Mira Suchodolska, Krzysztof Ziemiec „Wszystko jest po coś” [recenzja]

22 czerwca 2008 roku życie Krzysztofa Ziemca wywróciło się do góry nogami. Z pożaru, który wybuchł w jego mieszkaniu, cało wyszła jego żona oraz trójka dzieci, jednak on sam miał poparzoną połowę ciała. W wywiadzie-rzece przeprowadzonym przez Mirę Suchodolską dziennikarz – znany m.in. z prowadzenia „Wiadomości” – opowiada o wypadku, trudnej rehabilitacji oraz rodzinie i wierze, którym zawdzięcza szybki powrót do zdrowia.

Po pożarze Ziemiec przed pięć tygodni leżał w szpitalu. Obolały, niezdolny do samodzielnego poruszania się, cierpiący przy każdej zmianie opatrunków i – z obawy przed wdaniem się zakażenia – odizolowany od innych pacjentów. Mimo tego z każdym dniem – chociaż rokowania nie były aż tak optymistyczne – odzyskiwał siły. Opowiada o wielkim wpływie, jaki miała na to kochająca rodzina, przyjaciele po fachu, pomagający zarówno finansowo, jak i w opiece nad dziećmi, oraz modlitwa. Sam odmawiał dziesiątki różańców w intencji pielęgniarek oraz rehabilitantek, ale też otrzymywał wiadomości, że modlą się za niego ludzie w całej Polsce, a siłę tej modlitwy czuł niemalże fizycznie.

Szpital nie był najstraszniejszy. Gorsza zdawała się długotrwała rehabilitacja i powolne odzyskiwanie władzy w całym ciele. (Nawiasem mówiąc, nie sądziłem, że po poparzeniu do zdrowia dochodzi się aż tak długo ani że trzeba wkładać specjalny kombinezon, chroniący przed rozrastaniem się blizn). Przed wypadkiem Krzysztof Ziemiec sam utrzymywał rodzinę, po wyjściu ze szpitala był prawie unieruchomiony, każdy krok sprawiał mu ból, każdy spacer wydawał się pielgrzymką. Jednak małymi, nomen omen, kroczkami pokonywał ból i udowadniał – co było dla niego szczególnie istotne – że jest pełnoprawnym mężczyzną i nadal potrafi zapewnić byt rodzinie.

Imponuje to, jak twardym człowiekiem jest dziennikarz TVP. Nie chodzi bynajmniej o to, że zaciskał zęby, kiedy bolało, wręcz przeciwnie – wzruszał się do łez, gdy dostawał SMS-y ze wsparciem. Ale podniósł się, by – jak sam pisze we wstępie – „dać innym nadzieję, że można! Że się da! By dać innym siłę do walki. Może dziwić, że zło i cierpienie potrafi dać tyle dobra (…)”[1]. Ziemiec, kierujący się przekonaniem, że „wszystko jest po coś”, dostrzega nawet pozytywne aspekty i następstwa samego wypadku; świadczy to o jego sile i pokorze, z jaką przyjął to doświadczenie.

Dzięki namówieniu Krzysztofa Ziemca na rozmowę Mira Suchodolska sprawiła, że niejeden czytelnik podniesie się na duchu. Nie tylko ten przebywający w szpitalu, bo choć rozmowa dotyczy cierpienia, tchną z niej dobroć i miłość dziennikarza, którzy tak dzielnie „przezwyciężył ból, strach i swoje cierpienie”[2].


[1] Mira Suchodolska, Krzysztof Ziemiec, „Wszystko jest po coś”, Wydawnictwo M, s. 9.
[2] Tamże, s. 7.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.