Macie piłkę i grajcie – 101 Decybeli „Echo” + KONKURS

101

Ta płyta jest jak WF w gimnazjach dla znudzonego życiem nauczyciela. Macie piłkę i grajcie, niech ta lekcja jakoś minie, a ja ze trzy razy gwizdnę.

Przebiec kilka kilometrów, przesłuchać prawie cały rozdział audiobooka o Wiedźminie, obejrzeć odcinek „Boardwalk Empire”, przejechać z Siedlec do rodzinnego domu, wypić ze trzy piwa – tyle rzeczy mogłem zrobić w czasie, który straciłem na słuchanie „Echa”. Nie popełnijcie tego błędu. A jak już chcecie czegoś posłuchać, to macie: to, to albo to.

Mam taką wizję, że kiedy producent tworzy album producencki, musi mieć na niego pomysł. Np. płytę Szopsa trzymały w kupie bity, które z powodzeniem mógłby zagrać zespół muzyczny, u Voskovych była spójna historia, do której dopasowywali się raperzy, ba, nawet u Pawbeatsa, którego płyta jest dość przeciętna, wszystko ma ręce i nogi.

Natomiast gdy włączam „Echo”, czuję się, jak gdyby ktoś włączył mi randomową składankę z polskim rapem. Bity są, ale niewiele więcej można o nich więcej powiedzieć. Może nie tragiczne, ale do dobrych i charakternych też im daleko. Nie wiem też, jak określić 101 Decybeli, bo stworzył proste, przeciętne podkłady, jakich w życiu usłyszałem tysiące.

Jeszcze gorzej jest pod względem raperskim, ale czy można się dziwić, skoro mamy tam raperów, takich jak Filipek, B.R.O, B.A.K.U i Sulin? Ten pierwszy to naprawdę dobry gagatek, już pomijam fakt, że ma się za pierwszą ligę rapu i jest kolejnym gościem jadącym lamusów z forum, teraz wynalazł nawet czarno-biały kolor. Sztoss z Kajmanem dorzuca 167 numer o jaraniu trawy z pięknym populistycznym wersem: „Chcę by politycy wymarli”, bo oczywiście wtedy będziemy mogli skręcać blanty już w przedszkolach. Posse-cuty są zrobione na schemacie:
– Macie tu bit i weźcie coś porapujcie.
– Ale jest jakiś temat?
– No tytuł będzie „Cel pal”, to wiecie, ogarniecie coś.
– Aha, ok.

A już samego siebie przechodzi VNM, który wespół z Neilem nagrał najgorszy storytelling naszych czasów. Nie wiem, czy to celowanie w gimnazjalistów, czy VNM miał jakieś chwilowe zaćmienie, ale nawet ja wstydziłbym się takiego numeru*.

W tej bezpłciowej masie rapującej przez całą długość płyty bronią się tylko: Bonson, Białas, Oxon, Deobson (prosimy szanownego pana o częstsze rapowanie) i… Komil. Ten ostatni rapuje o licealnej miłości spod znaku Instagrama, Messengera i Snapchata na bicie z wiewiórkami wyjącymi w refrenie, ale przynajmniej jest jakiś i w jakiś sposób ujmuje. Pewnie nie zwróciłbym na niego uwagi, bo za stary jestem na takie numery i podobne historie, ale na „Echu” Komil zdecydowanie się wybija.

Nie przedłużam już, bo straciłem już wystarczająco dużo czasu na ten krążek. Chętnie go Wam oddam, choć zadanie jest trudne: wyślijcie mi na maila (blogmateuszaosiaka[at]gmail.com) albo zamieśćcie w komentarzu storytelling gorszy niż „Efekt domina” VNMa i Neilego. Deadline: niedziela, 23.59.

Zrobię z nich składankę i będę wysyłał słabym raperom z prośbą o sprawdzenie i ocenę.

Zemsty nadszedł czas.

 

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony albo po prostu wyłącz AdBlocka i daj zarobić z AdSense. Będę wdzięczny. :)

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

* Ba, ja nawet kiedyś nagrałem podobnego gniota, w którym padł wers: „Piętnaście centymetrów w spodniach grało marsz”, serio, ale przez myśl mi – gimbusowi wtedy – nie przyszło, żeby to komukolwiek puszczać. Do tej pory mam z tego przeolbrzymią bekę, teraz tym większą, że podobne badziewie zostało wydane na CD. Jakby coś, to nie, nie mam tego na dysku, chociaż kumpel ma i pewnie będzie mnie tym kiedyś szantażował.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.