Ludzie z przeszłości spacerują po mej głowie – Yrsa Sigurðardóttir „Niechciani”

yrsa

Najnowsza powieść Yrsy Sigurðardóttir  jest taka jak Islandia – mroczna, mroźna, tajemnicza, dla mieszkańców kontynentalnej Europy odległa, a nawet nieco egzotyczna. 

Akcja „Niechcianych” toczy się w dwóch rzeczywistościach. W czasach współczesnych Ódinn po tragicznej śmierci swojej byłej żony zmuszony jest do podjęcia opieki nad swoją jedenastoletnią córką Rún, a to dla niego dość wielkie przeżycie. Weekendowy tatuś nie ma pojęcia jak  ją wychowywać ani jak z nią rozmawiać. By móc poświęcać dziewczynce więcej czasu, zmienia pracę na mniej wymagającą i niezaspokajającą jego ambicji. Co jakiś czas przenosimy się w przeszłość – aż do 1974 roku. Aldis, która po domowych perypetiach wyniosła się z domu, pracuje w domu wychowawczym w Krókur, który prowadzi ortodoksyjne, a przy tym pełne hipokryzji małżeństwo. Dość przytłoczona dziewczyna dnie spędza na monotonnym sprzątaniu oraz marzeniach o wyprowadzce do stołecznego Reykjaviku. Jej świat zmienia się wraz z przybyciem do domu nowego wychowanka – tajemniczego i różniącego się od innych chłopców Einara. Oba te światy szybko zaczynają się łączyć.

Yrsa Sigurðardóttir od początku dawkuje napięcie i wprowadza niepokój. W padającym śniegu i szybko zapadającym mroku nawet gra cieni podnosi ciśnienie, a byle szelest urasta do rangi zjawisk paranormalnych. Bohaterowie zaczynają przeżywać psychiczne katusze, rozpamiętywać przeszłość i zamartwiać się, patrząc na kilka dni w przód, a my wraz z nimi czekamy na to, co za chwilę wyskoczy z mroku. Strach i niepewność mrozi im krew w żyłach nie mniej niż temperatura. Czy mają do czynienia z duchami? A może to tylko ich walczący z przeszłością umysł wytwarza dźwięki i obrazy?

Autorka wprowadziła tyle niejasności, że musimy niekiedy sami podjąć się interpretacji – a wtedy zaczynamy stąpać po równie cienkim lodzie, co bohaterowie „Niechcianych”. Ten zabieg działa: nasze zmysły się wyostrzają i oczekujemy w napięciu na następne wydarzenia. Jedyne, co może irytować to fakt, że niektóre wydarzenia nie zostały wyjaśnione zarówno nam, jak i bohaterom. Ot, po prostu pisarka zaczęła wątek i o nim zapomniała.

Tak jak w każdych skandynawskich książkach, warto zwrócić uwagę także na to, jak się tam żyje. Urzędnicy muszą pytać o zgodę przy niemal każdej czynności i zdawać szczegółowe raporty ze swojej działalności, by – nie daj Boże – nie naruszyć czyjejś prywatności. A nieletni, przynajmniej w latach 70., za nawet tak niewielkie przestępstwa jak wybicie szyby, byli kierowani do domów wychowawczych, gdzie ich los zależał tylko i wyłącznie od opiekunów.

„Niechciani” to dobry, wciągający thriller. Co prawda daleko Yrsie Sigurðardóttir do objęcia tronu skandynawskiej królowej kryminału, ale kolejną książką pokazuje, że warto mieć ją na oku, bo dostarcza solidnych  powieści, które dobrze się czyta.

Za egzemplarz dziękuję:
muza-logo

 

 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.