Michał eR „Ja tu tylko przelotem” [recenzja]


Michał eR, znany z tego, że zrobił wywiad z pijanym VNM-em oraz z tego, że nie chce być łączony z żadnym środowiskiem hip-hopowym, nagrał na kradzionych bitach mixtape „Ja tu tylko przelotem”. Zostałem poproszony o zrecenzowanie tegoż materiału, a skoro wyznaję zasadę: „Jak ktoś mnie prosi, to mu robię, proste” nie miałem wyjścia.

Z Michałem eR znam się już kilka długich internetowych lat. Osobiście nigdy się nie spotkaliśmy, ale wspólne czekanie na Brudne Serca, facebookowe troll-akcje oraz pijackie rozmowy telefoniczne sprawiły, że się polubiliśmy, a ja często bywałem proszony o ocenę tego, co rybnicki już-prawie-raper tworzy. Jako że przed poklepywanie po plecach przedkładam konstruktywną krytykę, Michał podbijał z linkiem, ja jechałem kawałki z góry na dół i tak to się kręciło. Bo z rapem Rycha (poprzednia ksywka) zawsze miałem jeden zasadniczy problem.

A chodzi o głos. Otóż głos Michała jest niski i gruby. Chamski i chropowaty. Pasuje mi to typowego drechola, słuchającego śmiesznych ulicznych raperów z tyłu autobusu, który śmieje się do rozpuku z przeróbek discopolowych piosenek. Ni w ząb nie mogłem tego zdzierżyć, kiedy nagrywał truskul, bo treść gryzła się z tym głosem. Jednak Michałowi przestawiło się w kaczanie – wjechały używki i postanowił przenieść zachodni newschool do Polski. Teraz głos zaczął pasować, Rycha zacząłem przezywać Rych Rossem, bo brzmiał jak typowy gruby murzyn rapujący o pierdołach na trapach czy też wszelskiego rodzaju nietruskulowej muzyce.

Stylistyczna zmiana wyszła na plus również w warstwie lirycznej. O ile w ambitniejszej tematyce brakło Michałowi błyskotliwości, zmysłu do ubarwiania tekstu, o tyle teraz niosą go bity, zacięcie do pisania czegoś wartościowego pozostało, więc na „Ja tu tylko przelotem” znajdziemy dobre wersy. Mixtape przepełniony jest linijkami pełnymi toksycznych emocji, które wpychały Michała do klatki własnych uczuć. Sporo miejsca zajmuje rozliczenie się z przeszłością, konkretnie z eks-dziewczyną, jest o „Demonach” siedzących w osobowości rybnickiego rapera oraz o „Błyskawicach” przeszywających jego wnętrze. Jest też drugie oblicze: ambitnego gościa, który chce się wybić, zyskać poklask i dobre życie. Tę drugą twarz charakteryzuje o wiele większy polot i słucha się jej o niebo lepiej.

A teraz kubeł zimnej wody. Do dopracowania jest naturalnie flow, które momentami kuleje, momentami kuśtyka, a ogólnie zajmuje się pokonywaniem wybojów, zamiast z lekkością biegać po bitach. Jednak znając wcześniejsze dokonania Michała i tak można mówić o kolosalnym postępie. Druga sprawa, że mało tutaj wersów zapadających w pamięć. Niby te teksty są okej, ale brakuje puentujących linijek czy innych niebanalnych i mocnych akcentów.

Ocena jednak musi być uczciwa. Chociaż progres jest zauważalny i można mówić o zaletach tego materiału, to należy pamiętać, że mowa o raperze, który dopiero zanotował awans do drugiej ligi podziemia. Droga obrana przez Michała wiedzie w dobrym kierunku, bo nowoczesne bity idące w parze z niezłymi tekstami to wciąż stosunkowo niespotykana rzecz. Ale do celu kilometrów wciąż wiele, więc Michał, warsztat, warsztat, warsztat, a na razie podkłady, które tuszują te braki i jest okej.

DARMOWY DOWNLOAD

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.