zatem do zobaczenia pod sceną, wykorzystam pierwszą nadarzającą się sposobność.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.